Lech w wersji ujarzmionej

O ile za kadencji Franza Smudy atutem "Kolejorza" była dzikość, zapamiętanie w ataku, o tyle trener Jacek Zieliński proponuje inne oblicze Lecha: drużyny grzecznej, rozważnej, ujarzmionej taktycznie, ale też przytępionej w ofensywie.

Trener Jacek Zieliński ujarzmił Lecha w taktyczne ryzy schematu 4-4-2.

Reklama

W pierwszym meczu IV rundy eliminacji do LE z FC Brugge przy olbrzymim szczęściu i dzięki przebojowości Peszki udało się wygrać.

Ale to dopiero połowa rywalizacji. Rewanż za tydzień w Belgii.

W I połowie wronieckiego meczu zachodziłem w głowę, gdzie ten odważny, bojowy Lech z zeszłego sezonu? Po stronie Lecha biegają ci sami piłkarze (Murawskiego nie ma, ale w obronie jest as Gancarczyk, którego nie było przed rokiem), co w zeszłym sezonie, ale jacyś przestraszeni. Wybijają po autach, nie radzą sobie z pressingiem, twardością ustępują rywalowi. Tak jakby Wronki tego dnia należały do Belgii, ale nie - przecież trybuny były zapełnione biało-niebieskimi fanami "Kolejorza".

Zieliński postawił na żelazną taktykę i dlatego szybko, po godzinie zdjął Stilicia. Semir nie angażował się w walkę o piłkę, ale też nikt nie umiał tak jak on chytrze podać do przodu (wyśmienite niesygnalizowane prostopadłe podania).

Stilicia zastąpił Gordan Golik, ściągnięty zimą z Varteksu Varażdin. Franz Smuda ostentacyjnie trzymał go na ławce (jak i pozostałe transferowe "wynalazki" z ówczesnej sesji transferowej). Miałem mu to za złe, że nie wpuszczał na dłużej Golika. "Franz" upierał się, że widzi go na co dzień w treningach i wie, że ten zawodnik nie zasługuje na "plac".

Dziwiło mnie to. Golik był przecież wyróżniająca się postacią w lidze chorwackiej.

Z FC Brugge Gordan zaliczył przeciętne pół godziny. Najbardziej zapamiętamy go z brutalnego faulu na czerwoną kartkę. Dostał żółtą, a Marokańczyk Dirar z kontuzją został zniesiony z murawy.

Paradoksalnie, od tego momentu (70. min) Lech zagrał odważniej, a Belgowie jakby się przestraszyli. Lech próbował atakować częściej, lecz jego akcje nie były tak regularne, jak w ubiegłorocznej edycji Pucharu UEFA.

Może teraz poznańska lokomotywa, odnowiona przez Zielińskiego dociera się dopiero w taktyce 4-4-2? W końcu Liga Europejska to nowe rozgrywki, tak samo, jak pomysł na grę poznaniaków.

Być może Jacek Zieliński woli iść drogą Jose Mourinho, niż Franza Smudy? Przecież FC Porto, czy Chelsea Londyn, a teraz Inter pod batutą wielkiego Portugalczyka grą nie zachwycały, lecz cele osiągały (Porto, Chelsea), bądź osiągają (Inter).

Nieważne która wersja jest bliższa prawdy. Grunt, by wakacje w europejskich pucharach przeżył chociaż jeden polski klub, bo w wielki futbol zaczyna się we wrześniu.

Czytaj też:

Lech myśli już o Cracovii

Belgijskie media: Brugia nie wykonała zadania

Nie do wiary! Lech ograł Club Brugge w 93. minucie!

Peszko: Padło kilka ostrych słów

Zieński: Kamień spadł mi z serca

Lewandowski: Liczy się tylko wynik

Seweryn Garncarczyk: Nie ma euforii

Bandrowski: Zła passa przełamana

Dowiedz się więcej na temat: liga

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama