Janas: Zaczynam się bać o Euro 2012

Paweł Janas po roku przerwy wrócił do pracy w piłce nożnej. Został dyrektorem sportowym Kolportera Korony Kielce. Były selekcjoner, w wywiadzie dla "Dziennika" opowiada m.in. o mundialu 2006 i o obawach związanych z organizacją Euro 2012.

"Każda reprezentacja, która wystąpi w tym turnieju, musi mieć do wyboru trzy ośrodki. W naszym kraju są na razie dwa, oba w Wielkopolsce. W Warszawie na odnowę na Warszawiance jedzie się z Sheratonu 45 minut. Tyle samo zajmuje droga z Wronek na stadion Lecha w Poznaniu. Jak widzę, że przez dwa miesiące nie zrobiliśmy kompletnie nic, a politycy dalej się przepychają, to zaczynam się bać" - stwierdził Janas.

Reklama

Wyjaśnia też dlaczego Polacy w Niemczech nie awansowali z grupy. "Całą kadrę miałem tylko raz do swojej dyspozycji. Kiedy graliśmy z USA w Niemczech, to padał śnieg, a my zajmowaliśmy się kręceniem reklamówki. Później musiałem wysyłać powołania, nie wiedząc, jak ci piłkarze wyglądają. Powinny być trzy spotkania kontrolne na wiosnę, żebym mógł się dokładnie przyjrzeć tym piłkarzom. My organizowaliśmy na siłę takie mecze, jak z Litwą, Wyspami Owczymi, Emiratami. Potem kadrowicze byli na urlopach i nie wszyscy wrócili z nich w takiej dyspozycji, w jakiej byli wcześniej" - powiedział. "Zawsze żałowałem, że nie graliśmy pierwszego meczu z Niemcami. Nawet w przypadku porażki, na pozostałe spotkania byłby zupełnie inny typ mobilizacji. Po tym, jak przegraliśmy z Ekwadorem, palił nam się grunt pod nogami. To nie tylko wina chłopaków, przyznaję, że nie potrafiłem ich odbudować na mecz z Niemcami" - dodał.

INTERIA.PL/Dziennik
Dowiedz się więcej na temat: Paweł Janas | Euro 2012

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje