Boniek: Poczekać na lepsze czasy

- Praca w PZPN była szalenie miłym hobby, znałem się na tym. W zamian oczekiwałem trochę szacunku, a nie chamstwa - powiedział "Sportowi" były selekcjoner kadry Zbigniew Boniek.

"Zibi" stwierdził w rozmowie ze "Sportem", że nie był człowiekiem konfliktowym, a tylko taką "łatkę" przypięto mu z powodu nowych pomysłów jakie miał i chciał wprowadzać do polskiego futbolu. - Widząc jednak takie reakcje, powiedziałem wreszcie "pas". Trzeba poczekać na lepsze czasy - wyjaśnił Boniek, który jednak odżegnał się od "montowania" jakiejkolwiek koalicji przeciwko obecnemu prezesowi związku, Michałowi Listkiewiczowi.

Reklama

- Plotki rozsiewają ludzie, kręcący się blisko prezesa, ale powiedzmy szczerze: kiedyś siedzieli równie blisko Mariana Dziurowicza - stwierdził nasz były znakomity piłkarz. - Tym ludziom mogę obwieścić, że nie interesuje mnie prezesura.

Boniek nie zgodził się z opinią, wedle której stoi jako selekcjoner na równi z Pawłem Janasem i jego słabą kadrą. - Miałem wizję zespołu, wiedziałem, kogo chciałem. Kukiełka, Żewłakow, Żurawski, Wichniarek, Olisadebe, Głowacki, Bąk, Krzynówek, Lewandowski, Kaczorowski, mieli stanowić trzon tej drużyny, tymczasem w meczu z Łotwą nie mogłem skorzystać z sześciu spośród tych piłkarzy - wyjaśnił "Zibi". - Ciąży jednak na mnie ta eliminacyjna porażka i winę za nią biorę na siebie - dodał Boniek.

INTERIA.PL/Sport
Dowiedz się więcej na temat: selekcjoner | Zbigniew Boniek | Boniek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje