Kosowski: Nazwiska nie grają

Kamil Kosowski zadeklarował, że nie widzi przeszkód w powrocie do Wisły Kraków. Wszystko jest uzależnione od decyzji 1.FC Kaiserslautern.

"Musi być zgoda Niemców na moje przejście do Wisły. Dopiero potem doszłyby sprawy finansowe, ale one nie są najważniejsze. Ze mną nie byłoby problemów" - stwierdził zawodnik w "Dzienniku Polskim".

Reklama

Piłkarz czeka teraz na ruch ze strony Kurta Jary, szkoleniowca Kaiserslautern. "Jeśli mam siedzieć na ławce w Kaiserslautern, to chcę wrócić do Krakowa. Chciałbym zostać w Niemczech, jeśliby trener powiedział, że pretenduję do miejsca w podstawowym składzie Kaiserslautern. Do tej pory to nie nastąpiło" - dodał "Kosa".

Zawodnik nie boi się walki o miejsce na lewej pomocy z Markiem Zieńczukiem, pozyskanym niedawno przez Wisłę z Amiki Wronki, choć wie, że wcale nie musi jej wygrać. "Chyba lepiej jest siedzieć na ławce w zespole walczącym o Ligę Mistrzów niż w zespole broniącym się przed spadkiem z Bundesligi" - stwierdził Kosowski w "DP".

Pomocnikowi bardzo spodobało się podejście właściciela klubu Bogusława Cupiała, który wzmacnia drużynę mającą reprezentować Polskę w eliminacjach Ligi Mistrzów. "Biorąc pod uwagę nazwiska, Wisła będzie miała najsilniejszy skład od wielu lat" - powiedział zawodnik w "DP". "Tylko że nazwiska nie grają, co sami udowodniliśmy kilku europejskim zespołom. Więc nie można mówić, że jak wróci Kosowski i Kuźba, a dojdzie jeszcze Zieńczuk, to Liga Mistrzów jest w kieszeni. Trzeba ją wywalczyć na boisku" - dodał "Kosa".

INTERIA.PL/Dziennik Polski
Dowiedz się więcej na temat: Kaiserslautern | nazwiska | Kamil Kosowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje