Cantoro w Gelsenkirchen

Pomocnik Wisły, Mauro Cantoro opuścił Kraków i wyjechał do Niemiec, do Gelsenkirchen. Nie będzie jednak grał w Schalke, a wybrał się do kliniki, w której ma uzyskać potwierdzenie, czy rzeczywiście naderwanie wiązadeł w kolanie kwalifikuje się do leczenia operacyjnego, jak orzekli polscy lekarze.

Gdyby ta diagnoza się potwierdziła, nie zobaczylibyśmy Argentyńczyka na boisku w rundzie jesiennej. Na szczęście dla Wisły, okazało się, że uraz można wyleczyć bez ingerencji skalpela, lecz poprzez zabiegi rehabilitacyjne.

Reklama

To jedna z niewielu dobrych wiadomości dla Henryka Kasperczaka. Oprócz Cantoro i kadrowiczów (Baszczyński, Jop, Szymkowiak, Żurawski, Paweł Brożek, Nawotczyński i Strąk) we wtorkowym treningu nie uczestniczyli również Jacek Paszulewicz, Tomasz Frankowski i Piotr Brożek.

"Paszul" skręcił staw skokowy w meczu z Anderlechtem. Zrobiono prześwietlenie, które nic nie wykazało i zapowiadano tygodniowy rozbrat zawodnika z piłką. Tymczasem już wiadomo, że będzie on dłuższy. - Noga jest nadal opuchnięta i boli - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" Paszulewicz. - W środę mam przejść badania rezonansem magnetycznym. Jeśli szybko opuchlizna nie zejdzie, to znaczy, że uraz jest poważniejszy.

Nie trenował również Tomasz Frankowski, który od pewnego już czasu zmaga się z kontuzją mięśni brzucha, a także narzekający na ścięgno Achillesa Piotr Brożek.

INTERIA.PL/Przegląd Sportowy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama