Kadrowicze Leo trenowali w niepełnym składzie

Drobne kontuzje sprawiły, że pierwszy trening 24-osobowej reprezentacji Polski w Muehlheim odbył się w niepełnym składzie.

W ogóle w poniedziałek nie ćwiczył Bartosz Bosacki, zaś indywidualne zajęcia mieli Jakub Błaszczykowski, Rafał Murawski, Robert Lewandowski, Jakub Wilk, Michał Żewłakow oraz Seweryn Gancarczyk. Na zgrupowanie nie dotarł jeszcze Mariusz Lewandowski.

Reklama

"Krócej trenowali zawodnicy, którzy w niedzielę wystąpili w swoich klubach w meczach ligowych" - powiedział kapitan drużyny narodowej Michał Żewłakow. "Piłkarze Lecha w krótkim czasie rozegrali dwa spotkania, stąd też mieli więcej luzu" - dodał kierownik reprezentacji Jan de Zeeuw.

Jako jedyny w treningu nie brał udziału stoper poznańskiego zespołu Bartosz Bosacki. "Powodem jest bolesne stłuczenie stopy. W jego przypadku mały znak zapytania dotyczy także wtorkowych zajęć, zaś powinien trenować w środę. Murawski ma napięte mięśnie dwugłowe, Błaszczykowski lekko naciągnięty przywodziciel, Gancarczyk lekkie stłuczenie jednego stawu w stopie, a R. Lewandowski lekki uraz stopy" - stwierdził lekarz Jacek Jaroszewski, którego wręcz przybiła informacja o ciężkiej kontuzji Marcina Wasilewskiego.

"Nie mamy jeszcze dokładnych wiadomości na temat stanu zdrowia Wasilewskiego, nie wiemy jaka jest sytuacja z tkankami miękkimi - nerwami i naczyniami. Jeśli tylko kości są złamane, to za pół roku mógłby wrócić do treningów. Znacznie gorzej będzie, gdyby uszkodzone były nerwy strzałkowo-piszczelowe - dodał Jaroszewski.

"Moim zdaniem piłkarz, który sfaulował Wasilewskiego, powinien zostać zdyskwalifikowany na tak długo, ile czasu będzie musiał pauzować Marcin" - złościł się de Zeuuw, odbierając kolejny telefon od holenderskich dziennikarzy. Ale są też dobre wiadomości. "Dzwonił Mariusz Lewandowski z informacją o golu strzelonym w lidze ukraińskiej. Jutro o godz. 16 dołączy do ekipy" - dodał De Zeeuw.

Polacy trenują na boisku TSV Lammerspiel. Od hotelu "Waitz", w którym zamieszkali, to zaledwie kilkaset metrów spaceru. I właśnie pieszo, uliczkami Muehlheim, trasę pokonali kadrowicze. Zajęcia oglądało kilkudziesięciu kibiców, w tym liczna grupa polskich fanów na co dzień mieszkających w Niemczech. "Nie spodziewałem się, że reprezentacja Polski tutaj przyjedzie. Nic mi siostra nie mówiła, a mieszka tutaj 20 lat i raczej takie informacje jej nie umykają" - mówił pan Marek ze Zgorzelca, który od paru miesięcy pracuje we Frankfurcie nad Menem.

O bliskości Frankfurtu świadczy liczba nisko przelatujących samolotów. Niemal co parę minut nad głowami zawodników pojawiał się kolejny. Ale one nikomu nie przeszkadzają.

"Zawodnicy wierzą, że to specjalne miejsce. Mogliśmy trenować i w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, ale po co? Tutaj mamy wszystko, co potrzebujemy" - stwierdził selekcjoner Leo Beenhakker. I faktycznie, w Muehlheim jest cicho i spokojnie. Czas biegnie znacznie wolniej niż w dużych miastach. Polscy piłkarze czasu zbyt dużo nie mają, bowiem już w sobotę mecz eliminacji mistrzostw świata z Irlandią Północną w Chorzowie.

Za Polaków kciuki trzymają m.in. właściciele hotelu "Waitz". "Serdecznie witamy! Pozdrawiamy ciepło polską drużynę w hotelu Landhaus Waitz. Życzymy drużynie i sztabowi trenerskiemu przyjemnego pobytu u nas, wszystkiego dobrego oraz powodzenia w przygotowaniach do mistrzostw świata w Afryce Południowej 2010" - taki napis widnieje tuż za wjazdem na teren ośrodka. Nie zabrakło też biało-czerwonych flag.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: kontuzje | reprezentacja Polski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama