"Gorące" pytania po meczu z Węgrami

Po każdym meczu naszej reprezentacji na usta cisną się przeróżne "gorące" pytania.

Zadając je i odpowiadając na nie postaramy się podsumować kolejne występy polskiej kadry w eliminacjach ME 2004.

Reklama

Nasz cykl rozpoczęliśmy od pojedynku z Łotwą i kontynuujemy po sobotnim bezbramkowym spotkaniu z Węgrami.

- W październiku przegraliśmy z Łotwą 0:1. Co od tego czasu się zmieniło?

- Na pewno trener. Gra i wyniki nie bardzo. Drużyna Bońka przegrała (mimo wszystko pechowo) z Łotwą, ale można było powiedzieć, że był jakiś pomysł na przyszłość i ta porażka czemuś służy.

- A teraz?

- Pospolite ruszenie zawiodło. Powrót do takich nazwisk jak Kałużny, Hajto czy Świerczewski to krok wstecz. To posunięcie usprawiedliwiałoby tylko zwycięstwo.

- Co jest w tym wszystkim najgorsze?

- To, że te eliminacje będą (wszystko na to wskazuje) zupełnie zmarnowane. Nie będzie można nawet powiedzieć, że nie awansowaliśmy, bo budowaliśmy nowy zespół, który powalczy w następnych eliminacjach MŚ.

- Czy jedenastka na Węgry była optymalna?

- Idąc za tokiem myślenia Pawła Janasa tak. Ale trudno zrozumieć niektóre rozpaczliwe ruchy. Trener mówił o Szymkowiaku jako liderze zespołu, a tymczasem wystawił go na pozycji, gdzie gracz Wisły nie mógł się odnaleźć i niewielki był z niego pożytek.

- Janas dokonał tylko jednej zmiany. Dobra decyzja?

- Tak, jeśli graliśmy na remis. Na ławce było jeszcze dwóch graczy (Żurawski i Krzynówek), którzy mogli wpłynąć w końcówce na przebieg gry. Nigdy nie dowiemy się czy tak by było.

- Czy wynik był sprawiedliwy

- Jak najbardziej. Dudek i Kiraly wyszli zwycięsko z jednej sytuacji sam na sam. Mieliśmy wprawdzie optyczną przewagę, ale za to nie dają punktów.

- Remis to wina nieskuteczności Olisadebe?

- Nie, chyba że chcemy znaleźć kozła ofiarnego. Oczywiście "Oli" miał świetną sytuację w 79. minucie, ale czy Żurawski nie miał podobnej z Łotwą?

- Kogo można wyróżnić

- Zdecydowanie Zająca. Ten strzał udał się Janasowi doskonale. Gracz Groclinu harował na całym boisku i trudno było po nim zobaczyć jakąkolwiek tremę. To znak, że kosztem nawet chwilowych niepowodzeń musimy tworzyć zupełnie nowy zespół.

- A Dudek?

Na szczęście dla Janasa nie popełnił błędu takiego jak z Łotwą. Co więcej w 67. minucie świetnym wyjściem uratował zespół po strzale Tokoliego. Mógł to dobre wrażenie zatrzeć po nieudanym, wyjściu tuż przed końcem, ale Węgrzy nie wykorzystali szansy.

- Janas powiedział: - Graliśmy dobrze. Miał rację?

Oczywiście nie. Trudno było doszukać się w ofensywnej grze Polaków jakiejś myśli przewodniej. Groźnie było po indywidualnych akcjach flankami, poza tym dominowały bezsensowne wrzutki i liczenie na fuks.

A defensywa?

- Całe szczęście, że Węgrzy nie byli skuteczni nawet w takim stopniu jak Łotysze, bo sytuacje mieli lepsze. Na usprawiedliwienie trzeba dodać eksperymentalny skład tego bloku. Generalnie to nie ta formacja powoduje, że mamy a koncie tylko 4 punkty.

- Co z całą ściśle tajną "operacją Węgry"?

- Na końcu liczy się tylko wynik. Gdybyśmy wygrali (nieważne w jakim stylu) wszystkie przedmeczowe "utajnienia" dałoby się wytłumaczyć. Chyba jednak selekcjoner zapomniał, że w piłce niewiele da się "wyczarować".

- Co dalej?

- W środę gramy z San Marino i zwyciężymy. Szkoda tylko, że poza jedenastką z tej małej republiki mamy w grupie jeszcze inne zespoły.

- Czy wciąż mamy szansę na awans?

- Oczywiście, ale chyba nie warto się łudzić.

Dowiedz się więcej na temat: pytanie | Węgry | pytania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje