Guerrero trafił bidonem w głowę kibica

Peruwiański piłkarz Hamburgera SV Paolo Guerrero po niedzielnym meczu ligowym z Hannoverem 96 (0-0) rzucił bidonem w kierunku stojącego na trybunach kibica i trafił go w głowę.

26-letni Guerrero, bohater zimowej epopei o strachu przed lataniem samolotem, pojawił się na boisku w 46. minucie, zastępując Holendra Ruuda van Nistelrooya. Nie pomógł jednak swojej drużynie w odniesieniu zwycięstwa; po ostatnim gwizdku sędziego nerwowo zareagował na obraźliwe uwagi jednego z fanów, m.in. podważające jego męskość.

Reklama

Schodząc do szatni wspólnie z holenderskim obrońcą Jorisem Mathijsenem rzucił bidonem w kierunku stojącego na trybunach kibica i trafił go w głowę.

- Rozumiem zdenerwowanie Guerrero, ale jako osoba publiczna musi umieć trzymać nerwy na wodzy. To, co zrobił było niedopuszczalne. Powinien możliwie szybko zejść do szatni i nie reagować na zaczepki kibiców - ocenił legendarny niemiecki piłkarz Uwe Seeler.

W zimie Guerrero przez trzy miesiące nie mógł wrócić do Niemiec z ojczyzny, gdyż nie potrafił przezwyciężyć strachu przed podróżą lotniczą. Już sama myśl o tym go paraliżowała. Czterokrotnie próbował wejść do samolotu, ale za każdym razem w panice go opuszczał.

Nie pomogła też próba wejścia na pokład z najbliższą rodziną. Do piłkarza przyleciał z Hamburga klubowy psychoterapeuta, ale terapia przyniosła skutek dopiero po sześciu tygodniach.

Media spekulowały na temat źródła lęków piłkarza. Przypomniano, że jego wuj zginął w katastrofie lotniczej w 1987 roku i że w sierpniu ubiegłego roku drużyna z Hamburga miała burzliwy lot do Francji na mecz Ligi Europejskiej. Guerrero przyznał wtedy, że przeżywał "najgorszy strach w swoim życiu".

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: bidon

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama