Klejndinst: Nie chodziło o pieniądze

Trener Edward Klejndinst na konferencji prasowej po blamażu z Białorusią starał się zachowywać zimną krew. Na pytania dziennikarzy odpowiadał tak, jakby wynik spotkania był zupełnie inny, choć trzeba otwarcie przyznać, że wyglądał raczej jak bokser, który cieszy się z przegranej tylko dlatego, że zdołał uniknąć nokautu.

- Chcę pogratulować trenerowi gości bardzo dobrej gry i awansu. Dziś nie byliśmy godnymi rywalami dla naszych przeciwników. W MME Białoruś może pokusić się nawet o zwycięstwo, czego jej bardzo życzę - mówił w pierwszych słowach Klejndinst.

Reklama

Szkoleniowiec naszych młodych piłkarzy próbował usprawiedliwić wynik meczu zdarzeniem na początku drugiej połowy, kiedy to czerwoną kartkę otrzymał Jacek Kowalczyk.

- Myślę, że przegraliśmy tak wysoko po części ze względu na usunięcie mojego zawodnika w 47. minucie spotkania. Białorusini zaskoczyli nas determinacją i wolą walki. Polski zespół ustępował gościom w sferze motoryki i nie mieliśmy takiej indywidualności jak Aleksander Hleb - tłumaczył Klejndinst.

Trener stanowczo również odrzucił spekulacje dotyczące rzekomego protestu przeciwko działaczom PZPN, którzy zaproponowali bardzo niskie premie za ewentualny awans piłkarzy do finałowego turnieju MME.

- Nie doszukujmy się wpływu wysokości premii za awans na wynik dzisiejszego meczu. Nigdy nie odstawaliśmy fizycznie od rywali tak jak w dzisiejszym meczu, choć przygotowywaliśmy się do spotkania normalnym cyklem - wyjaśnił trener "młodzieżówki".

Paweł Hibner, Wronki

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje