Kubicki i Socha spotkali się z kibicami

W czwartek stołeczny pub "eLka" odwiedzili trener Dariusz Kubicki wraz z dyrektorem sportowym Edwardem Sochą. Spotkanie jak zwykle było bardzo ciekawe i padło wiele interesujących pytań.

Dowiedzieliśmy się między innymi, o co trener Kubicki codziennie rano się modli, dlaczego pan Socha nie pracuje w Krakowie, a także poznaliśmy kilka szczegółów w sprawie pozostania w klubie Aleksandara Vukovica.

Reklama

- Niewiele brakowało, a zostałby pan dyrektorem sportowym Wisły. Dlaczego pan nie został w Krakowie?

Edward Socha: Od razu zaznaczam, że jeszcze wtedy nie miałem propozycji z Legii, a chciałem się sprawdzić w większym klubie, dlatego też oferta z Wisły wydawała się interesująca. W Wiśle jednak panuje dość specyficzna atmosfera - tam bowiem o wszystkim decyduje trener - ma wielki wpływ na działaczy, menadżerów. I nie wyobrażam sobie, z całym szacunkiem dla szkoleniowców, aby trener mówił menadżerom, co mają robić... Człowiek jest tylko człowiekiem i nie może być wszystkim - jak trener Kasperczak, który chciałby być trenerem, menadżerem i najlepiej jeszcze prezesem... Dlatego też postanowiłem, że nie warto na dłużej związać się z Wisłą.

- Co się stało z Legią w meczu z Lechem w Poznaniu?

Dariusz Kubicki: Mam nadzieję, że mój zespół nie będzie się więcej prezentował tak, jak tego dnia. Pamiętać jednak trzeba, że taki jest sport. Doskonałym przykładem może być mecz w Lidze Mistrzów, AC Milan - Deportivo. Po pierwszym znakomitym meczu, Włosi po katastrofalnej grze odpadają z rozgrywek... Rozmawiałem z zawodnikami po meczu, w środę, dzisiaj - wierzcie mi, że oni wierzą wciąż w sukces. Wierzą, że przy atmosferze jaką stworzycie na stadionie, mogą pokonać Lecha i zdobyć Puchar Polski. Dlatego też wstrzymajmy się ze wszelkimi ocenami do końca meczu rewanżowego.

- Dla wielu kibiców postawa piłkarzy Legii była co najmniej fatalna. Czy przypadkiem nie przeszli oni "obok meczu"?

D.K.: - Każdy kto miał styczność z piłką nożną, doskonale wie, jak ważne są pierwsze minuty meczu. Jeżeli od początku swój styl gry narzuci rywal - tak jak to zrobił Lech, przeciwnikom bardzo ciężko jest się odnaleźć na boisku. Starałem się jak najszybciej zmienić grę naszego zespołu - może zbyt późno? Kto wie... Jednakże proszę pamiętać, że na dobrą sprawę do zmiany było ok. 7 zawodników. I na dobrą sprawę mogłem losować, którego mam zdjąć. Powtarzam: zakończmy ten temat i z oceną tego meczu powstrzymajmy się do rewanżu. Na razie za nami pierwsza połowa, a nikt nie wie co kryje druga...

- Będą drastyczne zmiany w składzie przed rewanżem?

D.K.: - Mam o tyle lepiej od kibiców, że piłkarzy widzę codziennie, a nie tylko podczas meczów. Mogę was zapewnić, że ustalając skład, kieruję się wyłącznie tym, jak spisywał się dany gracz w poprzedzającym mecz tygodniu. Zawodnicy moi wiedzą o wyznawanej przeze mniej regule: "jesteś tak dobry, jak twój ostatni mecz".

- Kogo by Pan nie chciał w przyszłym sezonie? Sokołowski I, Sokołowski II, Jóźwiak?

D.K.: - Myślę, że Tomek Sokołowski II bardzo dobrze wprowadził się do zespołu i większość w tym sezonie meczów miał udanych. Tomek Sokołowski I w kilku spotkaniach był motorem napędowym zespołu... Marek Jóźwiak z kolei - proszę mi wierzyć - pomimo swojego wieku, prezentuje wysoką klasę sportową i świadczy o tym fakt, że mamy najlepszą defensywę w lidze. My gramy przecież trójką w obronie, a niektórzy czwórką i tracą więcej bramek.

- Jaka była reakcja drużyny, kiedy zobaczyliście, że kibice Legii są na stadionie w Poznaniu?

D.K.: - Szczerze powiedziawszy to przed meczem wiedzieliśmy, że ok. 400 osób z Warszawy będzie obecnych na tym spotkaniu. Czy było Was słychać? Było, jednakże nie tak wyraźnie, bo przecież wiadomo, że atmosfera na trybunach w Poznaniu jest bardzo głośna...

- Co z Vukovicem?

E.S.: - Wszyscy dobrze wiedzą, że "Vuko" miał podpisany kontrakt z Legią na rok czasu. I ten kontrakt mu się w czerwcu kończy. Jestem na Łazienkowskiej od lutego i prawie codziennie o tym rozmawialiśmy - aż wreszcie Vukovic przedstawił nam swoje konkretne warunki. A jak się zapewne domyślacie, jego oferta jest bardzo wysoka... "Vuko" ciągle powtarza, że chciałby grać w Legii, ale... moim zdaniem, musi być pewna uczciwość w zespole. Nie może być tak, że jeden zawodnik zarabia kilkakrotnie więcej od średniej płacy w drużynie... To może źle się odbić na całym zespole. Wolę mieć chyba 20 zawodników, w tym jednego, który chce odejść, niż jednego usatysfakcjonowanego i 19 skłóconych. Na dobrą sprawę "Vuko" chce zarabiać 2-3 razy więcej niż "Sagan" - a chyba nikt mi nie powie, że Marek jest gorszy.

- Jeśli Vukovic ma odejść, to kto zajmie jego miejsce?

E.S.: - Wierzcie mi, że w klubie pracuje nad tym kilku ludzi - szperamy, szukamy, negocjujemy... Powiem wam, że byłem na zgrupowaniu w Turcji i widziałem, jak ten zespół gra. Wierzcie mi był po prostu słaby. Jednakże dzięki tej całej atmosferze związanej z naszym klubem, potrafili się wznieść na wyżyny. Jeśli wszystko jest dobrze w zespole, jeśli wszyscy są fair, wtedy są też i sukcesy.

D.K.: - To są bardzo trudne rozmowy. "Aco" jest dobrym zawodnikiem i dobrym człowiekiem. Idealnie wkomponował się w zespół, pokochał ten klub, zainteresował się polską kulturą. Ale to nie zmienia faktu, że do porozumienia potrzeba dwóch stron. Rozmawiałem z "Aco" i powiem szczerze, że zauważyłem, że z jego strony nie ma takiej wyjątkowej chęci na negocjacje - przede wszystkim dlatego, że ma oferty z innych klubów.

- Czy nie ma Pan odczucia, że Artur Boruc po debiucie w kadrze, ma mniej pewne interwencje?

D.K.: - Proszę pamiętać, że Artur ma ok. 25 - 30 występów w pierwszej lidze. A to jest bardzo mało na tak newralgicznej pozycji. Ale jest to chłopak niesamowicie utalentowany... Proszę mi wierzyć, że gra w Legii wiążę się z ogromną presją - teraz dochodzi jeszcze presja rywalizacji z Jurkiem Dudkiem. Mimo wszystko jednak radzi sobie bardzo dobrze. Już teraz dzwonią do mnie menadżerowie z różnych klubów i naprawdę będę usatysfakcjonowany, gdyby dłużej został na Łazienkowskiej. Szczerze mówiąc, to w porannej modlitwie modlę się, żeby pograł w Legii jeszcze 2 lata ;-)

- Dlaczego w Legii "kuleje" praca z młodzieżą?

D.K.: - Liczę po cichu, że będzie mi dane dłużej pracować w Legii. Chciałbym w przyszłości mieć większy wpływ na to, co dzieje się w naszym klubie z młodzieżą. Myślę, że jeśli wszystko pójdzie po mojej myśli - będę mógł nadzorować postępy w każdej z młodzieżowych grup Legii.

Od momentu kiedy powstały "Młode Wilki" trzeba tylko przyklasnąć pomysłodawcom. Ludzie związani z tą grupą wykonują genialną pracę... Sądzę, że za kilka lat tych sekcji będzie znacznie więcej i efekty widoczne będą w niedalekiej przyszłości.

To nie jest tak, że Legia nie interesuje się losami piłkarzy z Warszawy. Przyznam szczerze, że z różnych grup wiekowych, z różnych miejscowych drużyn - Drukarza, Agrykoli, Gwardii - co jakiś czas biorę chłopaków na testy do Legii. Przyznać jednak muszę, że z wielu sprawdzanych graczy, mało który spełnił nasze oczekiwania...

Dowiedz się więcej na temat: Poznań | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje