Kibice z Anglii odwzorowali się na Polakach!

Rywal Lecha Poznań w walce o pierwsze miejsce w grupie A Ligi Europejskiej - Manchester City rozbił w Londynie West Ham United 3-1. Pauzującego za kartki Carlosa Teveza godnie zastąpił Yaya Toure, który zdobył dwie bramki

Kibicowski świat stanął na głowie. Po latach małpowania przez Polaków wszelkich angielskich kibicowskich mód, niestety na czele z tymi najbardziej szkodliwymi (np. "ustawki", "hoolsi"), teraz Angole wzorują się na naszych fanach!

Reklama

Kibice Manchesteru City przyjechali do Poznania na mecz Ligi Europejskiej i naoglądali się, jak po golach cieszą się fani Lecha. Teraz sami pojechali do Londynu na spotkanie z West Hamem i zademonstrowali dawno nieoglądany na stadionach ekstraklasy angielskiej sposób celebrowania zdobytej bramki: chwycili się za barki, odwrócili plecami do murawy i rytmicznie podskakiwali.

Bohaterem wieczoru został Yaya Toure, który zdobył dwie pierwsze bramki dla "The Citizens".

Sztandarowy duet komentatorów Canalu + specjalizujących się w Premier League Andrzej Twarowski - Rafał Nahorny miał pecha. Gdy w I połowie Yaya Toure przeprowadził rajd i zakończył go strzałem z - jakby powiedział selekcjoner z wąsem - szalenie niewygodnej pozycji (uderzył z prawej, choć aż się prosiło uderzyć z lewej), sprawozdawcy zwrócili uwagę na to dziwactwo Afrykanina:

"Widać, że nie lubi strzelać lewą nogą" - zagaił redaktor Andrzej, "Albo tego w ogóle nie potrafi" - wtrącił redaktor Rafał.

Naprawdę nie wiem, czy Yaya mógł słyszeć te słowa, a jeśli już przy pomocy juju (dżu-dżu, taki amulet) dotarły do niego, to ciężko byłoby mu zrozumieć naszą mowę ojczystą. Najważniejsze, że ledwie minutę później Toure popisał się taką bombą z 16 m pod poprzeczkę, że oniemieli nie tylko nasi sympatyczni komentatorzy C+, ale i wszyscy krytycy reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej! Asystę przy golu na 0-1 zaliczył Gareth Barry, a taką drugą, w stylu hokejowym powinien dostać David Silva, który skupił na sobie uwagę obrońców.

Gol na 0-2, to już autorskie dzieło Yaya, który strzelając z ostrego kąta znalazł miejsce między słupkiem a Robertem Greenem (bramkarz "Młotów" zaspał wyraźnie).

West Ham próbował coś wskórać, lecz został skarcony kontrą Davida Silvy, który zagrał prostopadle do Adama Johnsona, a ten minął Greena i kopnął do pustej siatki. Johnson pojawił się na boisku chwilę wcześniej zmieniając bezbarwnie grającego Włocha Mario Balotetllego. Skoro niesforny, ale utalentowany piłkarz nie może rozwinąć skrzydeł i wykorzystać nieobecności Carlosa Teveza i Emmanuela Adebayora, to nic mu już chyba nie pomoże.

Na koniec pecha miał Kolo Toure, który po uderzeniu głową Jamesa Tomkinsa dołożył głowę do piłki i kompletnie zmylił swego bramkarza Joe Harta.

Ważne zwycięstwo odniosła Aston Villa Birmingham, która w derbach Birmingham pokonała West Bromwich Albion 2-1. Gole dla gospodarzy strzelili Stewart Downing i Emile Heskey, a honorowe trafienie dla rywali było dziełem Paula Scharnera. Dzięki zwycięstwu podopieczni Gerarda Houlliera oddalili się od strefy spadkowej na cztery punkty.

W ostatnim sobotnim spotkaniu Newcastle United pod wodzą nowego menedżera Alana Pardew wygrało z Liverpool FC 3-1. Bramki dla "Srok" zdobyli: Kevin Nolan, Joey Barton i Andrew Carroll, honorowego gola dl "The Reds" - Dirk Kuyt.

Dyskutuj na blogu Michała Białońskiego!

Zobacz wyniki, strzelców goli w 17. kolejce Premier League oraz tabelę

Zobacz wyniki, terminarz i tabele w Lidze Europejskiej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje