Boruc: Zbierało mnie na wymioty

- Graliśmy tak dobrze, że Belgowie nie mogli sobie pozwolić na dużo więcej - tak w pierwszych słowach po wyjściu z szatni Artur Boruc skomentował zwycięskie spotkanie z Belgią (1:0) w Brukseli.

Panie Arturze, co się z Panem działo w pierwszej połowie, kiedy to Tomasz Kuszczak zaczął szybką rozgrzewkę?

Reklama

Miałem problemy z żołądkiem i zbierało mnie na wymioty. Może coś złego zjadłem przed meczem. Sam nie wiem. Jednak już jest wszystko dobrze.

Coś dzisiaj nie wychodziły Panu wykopy piłki.

Boisko było na tyle grząskie, że non stop mi noga odjeżdżała i trochę się z tego powodu denerwowałem. Cóż, mam nadzieję, że nie prędko przyjdzie mi grać na takim boisku. Cieszę się, że te moje nieudane wykopy skończyły się bez żadnej konsekwencji.

Najgroźniejszą sytuację miał Pan w ostatniej minucie. Jak Pan obronił groźny strzał Emile Mpenzy?

Po prostu skróciłem kąt, a on trafił we mnie. Właśnie na tym polega moja praca.

To zwycięstwo z Belgią jest chyba cenniejsze od tego z Portugalią, bo graliśmy bez pięciu podstawowych zawodników. Zgadza się Pan z tą tezą?

Myślę, że mamy tak wielu dobrych zawodników, że nie powinniśmy się martwić, jak ktoś wypadnie ze składu. Każdego można zastąpić, bo wszyscy są równorzędnymi zawodnikami. Nie ma co płakać, że kogoś nie ma. Gramy w takim składzie na jaki nas stać i najważniejsze jest to, wygrywamy mecz z Belgią.

Chyba wszystkich zdziwiła nominacja do pierwszego składu Dariusza Dudki i to w roli defensywnego pomocnika. A Pana?

Darek jest piłkarzem i jaką pozycję mu trener wybierze, na niej powinien grać. Dla mnie to nie jest nic dziwnego.

Czy po dzisiejszym dobrym Pana występie, znów będą wątpliwości, kto jest pierwszym bramkarzem, Pan czy Wojciech Kowalewski?

Pomidor.. (chwila ciszy). Ja zrobiłem tylko tyle, że trener będzie miał trudniejszy wybór w kolejnym meczu, o ile oczywiście zostanę powołany.

Andrzej Łukaszewicz, Bruksela.

Dowiedz się więcej na temat: Boruc | wymioty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama