Drużyna 3. kolejki Primera Division

Real Sociedad i Getafe nie wzięły udział w spisku przeciwko faworyzującemu Real Madryt i FC Barcelona sposobowi sprzedawania praw telewizyjnych. I wbrew panującej opinii, że z najbogatszymi hiszpańskimi klubami nie da się rywalizować, Real Sociedad urwał punkty Dumie Katalonii, a Azulones postraszyli "Królewskich" na Santiago Bernabeu.

Dwie bramki Miku, imponującego w polu karnym zimną krwią, mogłyby w efekcie nawet dać Getafe jeden punkt, gdyby sędzia pokazał Cristiano Ronaldo drugą żółtą kartkę za próbę wymuszenia faulu, a nie odgwizdał rzut karny. Kontrowersyjna sytuacja na pewno miała miejsce jeszcze przed polem karnym. Getafe próbowało trzeci raz doprowadzić do wyrównania, ale wynik spotkania na 4-2 ustalił znajdujący się w świetnej formie Karim Benzema.

Reklama

Również w meczu Barcelony główny arbiter podjął kontrowersyjną decyzję. Blaugrana szybko wyszła na dwubramkowe prowadzenie i starała się kontrolować spotkanie, ale gospodarzy Estadio Anoeta poderwał do walki Imanol Agirretxe, który zaliczył trzecie trafienie w sezonie - wszystkie trzy głową - a następnie wypracował gola Antoaine'a Griezmanna. Francuski skrzydłowy Realu Sociedad dobił piłkę do pustej bramki chwilę po tym jak Sergio Busquets ręką skierował futbolówkę na poprzeczkę. Za - w efekcie nieudaną - próbę ratowania Barcelony, Busquets nie został ukarany czerwoną kartką.

Może do zwiększenia rywalizacji w hiszpańskiej lidze konieczna jest poprawa pracy arbitrów, a nie zmiana systemu sprzedaży praw telewizyjnych. Hiszpańscy sędziowie, poza tym, że lubią nadużywać gwizdka i żółtych kartek, rzadko podejmują odważne decyzje na niekorzyść największych klubów, krzywdząc przy tym mniejsze zespoły. Nie bez winy są tutaj media - sędziowie czują presję ze strony największych gazet oraz stacji radiowych i telewizyjnych, podzielonych na te, które sympatyzują z Realem i te, które bronią interesów Barcelony. Choć od czasu do czasu media potrafią zachować obiektywizm - wspierająca Real Madryt "Marca" przyznała, że we wspomnianej sytuacji Cristiano Ronaldo nawet nie był faulowany.

Valencia i Atletico nie chcą oglądać pleców Realu i Barcelony

Radamel Falcao nie będzie najlepiej wspominał swojego debiutu w Primera Division. Sprowadzony przez Atletico za 40 mln euro Kolumbijczyk nie tylko nie trafił do siatki - choć obiecywał zdobywać jedną bramkę co mecz - ale nawet nie oddał strzału. Wielka w tym zasługa środkowych obrońców Valencii, Adila Ramiego i Victora Ruiza, wspomaganych przez głęboko cofającego się Davida Albeldę, którzy bezbłędnie odcinali Falcao od podań. Valencii nie zawiódł za to Roberto Soldado - napastnik zdobył swoją czwartą bramkę w drugim meczu, udowadniając Vicente del Bosque, obserwującemu całe spotkanie z trybun, że zasługuje na powołanie do reprezentacji.

Atletico i Valencia wzięły udział w najbardziej żywiołowym pojedynku w całej kolejce. Obydwa zespoły wyszły na murawę by grać o zwycięstwo. Dopóki na boisku przebywali Jonas i Pablo Piatti, inicjatywa należała do Valencii. Atletico, dowodzone przez wprowadzonych z ławki Ardę Turana i Diego, przeszło do ataku w ostatnich dwóch kwadransach. "Rojiblancos" ostatecznie polegli na Mestalla, ale przeprowadzili efektowną demonstrację siły. Z każdym kolejnym meczem mocno przebudowany zespół Gregorio Manzano powinien prezentować się jeszcze lepiej. Z kolei dzięki duetowi Rami-Ruiz Valencia może liczyć na to, że wreszcie nie będzie musiała się wstydzić swojej defensywy.

Uskrzydlona Malaga, oszczędny Betis

Znanemu z gry bez wykorzystania tradycyjnych skrzydłowych Manuelowi Pellegriniemu wyznawane poglądy taktyczne nie przeszkodziły w wystawieniu w spotkaniu z Granadą trójki nominalnych skrzydłowych. Santi Cazorla, Joaquin Sanchez i Duda wymieniali się pozycjami po całym boisku i prowadzili grę biało-błękitnych, inicjując i wykańczając wiele akcji. Dwie bramki Joaquina i dwie Cazorli przyniosły gospodarzom La Rosaleda najbardziej okazałe zwycięstwo w kolejce - 4-0. Mimo takiego wyniku Pellegrini ma się czym martwić - znów na bardzo wiele rywalom pozwalała szwankująca defensywa. Jeśli Malaga chce naprawdę walczyć o udział w europejskich pucharach, przed Pellegrinim wiele pracy z ostatnią formacją.

Dwie zdobyte bramki, dwie wygrane i trzecie miejsce w klasyfikacji - Real Betis w bardzo oszczędnym stylu gromadzi punkty. Skromne zwycięstwa nie biorą się jednak z zachowawczej gry i defensywnej strategii. Betis Pepe Mela prezentuje najbardziej beztroski futbol na planecie. Do ataków włącza się kto popadnie, niewielu zawodników zaprząta sobie głowę asekurowaniem własnego bramkarza, każdy kto przejmie piłkę natychmiast biegnie przed siebie przez pół boiska, często ostentacyjnie lekceważąc czekających na podanie partnerów, a każda akcja przeprowadzana jest na pełnej szybkości i zupełnie spontanicznie, bez trwonienia czasu na choćby przelotną ocenę sytuacji, co owocuje niewyobrażalną nieskutecznością. W końcówce meczu a Mallorką Andaluzyjczykom udało się jednak wymęczyć jednego gola.

Zobacz w jakiej sytuacji zdołał nie trafić do siatki napastnik Betisu, Jorge Molina:

"Papużki" zadziobały "Lwy"

Athletic Bilbao nie wygrało wyjazdowego meczu z Espanyolem od sezonu 1997/98. Dzięki dwóm bramkom Sergio Garcii, rozgrywającemu mecz życia bramkarzowi Cristianowi Alvarezowi i nieustępliwości oraz kondycji Didaca Vili, fatalna seria Basków została przedłużona przynajmniej do przyszłego sezonu. Podopiecznym Marcelo Bielsy nie pomogły nawet efektowne rajdy i błyskotliwe podania nastoletniego Ikera Muniaina, aktualnie najlepszego zawodnika i lidera Basków.

Marcelo Bielsa nie odniósł jeszcze zwycięstwa w meczu o punkty, w dodatku przegrał z rywalem, który w lecie pozbył się trzech najważniejszych ofensywnych zawodników. O porażce zadecydowały proste błędy pod własną bramką, ale nie tylko wpadki obrońców i bramkarza mogą spędzać sen z powiek "El Loco" - zawodnicy "Los Leones" momentami sami sobie przeszkadzają na boisku, jakby ciągle nie rozumieli, czego dokładnie oczekuje od nich argentyński szkoleniowiec.

Drużyna 3. kolejki Primera Division według INTERIA.PL

Jedenastka kolejki: Cristian Alvarez (Espanyol) - Miguel Brito (Valencia), Victor Ruiz (Valencia), Miranda (Atletico), Didac Vila (Espanyol) - Sergio Garcia (Espanyol), David Albelda (Valencia), Cesc Fabregas (Barcelona), Santi Cazorla (Malaga) - Imanol Agirretxe (Sociedad), Karim Benzema (Real Madryt).

Ławka rezerwowych: Roberto (Saragossa), Alexis Ruano (Sevilla), Joaquin Sanchez (Malaga), Pablo Piatti (Valencia), Iker Muniain (Bilbao), Miku (Getafe), Giuseppe Rossi (Villarreal).

Nagroda im. dobrych złego początków - Diego Lopez, Cesar Sanchez (Villarreal). Bramkarz Diego Lopez spotkanie z Sevillą rozpoczął od dwóch wygranych sytuacji sam na sam, ale już w 21. minucie zobaczył czerwoną kartkę za faul w polu karnym. Pomiędzy słupkami stanął 40-letni Cesar, obronił rzut karny wykonywany przez Alvaro Negredo, ale przy dobitce był już bez szans. W końcówce Cesar dał się jeszcze zaskoczyć Alexisowi Ruano, dlatego Amarillos ciągle czekają na swoje pierwsze ligowe zwycięstwo.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama