Koszmar Milanu, wielkie Deportivo!

Cudów ciąg dalszy. Nawet zaliczka 4:1 z pierwszego spotkania nie pomogła AC Milan w awansie do półfinału Ligi Mistrzów. "Rossoneri" ulegli Deportivo 0:4 (!) i nie obronią Pucharu Europy.

Podopieczni Javiera Irurety zagra w dwumeczu półfinałowym z FC Porto, które w rewanżu zremisowało z Olympique Lyon 2:2. W pierwszym meczu było 2:0 dla ekipy z Porto.

Reklama

Przed środowym spotkaniem w Hiszpanii, chyba tylko szaleńcy wierzyli, że Deportivo jest w stanie odrobić straty z pierwszego meczu z Mediolanu. Nie wierzyli również chyba sami kibice galicyjskiego zespołu, bowiem na trybunach Estadio Riazor znajdowało się sporo pustych miejsc.

Koszmar Milanu rozpoczął się już w 5. minucie, kiedy to Walter Pandiani zakręcił na 16 metrze Maldinim i precyzyjnym strzałem przy słupku po raz pierwszy pokonał Didę. Brazylijski golkiper nie miał najlepszego dnia, bowiem w 36. minucie źle obliczył lot piłki po dośrodkowaniu w pole karne i Valeron głową z bliskiej odległości strzelił dla Deportivo drugiego gola. Dziewięć minut później nierealne stało się faktem. Alberto Luque kapitalnie ograł Cafu i w sytuacji sam na sam silnym strzałem pod poprzeczkę nie dał szans Didzie.

Po przerwie trener Milanu Carlo Ancelotti próbował coś zmienić (wprowadził na murawę Rui Costę i Inzaghiego), jednak "rossoneri" w tym dniu po prostu nie istnieli. Więcej "trenerskiego nosa" wykazał za to Javier Irureta. Baskijski szkoleniowiec Deportivo wprowadził na boisko Frana, a ten na kwadrans przed końcem odwzajemnił mu się trafiając po raz czwarty do siatki obrońców trofeum! 4:0 dla Deportivo i kolejny faworyt "wyleciał z hukiem" z Ligi Mistrzów!

Dwubramkowa zaliczka z pierwszego meczu wystarczyła do awansu FC Porto. Drużyna z Portugalii zremisowała w rewanżu Olympique Lyon na Stade Gerland 2:2. Bohaterem gości był Maniche, który zdobył dwa gole (w 6. i 47. minucie) dla podopiecznych Jose Mourinho.

Gospodarze zagrali ambitnie i mieli kilka szans w I połowie. Jedną z nich wykorzystał Luyindula, popisując się celnym strzałem z kilku metrów.

Po stracie drugiego gola z piłkarzy ekipy z Lyonu całkowicie "zeszło powietrze", a frustracja doprowadziła do tego, iż mecz musieli kończyć w "10". Między 70. a 74. minutą gry Edmilson dwukrotnie ostro sfaulował rywali i musiał opuścić boisko po czerwonej kartce.

W ostatniej minucie gospodarze zdołali wyrównać. Strzelcem gola był Elber, który jednak nawet nie potrafił się cieszyć...

Dowiedz się więcej na temat: Porto | zaliczka

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje