Czarne chmury nad Fijarczykiem

Wiele kontrowersji wywołało sędziowanie w meczu w Warszawie pomiędzy Legią i Odrą Wodzisław. Wygląda na to, że PZPN podejmie zdecydowane kroki.

Antoni Fijarczyk przed wspomnianym spotkaniem znajdował się w czołówce klasyfikacji polskich arbitrów. Wysoką i równą formę prezentował od wiosny tego roku, gdy wręcz wzorcowo poprowadził trudne spotkanie między Wisłą i Legią. Stąd wyznaczenie go na mecz pomiędzy mistrzem kraju a liderem wydawało się jak najbardziej słuszną decyzją. Zastrzeżeń nie miał również prezes PZPN - Michał Listkiewicz.

Reklama

Niestety, najwyraźniej sędzia miał zły dzień. Niepodyktowanie trzech rzutów karnych dla obu drużyn, niepokazanie kilku kartek nie mogło przejść niezauważone.

Zaraz po meczu prezes Listkiewicz polecił by sprawie nadano szczególny bieg w Kolegium Sędziów PZPN, nakazał także odtajnienie protokołu obserwatora.

Można zapytać - skąd takie wielkie poruszenie? Błędy sędziowskie zdarzały się zawsze i będą zdarzać. Czy standardowe procedury związkowe nie wystarczą do wyeliminowania słabych sędziów, czy trzeba z tego robić widowiskowy, publiczny "proces"? Czy wreszcie PZPN tak samo postąpi z sędzią Małkiem, który podyktował rzut karny "z kapelusza" dla Zagłębia, a chwilę potem wyrzucił z boiska słusznie protestującego Dziewickiego?

Co więcej: - Jeśli sędzia otrzymał notę niższą niż 6,50 to automatycznie zostanie zawieszony i poddany egzaminowi komisyjnemu. - powiedział Listkiewicz. - Jeśli nie, to i tak wydam polecenie pomijania sędziego Fijarczyka przy ustalaniu rozjemców na mecze I ligi w ciągu najbliższych kilku tygodni.

To już jest - wydaje się - uleganie presji opinii publicznej. Po to m.in. jest instytucja obserwatora, by na podstawie jego opinii podejmować decyzje. Nie może jedna osoba - nawet prezes PZPN - arbitralnie decydować, że ten sędzia jest dobry, a ten nie... Po co w takim razie obserwator? To tak jakby sąd wydał wyrok uniewinniający, a człowieka - bo tak chce "lud" i tak wsadzić do więzienia...

Na szczęście najprawdopodobniej Zbigniew Przesmycki z Łodzi, który był obserwatorem meczu w Warszawie, uwolni Listkiewicza od konieczności podejmowania działań nadzwyczajnych. Dostrzegł bowiem niepodyktowanie trzech rzutów karnych, niepokazanie również trzech kartek, a to oznacza, że ocena arbitra wyniesie najprawdopodobniej 6. Jest to równoznaczne z zawieszeniem sędziego Antoniego Fijarczyka i skierowaniem go na egzamin komisyjny.

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | sędzia | Michał Listkiewicz | Warszawa | Czarne | chmury | Czarne chmury

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama