Liverpool gra dalej, Juve ograło Real

Błąd Jerzego Dudka w końcówce pierwszego meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów nie okazał się tragiczny w skutkach. W rewanżu FC Liverpool pewnie wygrał w Leverkusen z miejscowym Bayerem 3:1, zapewniając sobie awans do ćwierćfinału najbardziej prestiżowych klubowych rozgrywek w Europie.

Bayern Monachium i PSV Eindhoven także wywalczyły przepustkę do czołowej "8", a w spotkaniu pomiędzy Juventusem a Realem Madryt o awansie turyńczyków zadecydowała dogrywka. Ostatniego ćwierćfinalistę poznamy w przyszły wtorek, kiedy to na San Siro zmierzą się Inter i FC Porto.

Reklama

Kibice w naszym kraju z zaciekawieniem śledzili pojedynek na BayArena. Mocno osłabiony zespół z Leverkusen, który przegrał na Anfield Road 1:3, musiał wygrać z Liverpoolem co najmniej różnicą dwóch goli.

Nadzieje fanów Bayeru zostały jednak rozwiane już po 32 minutach i dwóch golach Garcii, który najpierw z bliska pokonał Butta, a kilkaset sekund później znalazł się w odpowiednim czasie i odpowiednim miejscu po centrze z rogu Gerrarda.

Po przerwie goście kontrolowali przebieg wydarzeń na murawie. Bayer, także za sprawą Jacka Krzynówka, miał optyczną przewagę, ale niewiele z niej wynikało... Bramkę zdobyli natomiast gracze z Liverpoolu, a konkretnie Baros, który podwyższył prowadzenie Liverpoolu na 3:0.

Honorowego gola dla Bayeru strzelił nie kto inny, jak Krzynówek. Polak dwie minuty przed końcem regulaminowego czasu gry, pokonał swojego kolegę z reprezentacji.

Z Ligą Mistrzów pożegnał się też ubiegłoroczny finalista - AS Monaco. "Książęta" nie tylko nie zdołały odrobić jednobramkowej straty z Eindhoven, ale nawet poległy na Stade Louis II w pojedynku z PSV 0:2.

Pierwszy gol padł w 27. minucie. Świetne dośrodkowanie z rzutu rożnego z Van Bommela (po jego rogu padł także gol w pierwszym meczu) na gola zamienił Vennegoor, celnie uderzając głową z czterech metrów. Podopiecznych Didiera Deschampsa dobił - chwilę po wejściu na murawę - Beasley (69. min).

Gol Henry'ego nie wystarczył, by do czołowej "8" zakwalifikował się Arsenal. "Kanonierzy" byli w bardzo trudnej sytuacji po porażce 1:3 w Monachium, a solidność defensywy Bayernu jest przecież przysłowiowa.

Podopieczni Felixa Maghata mogli pozwolić sobie na Highbury na stracenie jednej bramki i właśnie na tyle pozwolili londyńczykom.

W 66. minucie Henry pięknym strzałem z dość ostrego kąta zaskoczył Kahna, który w samej końcówce wyciągnął się jak struna, ratując swój zespół po strzale Toure.

Rzadko się zdarza, żeby Stadio Delle Alpi wypełnił komplet widzów. Tak było w środowy wieczór, kiedy Juventus Turyn zmierzył się w rewanżowym meczu 1/8 finału Ligi Mistrzów z Realem Madryt. Skarbnik "Starej Damy" zacierał ręce, bo do kasy klubu wpłynęło 3.5 miliona euro. Oprócz sukcesu finansowego brakowało sukcesu sportowego.

Podopieczni Fabio Capello przegrali na Santiago Bernabeu 0:1, a jedyną bramkę strzelił wówczas Ivan Helguera. Strata z pierwszego spotkania wydawała się do odrobienia, w co gorąco wierzyli fani Juve jak i sami piłkarze.

Od pierwszego gwizdka niemieckiego sędziego Markusa Merka inicjatywa należała do gospodarzy. Już w 6. minucie Zlatan Ibrahimović powinien umieścić piłkę w siatce Realu. Były zawodnik Ajaxu Amsterdam otrzymał bardzo dobre podanie od Marcelo Zalayety. Napastnik Juventusu będąc w polu karnym "Królewskich" oddał silny strzał, ale trafił prosto w Ikera Casillasa.

Zawodnicy "Starej Damy" widząc, że koronkowe akcje w obrębie pola karnego Realu nie przynoszą spodziewanych rezultatów próbowali pokonać Casillasa strzałami z dystansu. W 14. minucie bliski powodzenia był Mauro Camoranesi, jednak to uderzenie Alessandro Del Piero sprawiło duże kłopoty bramkarzowi Realu. Piłka po strzale kapitana Juventusu skozłowała przed Casillasem, ale reprezentant Hiszpanii zdołał odbić futbolówkę na rzut rożny.

Pierwszą groźną akcję Real przeprowadził dopiero w 23. minucie. Zinedine Zidane ładnie uwolnił się spod opieki obrońcy. Francuz uderzył zza linii pola karnego, ale obok celu. W 36. minucie Zidane miękko wrzucił piłkę w pole karne do Raula. Fabio Cannavaro zażegnał niebezpieczeństwo skuteczną interwencją.

W ostatnich minutach pierwszej części meczu częściej pod bramką Juventusu gościli gracze Vanderleia Luxemburgo. W 40. minucie wreszcie pokazał się Ronaldo (zupełnie niewidoczny do tej pory). Piłka po uderzeniu Brazylijczyka minimalnie minęła lewy słupek bramki strzeżonej przez Gianluigi Buffona.

Po zmianie stron obraz gry nie uległ diametralnej zmianie. Inicjatywa nadal była po stronie gospodarzy, ale to Real pierwszy poważnie zagroził bramce Juve. W 53. minucie Ronaldo popisał się świetnym rajdem od połowy boiska. Napastnik "Królewskich" wpadł w pole karne i oddał mocny, płaski strzał z lewej strony pola karnego. Piłka po interwencji Buffona trafiła w słupek!

Zawodnicy "Starej Damy" za wszelką cenę chcieli zdobyć bramkę. Dopięli swego kwadrans przed upływem regulaminowego czasu gry. Camoranesi dośrodkował z prawej strony na drugi słupek. Ibrahimović zgrał piłkę głową do Davida Trezegueta (wszedł na placy gry w 57. minucie zastępując Del Piero), a ten w ekwilibrystyczny sposób posłał piłkę pod poprzeczkę. Straty z Madrytu zostały odrobione!

W ostatnich minutach Ronaldo znalazł sposób na Buffona, ale arbiter (słusznie) gola nie uznał. Napastnik Realu był na pozycji spalonej.

O tym, która z wielkich drużyn awansuje do ćwierćfinału miała zadecydować dogrywka. W 6. minucie dodatkowego czasu gry Camoranesi dokładnie zacentrował z rzutu wolnego. Zalayeta kapitalnie uderzył z woleja z 10 metrów, ale piłka o centymetry przeszła obok słupka. Kilka minut później Camoranesi znów był wykonawcą rzutu wolnego. Tym razem jednak piłkarz Juve uderzył z 20 metrów bezpośrednio na bramkę Realu jednak nie trafił w światło bramki.

W drugiej części dogrywki Ibrahimović przeprowadził szybką kontrę. Dośrodkowanie szwedzkiego napastnika z lewej strony pola karnego przejął Helguera. Siedem minut przed końcem dogrywki Alessio Tacchinardi powstrzymywał nie przepisowo Ronaldo. Brazylijczyk sam wymierzył sprawiedliwość. Markus Merk po konsultacji z asystentem usunął z boiska obu piłkarzy.

W 26. minucie szał radości ogarnął Stadio Delle Alpi. Camoranesi dośrodkował z prawego skrzydła. Raul Bravo wybił piłkę wprost pod nogi Zalayety. Urugwajczyk strzelił z pierwszej piłki i Casillas po raz drugi został pokonany. W ćwierćfinale zagra Juventus Turyn! Real podobnie jak we wtorek Barcelona żegna się z Ligą Mistrzów.

Zobacz WYNIKI oraz OPISY spotkań rewanżowych 1/8 finału

Dowiedz się więcej na temat: napastnik | bramki | Monachium | Cristiano Ronaldo | piłka | Real

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje