Gorące pytania po meczu z Azerami

Po każdym meczu naszej reprezentacji na usta cisną się przeróżne "gorące" pytania. Zadając je i odpowiadając na nie, postaramy się podsumować kolejne występy polskiej kadry w walce o udział w finałach MŚ 2006.

Nasz cykl kontynuujemy po sobotnim zwycięskim spotkaniu w Warszawie z Azerbejdżanem (8:0). To najwyższe w historii naszych gier w el. MŚ zwycięstwo przybliża nas do upragnionego drugiego miejsca w grupie 6.

Reklama

- Co pokazał nam mecz z Azerami?

- Na pewno jedno - wybrańcy Janasa poważnie traktują swoje występy z orłem na piersi. Widzieliśmy zespół, który potrafi czerpać radość z gry i ze strzelania goli, a w przypadku "biało-czerwonych" to już dużo.

- Ale przecież rywale zbytnio nam nie przeszkadzali...

- To prawda, ale 8:0 nawet z Azerbejdżanem robi wrażenie. Przecież jeszcze w ubiegłym tygodniu obwialiśmy się o wynik sobotniej potyczki. Podkreślano solidność defensywną rywali, a Frankowski, Saganowski i spółka strzelili Azerom dwa razy więcej goli niż stracili oni do soboty w całych eliminacjach.

- Powinniśmy z tego meczu wyciągać jakieś poważniejsze wnioski?

- Nie, natomiast nie możemy go lekceważyć. Mecz z Azerbejdżanem potwierdził jeden trend - nasza reprezentacja zaczęła zdobywać sporo goli. "Biało-czerwoni" w każdym z dotychczasowych pięciu meczów eliminacyjnych wpisywali się na listę strzelców, a w czterech z pięciu pojedynków zdobywali co najmniej trzy gole. To godne podkreślenia.

- Czyja to zasługa?

- Oczywiście Jacka Krzynówka, Mirosława Szymkowiaka, ale głównie napastników. Bez wątpienia zawodnikiem numer 1 na tej pozycji jest teraz Tomasz Frankowski, który w Wielką Sobotę w trzecim kolejnym meczu eliminacyjnym pokonał bramkarza przeciwnika i ma już na koncie pięć goli. Paradoksalnie jest w tym także zasługa Janasa, który ugiął się przed presją opinii publicznej, niejako przyznając się do błędu. Nie każdy to potrafi.

- Czy dobry występ i dwa gole Marka Saganowskiego sprawia, że to on powinien partnerować w ataku popularnemu "Frankowi"?

- Na to jest jeszcze za wcześniej, bo wydaje się, iż duet Frankowski-Żurawski jest w tej chwili optymalny. "Sagan", którego wejścia głośno domagała się stołeczna publiczność, spisał się jednak na tyle dobrze, by częściej dostawać szansę w kadrze.

- A co z Ebim Smolarkiem?

- Wydaje się, że piłkarz ekipy z Dortmundu jest równorzędnym przeciwnikiem w kadrze dla Kamila Kosowskiego. Były wiślak strzelił gola, ale Ebi ma za to sporą zasługę przy ostatniej bramce Saganowskiego. W drugiej połowie Smolarek zagrał nie gorzej niż "Kosa" w pierwszej. Niestety z występu obu nie możemy być w pełni zadowoleni.

- Tak na marginesie, czy pomysł organizowania meczów na stadionie Legii jest dobry?

- Ci, którzy byli w sobotę przy Łazienkowskiej muszą przyznać, że tak. Atmosfera godna dużego piłkarskiego święta, świetny (chyba najlepszy w Polsce) i fachowy doping to niewątpliwe zalety rozgrywania meczów kadry w stolicy. Sam Michał Listkiewicz podkreślił, że zatrudnienie w roli spikera Wojciecha Hadaja było strzałem w "10" i trudno się z tym nie zgodzić. Gdyby jeszcze stadion był na miarę Warszawy...

- W środę gramy z Irlandią Północną. Możemy być optymistami?

- Musimy, bo powinniśmy pewnie wygrać. Oczywiście nie będzie tak łatwo, ale najważniejsze, iż sami kadrowicze wiedzą, że sobotnie efektowne zwycięstwo liczy się tylko "w pakiecie" ze środowym. Inaczej..., może jednak nie rozważajmy takiego wariantu.

Zobacz GALERIĘ ZDJĘĆ z meczu Polska - Azerbejdżan.

Dowiedz się więcej na temat: pytanie | kadry | frankowski | pytania

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje