Golański: Nie obrażam się na Smudę

- Domyślam się, że wiele osób spodziewało się, iż powrócę w lepszym stylu. Ale żeby trafnie mnie ocenić i sprawiedliwie rozliczyć, trzeba poczekać do czerwca - mówi Paweł Golański, piłkarz Korony Kielce.

INTERIA.PL: Jaka była dla pana runda jesienna?

Reklama

Paweł Golański: Przede wszystkim cieszę się, że wróciłem do regularnej gry i obyło się bez kontuzji. Moja przerwa od piłki na wysokim poziomie była dość długa, bo przez pewien czas pozostawałem bez klubu. Po części to moja wina, długo zastanawiałem się, czy aby na pewno chcę wrócić do Polski. W rozmowach z Koroną byłem jednak szczery i od początku podkreślałem, że kontrakt zagraniczny był priorytetem. Miałem dwie bardzo dobre oferty, ale sytuacja rodzinna zadecydowała. Chciało mnie tutaj kilka zespołów, a serce podpowiedziało Koronę.

Co konkretnie sprawiło, że znów gra pan w Polsce?

- Mieliśmy w rodzinie pewne problemy. Nie chciałbym jednak o nich opowiadać na łamach mediów. Wspólnie z żoną stwierdziliśmy, że to będzie najlepsza decyzja.

W Kielcach, dokąd pan wrócił, wspominają pana bardzo dobrze.

- Wtedy w Koronie rozegrałem dwa solidne sezony, dzięki którym trafiłem do reprezentacji i wyjechałem za granicę. Cieszę się, że mogłem tutaj wrócić i postaram się odwdzięczyć za zaufanie. Nie jestem starym piłkarzem, mam 28 lat. Wiem, że przez kilka kolejnych mogę grać na wysokim poziomie. Chciałbym z Koroną osiągnąć jak najwięcej, ale myślę też o kadrze.

Nie za wcześnie?

- Nie ukrywam, nie jestem jeszcze w formie reprezentacyjnej. Te mecze, które grałem jesienią, pomogły mi odbudować się fizycznie. Domyślam się, że wiele osób spodziewało się, iż powrócę w lepszym stylu. Ale żeby trafnie mnie ocenić i sprawiedliwie rozliczyć, trzeba poczekać do czerwca. Teraz jest jeszcze za wcześnie. Wierzę, że jak będę w odpowiedniej formie, to trener Smuda mnie powoła.

Leo Beenhakker powoływał pana dość regularnie.

- Byłem pierwszym debiutantem w jego drużynie. Zaufał mi i chyba się nie zawiódł. Przez dwa lata byłem powoływany właściwie na każde zgrupowanie. O tym, że nie jeździłem na kadrę, często decydowały kontuzje. Leo na mnie stawiał, teraz Smuda ma swoich wybrańców. To jego rozliczą za końcowy wynik. Ale jeśli mimo dobrej formy nie da mi szansy, to się nie obrażę.

Mirosław Sznaucner wyśmiewał ostatnio powołania Smudy, zwłaszcza Kamila Glika czy Tomasza Brzyskiego. A pan co o tym sądzi?

- To bardzo wrażliwy temat, zwłaszcza dla piłkarzy. Selekcjoner, bez niczyjego nacisku, może powoływać kogo chce. Zapewne każdy, kto jest w kadrze, czymś się wyróżnił. Ale w dzisiejszych czasach media dostrzegą każdy błąd Smudy i go wskażą. Myślę, że wynik na Euro 2012 będzie odpowiednim materiałem do oceny.

Rozmawiał Piotr Tomasik

Dowiedz się więcej na temat: Stylu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje