Marczyk: Miałem nie krzywdzić Legii!

Po meczu Szczakowianki z Legią (1:1) prezes PZPN Michał Listkiewicz zawiesił do końca sezonu sędziego tego spotkania - Zbigniewa Marczyka.

- Dowiedziałem się o tym z telegazety. Jestem w szoku - powiedział na łamach "Przeglądu Sportowego" sędzia Marczyk. - To jakaś pokazowa akcja prezesa Listkiewicza. W Jaworznie sędziowałem bardzo dobrze, taką ocenę wystawił mi obserwator Suchanek oraz dwóch delegatów.

Reklama

- Obejrzałem powtórki i nadal uważam, że Kucharski nie był faulowany. W sytuacji z Saganowskim - w TV widać, że na dwoje babka wróżyła. Uważam więc, że nie popełniłem błędu. Co więcej - zaraz po meczu nikt z Legii nie zgłaszał pretensji. Kierownik Ireneusz Zawadzki zapytany przez jednego z delegatów odpowiedział, że nie ma absolutnie żadnych uwag do sędziowania. Gdy drużyna gra słabiej, to ludzie szukają usprawiedliwień - ocenił swoją postawę Zbigniew Marczyk.

- Przed meczem zadzwonił do mnie prezes Listkieiwcz i zasugerował, bym nie krzywdził Legii. Tuż potem zadzwonił prezes Ruchu Rogala i powiedział, że wie o mojej rozmowie z Listkiewiczem - wyjaśnił "PS" Marczyk

Wszystkiemu zaprzecza oczywiście sam prezes PZPN. - Marczykowi puszczają nerwy - powiedział Listkiewicz - Rzeczywiście dzwoniłem do niego przed meczem, ale rozmawialiśmy głównie o jego wyjeździe do Libanu i wspomniałem o odpowiednim prowadzeniu zawodów ligowych. Ponadto prosiłem, by zawiadomił o wszystkich podejrzanych działaniach na i poza boiskiem. Niestety tego nie zrobił, a nie wszystko było w porządku..

- Ponieważ na jednym meczu spotkałem sędziego Marczyka biesiadującego z działaczami - wysłałem do Jaworzna swojego człowieka, który miał obserwować mecz - opowiedział "PS" Listkiewicz. - Sędziowie przyjechali w towarzystwie dwóch pięknych pań i razem z nimi opuścili stadion dopiero o godz. 22.

- Po tym co Marczyk pokazał, powinien przyłożyć sobie trochę lodu do głowy i milczeć. A za te wypowiedzi czeka go Wydział Dyscypliny - dodał prezes PZPN.

Asystent Marczyka, Andrzej Jaremko wyjaśnił sprawę tajemniczych pań. - To moje 18-letnie kuzynki z Gliwic, Karolina i Kamila, które zabrałem na mecz na prośbę ich matki. - Chciały się zapisać na kurs sędziowski. To miał być dla nich piłkarski piknik. Po tym co się stało, nie wiem, czy jeszcze będą chciały wybrać się na stadion - tłumaczył Jaremko.

A wydawało się, że koniec sezonu piłkarskiego przyniesie emocje tylko czysto sportowe. I tak na pewno byłoby lepiej...

INTERIA.PL/Przegląd Sportowy
Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | PZPN | Michał Listkiewicz | prezes PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje