Frankowski: Przypominają Vaalerengę

Tomasz Frankowski był jednym z bohaterów meczu Polska - Azerbejdżan (8:0). Napastnik Wisły Kraków strzelił trzy gole, ale niewiele brakowało, a "Franek" nie zagrałby w tym spotkaniu.

- Dzień przed spotkaniem okazało się, że delegat FIFA, Francuz Michel Vautrot, będzie sprawdzał paszporty. Bardzo się zdziwiłem, bo do tej pory grałem w międzynarodowych meczach na dowód osobisty. I w Gruzji, i w innych egzotycznych miejscach. Znam francuski, więc zapytałem pana Vautrot, czy rzeczywiście muszę mieć paszport, żeby zagrać z Azerbejdżanem. Powiedział, że tak. No i zrobił się problem, bo paszport zostawiłem w Krakowie - tłumaczył Frankowski w "Super Expressie".

Reklama

Ostatecznie paszport snajpera reprezentacji Polski dotarł na czas, a to głównie za sprawą Zbigniewa Koźmińskiego.

W spotkaniu z Azerami selekcjoner biało-czerwonych od pierwszej minuty postawił na duet napastników Wisły i przyniosło to spodziewany efekt. A jeszcze nie tak dawno Janas nie widział Frankowskiego w prowadzonej przez niego kadrze.

- Wprawdzie trener jest osobą skrytą, nie okazującą uczuć, ale... To jest tak jak z żoną. Nie musi nic mówić, a i tak czujesz, że cię kocha. Myślę, że przekonałem już do siebie selekcjonera - powiedział Frankowski.

W środę biało-czerwonych czeka pojedynek z Irlandią Płn.

- Z Azerami poszło łatwo również dlatego, że szybko ich "napoczęliśmy". Co do Irlandii... Trochę przypominają norweską Vaalerengę, z którą walczyła Wisła. Tacy drwale, którzy grają na remis. Mam tylko nadzieję, że ten mecz skończy się dla kadry lepiej niż dla Wisły. Zadowolę się nawet jednobramkowym zwycięstwem, a gola niech strzeli choćby Tomek Kłos - stwierdził najlepszy strzelec reprezentacji Polski w eliminacjach mistrzostw świata.

INTERIA.PL/Super Express
Dowiedz się więcej na temat: Azerbejdżan | paszport | frankowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje