Basałaj: Wierzę, że znaleźliśmy Guardiolę Wisły

Dlaczego Robert Maaskant został zwolniony, jaka będzie przyszłość zespołu i do jakich dojdzie transferów - m.in. takie tematy porusza w wywiadzie prezes Wisły Kraków, Bogdan Basałaj.

INTERIA.PL: Jak prezes najlepszego polskiego klubu ostatnich 15 lat i szef rady nadzorczej Ekstraklasy SA zapatruje się na najgoręcej komentowaną sprawę - usunięcie Orła z koszulek reprezentacji Polski?

Reklama

Bogdan Basałaj, prezes Wisły Kraków i przewodniczący rady nadzorczej Ekstraklasy SA: - Oczywiście, obiema rękami jestem za przywróceniem Orła. Dziwię się PZPN-owi, że dopuścił do jego usunięcia. Gdyby do mnie przyszedł ktoś z marketingu i zaproponował np. zmianę barw klubu, to poprosiłbym go, aby się rozpędził i uderzył o ścianę. Myślę, że już niedługo sam PZPN zmieni decyzję i przywróci godło.

Czy Wisła zwalniała Roberta Maaskanta również pod presją kibiców?

- Absolutnie nie. Owszem, fani odwiedzili nas po przegranych derbach. Takie wizyty, po ważnych meczach derbowych, to rzecz normalna w całej Europie. Piłkarze wyszli do kibiców, porozmawiać z nimi. Wiadomo, że ci chcieli wyrazić swoje niezadowolenie. Zresztą przed meczem derbowym nasza drużyna była na spotkaniu futsalowców Wisły, tam dostała wsparcie od fanów. Nie zapominajmy, że klub nie może funkcjonować w próżni. Wisła Kraków przetrwała ponad 106 lat między innymi dzięki wsparciu kibiców.

Co więc zaważyło na odejściu Maaskanta?

- Kiepskie wyniki w ostatnich miesiącach, styl gry zespołu i obawa, czy trener sobie poradzi w najbliższej przyszłości. Liczyliśmy na to, że zatrudniając szkoleniowca z Holandii będziemy umieli wygrywać, a także przyciągać tłumy kibiców porywającym stylem gry. Ostatnio szwankowało i jedno, i drugie. Nie zapominajmy jednak o tym, że Maaskant, dysponując zbudowanym w krótkim czasie zespołem, zdobył mistrzostwo Polski, odrabiając dużą stratę z rundy jesiennej i także wprowadził zespół do Ligi Europejskiej. Nie do przecenienia jest też marketingowa działalność Roberta. Sądzę, że tak rozumiejącego medialność trenera, jak on, nie ma w Polsce. Maaskant dokładnie wiedział, jakie są potrzeby dziennikarzy i kibiców, potrafił im sprostać. Rozumiał znaczenie promocji i komunikacji. Słynne jest jego zaangażowanie przy promocji sky-boksów, treningów dla dzieci czy akcji charytatywnych.

Czy odprawienie Maaskanta zostało uregulowane? Dzień po zwolnieniu sugerował, że Wisła nie jest skora do wypłacenia odszkodowania i będzie konieczna interwencja jego prawników.

- Ta wypowiedź padła pod wpływem emocji. Nie dziwię się, że one opanowały Roberta w takim momencie. Sprawa jest jasna: trener Maaskant ma ważny do czerwca kontrakt i będzie otrzymywał należną z tego tytułu gażę.

Już raz, przed sześcioma laty, Wisła była blisko Ligi Mistrzów - za kadencji Jerzego Engela uruchomiła trenerską karuzelę i nie zdobyła nawet mistrzostwa Polski. Rok później było jeszcze gorzej - drużyna wylądowała na ósmym miejscu, gdy trenerzy wylatywali jeszcze szybciej: Dan Petrescu, Dragomir Okuka, Adam Nawałka, a na koniec w roli tymczasowego Kazimierz Moskal. Nie zadrżała panu ręka, gdy powierzał pan zespół wielkiej legendzie klubu, ale niedoświadczonemu trenerowi, Kazimierzowi Moskalowi?

- Absolutnie nie. Każdy nosi "buławę generalską w swoim plecaku", a może Moskal będzie Guardiolą Wisły Kraków? Wbrew pozorom, nie ma wcale tak małego doświadczenia. Już długo pracuje z pierwszym zespołem, podglądał warsztat wielu fachowców, a sam ma także spore doświadczenie piłkarskie. Wierzę w to, że Kaziu sobie poradzi. Gdy przekazywałem mu zespół, zauważyłem błysk w jego oku. Kazimierz Moskal stanął przed wyzwaniem, wielką szansą. Zobaczymy, jak poradzi sobie z presją i czy ta praca mu się spodoba.

Trener Moskal nie ma jednak licencji do prowadzenia zespołu Ekstraklasy.

- Doraźnie ten problem został rozwiązany. Dostaliśmy z PZPN-u właśnie pismo ze zgodą na prowadzenie drużyny przez Kazia nawet do końca sezonu. Jest przepis, który umożliwia to asystentowi przejmującemu schedę po zwolnionym szkoleniowcu.

Trudno uwierzyć, że nie szukacie nowego trenera, gdyby opcja "Moskal" nie wypaliła?

- Nie widzimy na razie takiej potrzeby, aby kogoś szukać.

Nie powie pan, że nie macie innych kandydatów na trenera?

- Mamy sporo ofert, ale to nie my ich szukaliśmy. Świat jest globalną wioską i na wieść, że Wisła zwolniła trenera, zaczęli się zgłaszać do nas kandydaci. Jest ich wielu, ostatnio pewien menedżer przysłał aż sześć kandydatur. Z nikim jednak nie prowadzimy rozmów. Ani z Jimenezem, ani z Fornalikiem. Pracę Waldka Fornalika, jaką od kilku lat wykonuje w Ruchu, cenię, ale podkreślam - nie szukamy nowego trenera.

Powoli mija półtora roku od momentu pańskiego powrotu do Wisły. Jakie wrażenia?

- Gdy śledzę różne opinie, dochodzę do wniosku, że od wielkiego wygranego do wielkiego przegranego dzieli cię tylko krok. Gdy na początku obecnej kadencji spotykałem kibiców na mieście, wychwalali mnie pod niebiosa. Teraz zaczynają krytykować, bo drużyna nie wygrywa i gra brzydko. Niesamowicie szybko się to zmienia i myślę, że większość tej krytyki (ale tylko ostatnio) pod adresem całego klubu, pada niezasłużenie, w sposób krzywdzący. Są po prostu nietrafne. Jeszcze kilka miesięcy temu byliśmy stawiani jako wzór, z kolei inny polski klub jako coś najgorszego. Teraz jest prawie odwrotnie. W futbolu trzeba trochę więcej wypośrodkowania opinii. U nas zbyt często używa się słów skrajnych np.: kompromitacja czy rewelacja.

- A wracając do Wisły, ktoś może powiedzieć, że sami nadmuchaliśmy balon "Liga Mistrzów", ale co mieliśmy zrobić? Ogłosić, że nie interesuje nas awans do Champions League? Byliśmy tak blisko osiągnięcia go, a teraz mamy realne szanse na zdobycie mistrzostwa Polski, krajowego pucharu i wierzę, że nam się powiedzie. Ten zespół jest na tyle silny personalnie, że powinien sobie poradzić!

O ile ktoś go natchnie nowym duchem, który po odpadnięciu z Ligi Mistrzów jakby uleciał.

- Rozumiem, że po porażce w Nikozji piłkarze mieli prawo być załamani, wielu z nich płakało i w tej atmosferze mogła się nam przytrafić porażka z Lechią Gdańsk. Ale te następne już nie. Nasi piłkarze mają profesjonalne kontrakty, ich zadaniem jest realizowanie celów, które są przed nimi postawione, a nie rozpamiętywanie tego, co byłoby, gdybyśmy nie stracili gola w końcówce rewanżu z APOEL-em. Mają prezentować myślenie: "Chcę wygrywać, być number one!".

Przeprowadzicie w zimie transfery?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama