Frankowski nie boi się Anglików

Słyszałem, że ten ogłuszający doping na meczach angielskiej reprezentacji to raczej mit niż rzeczywistość, poza tym na kilku wielkich stadionach już byliśmy - powiedział Tomasz Frankowski w rozmowie z "Rzeczpospolitą".

Napastnik, który niedawno opuścił krakowską Wisłę na rzecz hiszpańskiego Elche, należy do mocnych punktów drużyny Pawła Janasa, ale wcale nie jest pewne czy wystąpi w Manchesterze.

Reklama

- Chyba coś dla tej kadry zrobiłem, choć nigdy nie powiem, że beze mnie by tego awansu nie było. Marzę o tym, żeby w środę zagrać. Mam nadzieję, że podróż na Old Trafford to już ostatnia prosta, a nie ostatni zakręt. Weźmiemy co los przyniesie, wolałbym jednak jechać do Anglii już jako finalista - wyjaśnił popularny "Franek". - Jeśli stanie się inaczej, zrobimy, co się da. Nie chcę więcej obiecywać, bo pamiętam, ile minut nas dzieliło w tym roku od Ligi Mistrzów. Lepiej jedźmy ciszej, żeby nie skończyło się tak jak w Wiśle.

Frankowski nie sądzi, że mamy kompleks Anglików. - Nie wierzę, że nasz słaby bilans w spotkaniach z Anglikami to efekt strachu przed nimi. Po prostu gorzej graliśmy w piłkę, a potem ktoś dorobił do tego ideologię - stwierdził.

Zawodnik Elche chciałby zagrać na Manchesterze, ale... - Maciek Żurawski i Rasiak zagrali dobrze z Austrią i Walią, więc na Old Trafford dla mnie znów może zabraknąć miejsca. Trener wybiera między mną a Grzegorzem, bo chociaż my zupełnie inaczej wyglądamy, na boisku poruszamy się podobnie. Maciek to inny gatunek.

INTERIA.PL/Rzeczpospolita
Dowiedz się więcej na temat: frankowski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje