Czy Janas ma koncepcję?

Już w środę polska reprezentacja piłkarska rozegra w Brukseli towarzyski mecz z Belgią. Spotkanie to ma być istotnym elementem przygotowań przed bardzo ważną potyczką ze Szwecją w eliminacjach Mistrzostw Europy.

Czy jednak mecz z Belgią będzie sprawdzianem generalnym? Na logikę - powinien być. W eliminacjach idzie nam jak po grudzie, nie możemy pozwolić sobie już na żadną stratę punktów, chcąc marzyć o awansie do finałów ME.

Reklama

Spotkanie z Belgią powinno więc służyć przećwiczeniu taktyki, opracowaniu strategii, przećwiczeniu stałych fragmentów gry, zgraniu poszczególnych formacji i zawodników.

Tymczasem można śmiało postawić tezę, że kadra na Belgię będzie miała mniej więcej tyle wspólnego z kadrą na Szwecję, co zawodnicy powołani na mecz z Macedonią z tymi, którzy zagrali z Węgrami.

Na osiemnaście wysłanych przez Janasa powołań na zgrupowaniu nie stawiło się aż czterech piłkarzy. Olisadebe nie został zwolniony przez Panathinaikos Ateny. Kontuzje wyeliminowały Jerzego Dudka i Macieja Żurawskiego (obaj występują jednak w meczach ligowych) oraz Jacka Zielińskiego. W ich miejsce w kadrze znaleźli się Nalepa, Jop i Jarzębowski. Jakie szanse mają ci piłkarze by zagrać ze Szwecją, w meczu "o życie"?

W kadrze, która właśnie trenuje w Brukseli znajduje się tylko dwóch napastników - Artur Wichniarek, który debiutuje w reprezentacji Pawła Janasa i Andrzej Niedzielan. Czy oni zagrają ze Szwecją? Jest to mocno wątpliwe. Niedzielan świetnie spisał się w meczu z Macedonią i mimo tego nie zagrał z Węgrami, a Szwedzi mają przecież jeszcze wyższe notowania. Wichniarek do tej pory jakoś nie mógł znaleźć uznania w oczach selekcjonera...

A co będzie jeśli któryś z nich nabawi się urazu? Jaką wartość szkoleniową będzie miał wtedy mecz z Belgią, jeśli będziemy musieli zagrać jednym napastnikiem?

Ale może taka właśnie będzie taktyka w rywalizacji ze Szwedami? Zdecydowanie defensywna, więc nie ma sensu przywiązywać wagi do zawodników, którzy mają zdobywać bramki? Stara piłkarska prawda mówi jednak, że aby wywalczyć remis trzeba grać o zwycięstwo. Jak kończy się gra "do tyłu" kibice mogli się przekonać oglądając mecz na Wembley, w którym Janusz Wójcik przeciwko reprezentacji Anglii wystawił ośmiu zawodników defensywnych i biegającego z przodu Mirosława Trzeciaka...

Niestety, czasu na eksperymenty nie ma już od dawna. Kadra powinna ogrywać się w stałym składzie, z ewentualnymi wymianami pojedynczych zawodników, którzy nie spełnili oczekiwań czy są kontuzjowani. A wygląda na to, że Paweł Janas nadal nie ma koncepcji polskiej reprezentacji. W poszczególnych meczach wymienia pół składu. W meczach towarzyskich można zaprezentować się świetnie, a mimo tego nie dostać szansy w meczu o stawkę. Czy tak powinno być, trenerze Janas?

Dowiedz się więcej na temat: Paweł Janas | mecz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje