Jeden mecz nie odmieni polskiej piłki

Polska piłka grzęźnie w czczych dywagacjach, "co by było gdyby". Co by więc było, gdyby reprezentacja wygrała w sobotę z Ukrainą 4-0? Nic!

Gdyby Artur Boruc nie zawalił gola w 85. minucie meczu ze Słowakami, drużyna Leo Beenhakkera w Bratysławie, by nie przegrała. A gdyby wtedy nie przegrała, nie przegrałaby pewnie całych eliminacji i pojechała na mundial do RPA. Gdyby tam wygrała siedem razy, byłaby mistrzem świata, a Holender selekcjonerem do dziś. Gdyby...

Reklama

Tymczasem selekcjonerem jest Franciszek Smuda, z którego słów wywnioskowałem, że to dobrze, iż jego chłopaki nie strzelili wczoraj Ukrainie więcej goli. "Bo gdyby było 4-0, lub 4-1, uznalibyśmy, że mamy drużynę gotową do Euro, a nie mamy". Po 430 minutach bez zdobytej bramki: 0-0 z Finami i Serbami, 0-6 z Hiszpanami i 0-3 z Kamerunem, doznalibyśmy nagłego, optymistycznego amoku po jednym zwycięstwie nad Ukrainą? Wątpię. Gdyby drużyna Smudy wygrała nawet wszystkie towarzyskie mecze do mistrzostw Europy w 2012, i tak nie będzie gwarancji, że osiągnie w nich cokolwiek.

Polska piłka jest w stanie, którego nie odmieni jeden mecz towarzyski, nie odmienią dwa, ani nawet dwadzieścia zwycięstw w grze o pietruszkę. Dlatego dywagacje, co by było gdyby Jeleń trafił w Łodzi do siatki trzy razy, a nie jeden, ocierają się o absurd. Liczy się, czy praca Smudy pozwala drużynie uzyskać jakiś styl, charakter, zdobywać pomysły na prowadzenie gry, kiedy mecz się układa i kiedy się nie układa. Tu nie chodzi o pojedyncze kopnięcie piłki do bramki, ale całe sekwencje kopnięć składających się na płynne akcje, a w efekcie 90 minut, które ogląda się bez niechęci.

W sparingu z Ukrainą Maciej Iwański został postawiony w roli odpowiedzialnego za ostatnie podanie. Sprawdził się, czy nie? Czy Boenisch grał na lewej obronie tak jak chciał Smuda, lub czego zabrakło mu do zaspokojenia wymagań selekcjonera? Czy Błaszczykowski bierze coraz większą odpowiedzialność za wynik drużyny, czy zajmuje się przede wszystkim robieniem wiatru i zamieszania, bez konkretnego efektu (kluczowe podania, udane dryblingi, bramki i asysty)? Czy selekcjoner w ogóle widzi w kadrze graczy z charyzmą zdolnych nie tylko wytrzymać presję, ale pociągnąć za sobą mniej odpornych?

Odpowiedzi na te pytania mogą świadczyć o tym, czy misja Smudy porusza się we właściwym kierunku i czy są widoki na to, by po meczach z Polakami, rywale musieli się zastanawiać: "co by było gdyby".

Dyskutuj o artykule z Darkiem Wołowskim!

Dowiedz się więcej na temat: bramki | piłka | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje