Boiskowa śmierć Marca-Viviena Foe

Kilkanaście minut po zakończeniu półfinałowego meczu Pucharu Konferedacji pomiędzy Kamerunem i Kolumbią zmarł kameruński piłkarz, Marc-Vivien Foe - poinformowała FIFA.

Foe zasłabł w 71. minucie spotkania. Nieprzytomnego piłkarza zniesiono na noszach z murawy. Kamerun wygrał mecz 1:0. Komisarzem pojedynku w Lyonie był prezes PZPN Michał Listkiewicz.

Reklama

Lekarz FIFA Alfred Mueller powiedział, że przyczyna śmierci Foe nie jest jeszcze znana. Stwierdził, że Foe został poddany 45 minutowej akcji reanimacyjnej w punkcie pierwszej pomocy na Stade Gerland, ale lekarze nie byli w stanie przywrócić go do życia.

- Piłkarz Marc-Vivien Foe zmarł - oświadczył oficer medyczny FIFA Alfred Mueller. - Francuscy lekarze próbowali reanimować go przez 45 minut. W tym czasie niestety nie było żadnej reakcji piłkarza - dodał Mueller.

Dodał on, że przyczyna śmierci była "niezupełnie jasna". - Wolelibyśmy poczekać na sekcję zwłok - powiedział Mueller. - To bardzo złe wydarzenie dla międzynarodowej piłki, dla FIFA, dla zawodników, dla rodziny piłkarza oraz dla piłki w Kamerunie.

Mecz był rozgrywany przy wysokiej temperaturze (około 30 st. Celsjusza). Pomimo, iż turniej o Puchar Konfederacji był krytykowany za duże natężenia meczów w krótkim czasie po zakończeniu męczącego sezonu, to Foe grał w grupowej fazie tylko przez 154 minuty z 270 możliwych. Piłkarz Kamerunu nie wystąpił także w poniedziałkowym meczu z Nową Zelandią.

Marc-Vivien Foe miał 28 lat i na co dzień reprezentował barwy Manchesteru City. W reprezentacji Kamerunu rozegrał 64 spotkania, zdobywając 8 goli.

Od 2000 do 2002 roku Foe grał w Olympique Lyon i rozgrywał mecze na stadionie, na którym w czwartek zmarł.

- To stało się na moich oczach - powiedział Listkiewicz, który był komisarzem tego meczu. - Wszyscy tutaj myśleliśmy, że przeżyje, tymczasem ten chłopak umarł. To dramat. Przypadek był tak ciężki, że lekarze nie chcieli nawet zaryzykować transportu do szpitala, tylko reanimowali go na miejscu. Nie wiadomo, co będzie dalej, być może kolejne spotkania turnieju zostaną odwołane.

Tak się jednak nie stało i o godz. 21.00 w Saint Denis rozpoczął się drugi półfinał Francja - Turcja. Piłkarze i publiczność uczcili pamięć Kameruńczyka minutą ciszy.

Pojawiły się plotki, że Kamerun nie przystąpi do pojedynku finałowego, ale prezydent FIFA Sepp Blatter powiedział, że oczekuje przeprowadzenia meczu zgodnie z planem. - To nie jest przedstawienie, które musi trwać, to jest gra, która musi trwać - stwierdził Blatter.

INTERIA.PL/AP/PAP
Dowiedz się więcej na temat: zmarły | lekarze | Mueller | śmierć | FIFA

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama