Jacek Zieliński przeprasza

- Zagraliśmy żenująco pod każdym względem, w obronie i w ataku. Wyglądaliśmy jak sparaliżowani. Wypada tylko przeprosić kibiców - powiedział w rozmowie z serwisem Legia.Net Jacek Zieliński, komentując porażkę swoich podopiecznych z Odrą Wodzisław.

Stołeczny zespół uległ w niedzielę przy Łazienkowskiej podopiecznym Franciszka Smudy 0:1 i zajmuje trzecie miejsce w tabeli ze stratą 11 punktów do liderującej krakowskiej Wisły.

Reklama

- Jak Pan oceni spotkanie z Odrą?

- Zagraliśmy żenująco pod każdym względem, w obronie i w ataku. Wyglądaliśmy jak sparaliżowani. Trudno mi znaleźć słowa usprawiedliwienia, tym bardziej, że ostatnio ciągle muszę się tłumaczyć z naszej gry. Wypada tylko przeprosić kibiców. Trzeba więcej walki, więcej ambicji i determinacji. Po straconej bramce nie było widać w naszych zawodnikach sportowej złości i to mnie bardzo martwi. Musimy wszelkie kroki poczynić, żeby nam nie uciekły europejskie puchary, a co za tym idzie, żeby ten sezon nie był stracony.

- Na gorąco, po meczu, może być ciężko o wnioski, ale być może jakieś Panu się już nasuwają?

- Dokładnie. Wnioski jakieś już mam, ale nie chcę ich mówić na gorąco, żeby potem czegoś nie żałować i jeszcze bardziej nie popsuć. Chcemy w jakiś sposób zadziałać, aby tą trudną sytuację, jaka się wytworzyła, poprawić.

- Czy zmiana taktyki przed tą rundą miała duży wpływ na zespół. Może tu jest klucz do poprawy beznadziejnej gry Legii?

- Można się doszukiwać różnych przyczyn analizując grę zespołu. Jednak na zgrupowaniach graliśmy sparingi już w nowym ustawieniu. Potrafiliśmy z wymagającymi rywalami strzelać dużo bramek, stwarzać dogodne sytuacje do ich zdobycia. Pierwsze trzy mecze tej rundy też należały do niezłych w naszym wykonaniu. Potrafiliśmy grać szybko, stwarzać okazje bramkowe. Wówczas taktyka nie przeszkadzała grać na przyzwoitym poziomie. Także akurat nie szukałbym w taktyce przyczyny naszej słabej gry.

- Jeśli nie taktyka, to co? Personalia?

- Na pewno na taką, a nie inną postawę składa się wiele czynników. Trudno jest czymkolwiek uzasadnić grę zawodników środka pola, którzy słyną z tego, że potrafią grać technicznie, kombinacyjnie, a tu nie potrafią przyjąć piłki, czy zagrać celnie na pięć czy dziesięć metrów. Widać z tego, że problem tkwi w psychice tych zawodników, bo przecież w ciągu miesiąca nie zapomnieli, jak gra się w piłkę.

- Czy w meczu z Odrą można w ogóle kogoś wyróżnić?

- Myślę, że Kuba Rzeźniczak i Wojtek Szala włożyli w to spotkanie maksimum zaangażowania i im ambicji nie można odmówić. Nieźle z presją poradził sobie Paweł Kaczorowski, który również nieźle się spisał. Przyzwoicie zagrał Tomek Kiełbowicz. Zabrakło zaangażowania zawodników, od których wymaga się kreatywności, na których zawiedliśmy się po raz kolejny. Mamy z tym nie lada problem, bo próbujemy wielu zawodników, a efektu to nie przynosi. Zagrał Tomek Sokołowski, w II połowie wszedł Kowalski, ale niestety, nadal nic z tego nie wychodzi.

- Istotnym problemem jest to, że w Legii słabo nie gra dwóch czy trzech zawodników, ale 90 procent kadry zespołu.

- Wspominałem już nie raz, że decydujący wpływ na grę zespołu ma środkowa formacja, zarówno na postawę w ofensywie, jak i defensywie. Wystarczyłoby, aby jeden czy dwóch zawodników środka pola zagrało lepiej, a już inaczej wyglądałaby nasza gra. Niestety, próbujemy różnych piłkarzy, a efekt z tego mizerny.

- Czy w meczu z Łęczną można spodziewać się przełomu?

- Z Odrą też miał być przełom i widać było na boisku, co z niego wyszło.

- Nie obawia się Pan o reakcję prezesów i swoją posadę?

- Wszystko jest możliwe. Zwolnienie mnie ze stanowiska trenera, również. Nie chcę na gorąco tego roztrząsać. Musimy na chłodno się zastanowić, jakie kroki poczynić, aby to wszystko poprawić. Zdaję sobie sprawę, że potrzebny jest bardzo mocny bodziec, aby coś się zmieniło.

- Gdzie tkwi podłoże aż takiego kryzysu?

- Czynników jest na pewno wiele. Można stawiać wiele hipotez. Będziemy nad tym myśleć. Wiemy na pewno, że duży wpływ na słabą postawę ma stan psychiczny zawodników. Jednak oni są na tyle doświadczeni, że powinni sobie radzić z presją i tutaj nie możemy im zbytnio pomóc. Skoro nie możemy pomóc, to będziemy próbowali na nich wpłynąć. Myślę, że "in minus" tutaj także zadziałał fakt partnerskich stosunków na linii zawodnicy - trener. Przed sezonem nawet nie podejrzewałem, że to może być problem, a jednak chyba jest. Trener to jednak powinien być kawał "skurczybyka". Możemy sobie razem usiąść i planować zgrupowania, taktykę na mecze, ale dystans musi być.

- Da się w ogóle zawodnikom coś zrobić, aby zaczęli reagować pozytywnie?

- Da się.

Rozmawiał: Adam Dawidziuk

Dowiedz się więcej na temat: problem | gorąco

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje