Echa decyzji sędziego Marczyka

W 77. minucie meczu Legia - Odra (2:1) Roman Madej sfaulował tuż przed polem karnym szarżującego Marka Saganowskiego.

Sędzia przerwał grę gwizdkiem (słychać to w relacjach Canal Plus Sport) i sięgnął do kieszeni po czerwony kartonik. W tej samej chwili Vukovic szybko zagrał do Magiery, a ten mocnym strzałem pod poprzeczkę, zdobył drugą bramkę dla Legii.

Reklama

Od piątku większość środowiska piłkarskiego zastanawia się, czy decyzja o uznaniu bramki była słuszna.

Punkt 84. "Zasad gry w piłkę nożną" opublikowanych na stronach PZPN głosi: "Jeżeli sędzia przerwał grę i przystąpił do czynności związanych z ukaraniem indywidualnym zawodnika, to grę można wznowić po zakończeniu tych czynności."

Przepis ten jasno wskazuje, że sędzia Marczyk w tej jednej sytuacji popełnił błąd. Poprzednie jego decyzje (rzut karny dla Legii, czerwona kartka dla Wróblewskiego) były jak najbardziej prawidłowe, za co arbiter otrzymał nawet wyróżnienie w notowaniu Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy.

Członek Polskiego Kolegium Sędziów Wit Żelazko również jest zdania, że arbiter z Piły pomylił się. - Przepisy mówią jasno. Jeśli faul kwalifikuje się na czerwoną kartkę, gra nie może być wznowiona, dopóki zawodnik ukarany nie opuści boiska - powiedział ekspert Canal Plus Sport "Przeglądowi Sportowemu".

Innego zdania jest tylko Zbigniew Marczyk. - Całą drogę powrotną do domu analizowałem moją decyzję. Twierdzę, że była ona prawidłowa. Sytuacja na boisku jednak mnie zaskoczyła, bo przytrafiło mi się coś takiego po raz pierwszy - powiedział arbiter "PS".

INTERIA.PL/Przegląd Sportowy
Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | sędzia | sport

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje