Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy - 15. kolejka

Za nami pierwsza wiosenna kolejka ekstraklasy i pora podsumować piłkarskie wydarzenia ze spotkań otwierających rundę rewanżową sezonu 2003/2004.

Zgodnie z tradycją powracamy więc do naszego zestawienia "Asów i Cieniasów", które jeszcze raz przybliży wam najważniejsze fakty z ostatnich ligowych zmagań w Polsce.

Reklama

ASY

Grzegorz Rasiak (Groclin Dyskobolia)

Napastnik reprezentacji w meczu z Dospelem Katowice dał prawdziwy popis swoich umiejętności. Niedzielnym występem pokazał jak skuteczny potrafi być w walce o górną piłkę. Strzelił głową dwie bramki i znakomicie asystował (także głową) przy trafieniu Sikory.

Z pewnością po meczu z Dospelem kibicom w Grodzisku nie doskwiera już tak bardzo brak Niedzielana. Szkoda, że fani Groclinu będą się cieszyli grą Rasiaka tylko do czerwca ...

Marek Saganowski (Legia Warszawa)

Od pierwszych minut meczu Legii z Odrą widać było, że jeden zawodnik szczególnie wyróżnia się na tle pozostałych. Był nim Marek Saganowski rzecz jasna. Już pierwsza jego akcja w polu karnym przyniosła Legii rzut karny, który sam poszkodowany zamienił na bramkę.

W kolejnych minutach meczu "Sagan" nie zwalniał tempa, raz po raz stwarzając zagrożenie pod bramką Odry. To również na nim został odgwizdany faul, po którym padła druga bramka dla warszawian. Jesteśmy pewni, że Saganowski w takiej formie sprawi, że kibice szybko zapomną o Stanko Svitlicy. A może warto by sprawdzić "Sagana" w meczu reprezentacji z USA...?

Maciej Żurawski (Wisła Kraków)

- Z pewnością te bramki pomogą mi w sferze psychiki - powiedział po meczu z Górnikiem Polkowice Maciej Żurawski. Kapitan wiślaków znów pokazał, że gdy kolegom gra się nie klei, mogą liczyć na niego. Dwie bramki strzelone z dystansu wystawiają "Żurawiowi" wysoką ocenę już na początku rundy. Widać, że napastnik Wisły nie przespał okresu przygotowawczego, tylko pracował za dwóch. Do stu bramek w lidze, Żurawskiemu brakuje już tylko dziesięciu trafień i jeśli utrzyma formę, to niedługo będzie w elitarnym gronie.

Tomasz Dawidowski (Amica Wronki)

Zaledwie kilka sekund potrzebował po wejściu na plac gry Tomasz Dawidowski, aby zdobyć gola w meczu Amiki z Polonią. Wyglądało to tak, jakby napastnik z Wronek chciał pokazać trenerowi Majewskiemu, że za długo trzymał go na ławce rezerwowych. Dawidowski hasał po flankach jakby miał wydolność zawodnika triatlonu. W kolejnych akcjach zaliczył dwie asysty przy golach Dembińskiego i następny mecz raczej rozpocznie w pierwszym składzie.

Zbigniew Marczyk (Sędzia z Piły)

Nie tylko piłkarze biegają na murawie i dlatego zdecydowaliśmy się wyróżnić arbitra spotkania Legia - Odra. Nagradzamy Zbigniewa Marczyka za zdarzenie z końcówki pierwszej połowy. Wtedy to pilski sędzia umiejętnie wychwycił brutalne zagranie Wróblewskiego na Górskim. Atak wyprostowaną nogą na piszczel mógł nawet zakończyć sportową karierę piłkarza z Wodzisławia. Pan Marczyk nie przestraszył się pełnych trybun na Łazienkowskiej i bez wahania pokazał boiskowemu łobuzowi czerwoną kartkę. Arbiter Marczyk dał tą odważną decyzją przykład jak należy temperować chamskie zachowanie piłkarzy.

CIENIASY

Radosław Wróblewski (Legia Warszawa)

Gorąca atmosfera na stadionie Legii Warszawa sprawiła, że Wróblewski zapomniał o tym, że jest na meczu piłki nożnej a nie na macie kick-boxingu. W 43. minucie meczu z Odrą pomocnik Legii zaatakował piszczel Wojciecha Górskiego. Oczywiście miał być to wślizg w piłkę, ale uniesiona w górę wyprostowana noga o mały włos nie sprawiłaby tragedii. Czerwona kartka pokazana przez sędziego Marczyka może zapali również w głowie "Wróbla" czerwone światełko i piłkarz będzie unikał kolejnych takich prób.

Działacze Górnika Zabrze

Ponad trzy miesiące czekali kibice w Zabrzu na wznowienie rozgrywek ligowych i jak na razie się ... nie doczekali. Właściciel zespołu, Marek Koźmiński budując i reklamując w mediach nową, młodą drużynę, kompletnie zapomniał zadbać o stan murawy zabrzańskiego obiektu.

Tłumaczenia prezesa, Koźmińskiego seniora, że nie spodziewał się ... takiej zimy (?) w Polsce na początku marca (!) wydają się zwyczajnie dziecinne i śmieszne. Oszczędności oszczędnościami, ale bez przesady panowie... Taka kompromitacja nie służy wizerunkowi czternastokrotnych mistrzów Polski. Swoją drogą należy również skarcić PZPN za to, że zgodził się przełożyć spotkanie na 24 marca, promując w ten sposób ... takie nieudacznictwo.

Defensywa Dospelu Katowice

0:6 to wynik bardzo wstydliwy dla zespołu piłkarskiej ekstraklasy. Gorycz takiej porażki po spotkaniu z Groclinem muszą przełknąć piłkarze Dospelu Katowice. Chociaż w naszych zapowiedziach nie zazdrościliśmy podopiecznym Jana Żurka tej "wycieczki" do Grodziska, to jednak nie przypuszczaliśmy, że katowiczanie "poprawią" swój wynik z jesiennej konfrontacji z Groclinem (0:4). Klęska w Grodzisku to jednak efekt katastrofalnej dyspozycji defensorów Dospelu, którzy kompletnie nie radzili sobie z "fruwającym" Rasiakiem i aż cztery gole stracili po strzałach z okolic 5 metra pola karnego. - Zagraliśmy bez jaj - te słowa Pawła Pęczaka to najlepszy komentarz niedzielnego meczu.

Ofensywa Wisły Płock

Skuteczność - zero. Pomysł na grę - zero. Bramek - zero. Gra ofensywna Wisły Płock to wielkie zero. Jeszcze kilka takich pojedynków i na stadion w Płocku kibicom nie będzie się chciało chodzić, bo po co uczęszczać na mecze, skoro brak w nich bramek?

Nawet reprezentant Polski Ireneusz Jeleń partaczył akcję za akcją, doprowadzając do załamania fanów "Nafciarzy". Do następnego meczu trener Jabłoński musi przypomnieć swoim podopiecznym, że bramka przeciwnika jest po to, aby umieścić w niej piłkę, a nie strzelać obok lub nad nią...

Odra Wodzisław

W meczu z Legią, od 43. minuty po czerwonej kartce Wróblewskiego, piłkarze z Wodzisławia grali w liczebnej przewadze, ale tej przewagi próżno było się dopatrzyć na Łazienkowskiej (chociaż wówczas przegrywali 0:1). Zespół Odry przez ponad pół godziny nie potrafił zagrozić rywalom, co niezbyt dobrze świadczy o taktycznych możliwościach tego zespołu.

Paradoksalnie, podopieczni Ryszarda Wieczorka gola strzelili dopiero, gdy z boiska za faul na Saganowskim "wyleciał" Roman Madej, ale wtedy Legia prowadziła już jednak różnicą dwóch bramek i gol z rzutu karnego Kwieka był tylko "honorowym" trafieniem.

Dowiedz się więcej na temat: kolejka | Saganowski | Warszawa | Katowice | napastnik | bramki | Legia Warszawa | asy i cieniasy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje