Giza: Trzeba próbować

- Kto nie próbuje, ten nie strzela bramek - stwierdził po piątkowym zwycięstwie 2:1 nad Polonią Warszawa Piotr Giza. Pomocnik Cracovii przeprowadził w 18.minucie wspaniały rajd, podczas którego minął kilku rywali i pokonał Jacka Banaszyńskiego.

- W poprzednich meczach także próbowałem takich akcji, ale wtedy się nie udało. W piątek pomogli mi koledzy, którzy ściągnęli na siebie uwagę rywali - powiedział "Gizmo".

Reklama

- W pierwszej połowie zagraliśmy bardzo dobrze. Strzeliliśmy dwie bramki, przeprowadzaliśmy składne akcje. Na początku drugiej odsłony szybko straciliśmy jednak gola i wdarła się w nasze szeregi niepewność. Potem musiał zejść z boiska Arek Baran, a to jest nasz kluczowy zawodnik, i troszeczkę się pogubiliśmy - dodał środkowy pomocnik "Pasów".

- A może zabrakło wam w drugiej połowie sił?

- Stracona bramka, a następnie zejście Arka podcięło nam trochę skrzydła, przez co zaczęliśmy nerwowo poruszać się po boisku i musieliśmy więcej biegać. Gdybyśmy grali w podstawowym ustawieniu do końca, nasza gra byłaby z pewnością bardziej rozsądna, lepiej ustawialibyśmy się i zachowalibyśmy więcej sił.

- Czy bramka, którą strzelił pan w piątek jest najładniejsza w pana karierze, bo część obserwatorów porównywała ją z golem Diego Armando Maradony z MŚ 1986 z meczu przeciwko Anglii?

- Cieszę się z tej bramki, ale jestem jeszcze młodym zawodnikiem i mam nadzieję, że uda się mi strzelić jeszcze ładniejsze. W pierwszej chwili, gdy ruszałem z piłką myślałem o dograniu jej któremuś z kolegów, ale źle mi się rozbiegli i musiałem sam coś wykombinować.

Paweł Pieprzyca, Kraków

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje