Greń zrezygnował z funkcji członka zarządu PZPN

Kazimierz Greń zrezygnował w czwartek ze stanowiska członka zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej.

- Złożyłem dziś na ręce prezesa Grzegorza Laty i zarządu rezygnację z funkcji członka tego gremium - oświadczył Greń na konferencji prasowej w Warszawie. Formalnie zmianę w składzie zarządu musi zatwierdzić walne zgromadzenie. Najbliższe odbędzie się w dn. 19-20 grudnia.

Reklama

Greń zwołał konferencję na godzinę przed rozpoczęciem posiedzenia zarządu PZPN. - Nie mówię "żegnaj", a "do widzenia". Na razie usuwam się w cień. Przechodzę też na drugą stronę barykady - powiedział prezes Podkarpackiego ZPN, który był bliskim współpracownikiem Grzegorza Laty podczas kampanii przed wyborami prezesa PZPN w 2008 roku.

- Mija rok od wyboru Laty na prezesa PZPN. Powiedział wtedy, że jak przez rok nic się nie zmieni, to odejdzie. Pewnie nie dotrzyma słowa i nie zrezygnuje, ale ja dotrzymam, dlatego zrezygnowałem z pracy w zarządzie - wyjaśnił.

Jego głównym zarzutem wobec obecnego prezesa PZPN jest fakt nierealizowania programu wyborczego. - Byłem z nim na prawie każdym spotkaniu przed wyborami i wiem, co obiecał. Mało zostało jednak zrealizowane - podkreślił.

Greń ma zastrzeżenia do sposobu funkcjonowania biura prawnego i prasowego związku, zarzuca władzom związku niewykorzystanie możliwości pozyskania środków na rozwój futbolu z Unii Europejskiej, brak transparentności przy podpisywaniu umów długoterminowych (umowa na 10 lat z firmą marketingową Sportfive - PAP) i w procesie licencyjnym, nieprawidłowości przy wprowadzaniu systemu ewidencji piłkarzy, zaprzestanie dokształcenia trenerów piłki młodzieżowej oraz wzrost zatrudnienia.

- Zatrudnienie w związku znacznie wzrosło, a miała być redukcja etatów. Tam sprzątaczka zarabia 3,5 tys. złotych. Na korytarzach spotkałem 20 nowych twarzy. Jako członek zarządu zażądałem przedstawienia listy osób zatrudnionych w związku na etatach i wysokość ich wynagrodzenia oraz zawartych umów-zlecenie i o dzieło. Do dziś nie dostałem odpowiedzi - powiedział Greń.

- Gdy chciałem dostać kopie niektórych uchwał z poprzednich lat, to usłyszałem, że poginęły dokumenty - dodał.

Jego zdaniem, komisja statutowa związku próbuje uniemożliwić przeprowadzenie na najbliższym zjeździe głosowania nad absolutorium dla poszczególnych członków zarządu. - Prezesom wydaje się, że oni nie muszą poddawać się corocznej ocenie delegatów. Jeśli tego głosowania nie będzie, to zostanie złamany statut związku - powiedział.

Jak dodał, po wyborze Laty na funkcję prezesa PZPN "urządzono na niego nagonkę". - Przeciw mnie ruszyła olbrzymia urzędowa machina. Od ZUS, Urzędu Skarbowego, przez prokuraturę po CBA. Telefon też miałem na podsłuchu. Wyszedłem z tego silniejszy i będę walczył o dobro polskiego futbolu - zapewnił.

- Miały być zmiany w związku. I są, ale na gorsze. Ja nie chcę w tym uczestniczyć. Lato powinien ustąpić, choć tak naprawdę to nie on rządzi w związku. Kto rządzi? Wiceprezesi Olkowicz i Bugdoł oraz sekretarz generalny Zdzisław Kręcina. Proszę jednak nie liczyć, że ja 20 grudnia wjadę na zjazd z kałasznikowem albo szablą i będę ścinał delegatom głowy. Nie, to oni sami muszą sobie odpowiedzieć na to, czy chcą zmian, czy chcą tkwić ciągle w tym samym układzie - zakończył Greń.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: stanowiska | Kazimierz Greń | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje