Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

Ta runda jest słaba - Wisła, Legia, sędziowie, wszystko słabe - to opinia jednego z naszych użytkowników po rozegranej w miniony weekend 18. kolejce Idea Ekstraklasy.

To fakt, forma dwóch czołowych drużyn naszej ligi musi martwić, ale są także drużyny imponujące wynikami w rundzie wiosennej. Mamy na myśli głównie "górnicze" jedenastki z Zabrza i Łęcznej, które w sobotę zainkasowały po trzy punkty.

Reklama

Jak się nie ma co się lubi, to...

ASY

Jan Woś (Odra Wodzisław)

To dzięki pięknej bramce strzelonej przez Jana Wosia, na Łazienkowskiej doszło do największej sensacji w 18. kolejce Idea Ekstraklasy. Pod wrażeniem uderzenia pomocnika Odry byli nawet niektórzy kibice stołecznej jedenastki, brawami nagradzając piłkarza.

Trzy punkty wywalczone przez Odrę mogą mieć niebagatelne znaczenie w walce o utrzymanie. "Strzał tej rundy" - jak sam określił Woś prawdopodobnie uratował także posadę Franciszkowi Smudzie na ławce trenerskiej Odry.

Michał Chałbiński (Górnik Zabrze)

Napastnik ekipy z Zabrza gości wśród wyróżnionych już po raz drugi z rzędu. Znów jednak jak najbardziej zasłużenie. W pojedynku z Cracovią, która wygrała dwa mecze z rzędu przed przyjazdem na Roosevelta, Chałbiński zdobył decydującego gola, zaliczając trzecie trafienie w trzecim kolejnym ligowym spotkaniu.

Napastnik Górnika zachował zimną krew w 55. minucie. Wówczas to otrzymał piłkę od Piotra Brożka i przelobował wybiegającego z bramki Marcina Cabaja. To wystarczyło, by zabrzanie wygrali 1:0 i wystarczyło do znalezienia się wśród Asów.

Bartosz Ślusarski (Groclin Grodzisk Wlkp.)

Dwa gole w trzy minuty, to naprawdę imponujący dorobek, a mogło być jeszcze lepiej, ale bramkarz Amiki w porę zażegnał niebezpieczeństwo. Trafienia napastnika Groclinu w końcówce pierwszej połowy meczu z Amiką, zupełnie odebrały chęć do gry podopiecznym Macieja Skorży.

Po takim występie Ślusarskiego, nie dziwi decyzja selekcjonera reprezentacji Polski Pawła Janasa, który powołał Ślusarskiego na towarzyski mecz z Meksykiem. W obecnym sezonie Ślusarski dziewięć razy znalazł sposób na bramkarzy rywali i jest najlepszym strzelcem swojego zespołu.

Dawid Plizga (GKS Katowice)

Nie trudno jest być gwiazdą w zespole, który odnosi same zwycięstwa. Gorzej wybić się w drużynie, która przegrywa wszystkie mecze i jest głównym kandydatem do spadku. Od początku rundy wiosennej Dawid Plizga wyróżnia się na tle młodych graczy GKS-u Katowice. W sobotnim meczu w Łęcznej, kiedy katowiczanie grali w 9 przeciwko 11 rywalom, Plizga - niczym wybitny narciarz na stoku - minął kilku obrońców Górnika i po jego zagraniu Grzegorz Kmiecik zdobył kontaktową bramkę.

Nawet jeśli GKS spadnie do drugiej ligi, to Plizga w przyszłym sezonie znów będzie grał w Idea Ekstraklasie, bo nazwisko tego zdolnego piłkarza na pewno znalazło się już w notatnikach kilku prezesów.

Ireneusz Jeleń (Wisła Płock)

Ciekawe kiedy Ireneusz Jeleń opuści drużynę z Płocka, bo to że opuści wydaje się tylko kwestią czasu... Napastnik Wisły w miniony weekend wpisał się na listę strzelców i to znów dwukrotnie (dwa gole strzelił także w środę w Pucharze Polski).

I choć ogranie fatalnie spisującej się defensywy Polonii nie było nie lada wyczynem, to łatwość z jaką Jeleń zdobywa gole może imponować.

CIENIASY

Defensywa warszawskiej Polonii

- Zagraliśmy dzisiaj żenująco w obronie - powiedział po meczu z płocką Wisłą, Marek Motyka. Szkoleniowiec "Czarnych Koszul" miał rację, bo to co wyprawiała defensywa gospodarzy w składzie Duda - Udarevic - Stokowiec - Jakosz wołało o pomstę do nieba.

Postronnym obserwatorom chciało się śmiać, gdy widzieli z jaką łatwością piłkarze z Płocka dochodzili do sytuacji strzeleckich. Tylko kibicom Polonii nie było do śmiechu.

Tomasz Pacuda (Częstochowa)

Ostatnio modne wśród sędziów jest karanie zawodników czerwonymi kartkami za uderzanie łokciem w twarz. Dla niektórych arbitrów wymierzenie takiej kary stało się wręcz obsesyjnym marzeniem.

Sędzia Tomasz Pacuda nie chciał dłużej zwlekać z realizacją życiowego marzenia i w niedzielę przed meczem Wisła - Pogoń postanowił, że nadszedł ten czas... Jako ofiarę wybrał sobie Mauro Cantoro, który dopiero co odpokutował karę za uderzenie Artura Andruszczaka. Argentyńczyk chyba przeczuwał, że Pacuda bacznie przygląda się jego grze, bo przez 74 minuty nie dopuścił się żadnego faulu. Presja na realizację marzenia była u arbitra z Częstochowy jednak tak wielka, że w niegroźnym starciu Cantoro z Divecky'm wymyślił sobie brutalne zagranie Argentyńczyka. - Wow... Koledzy mieli rację. Bardzo podniecające jest pokazanie czerwonej kartki za taki faul - pomyślał sobie zapewne Pacuda.

Panie sędzio, kibice nie mogą zabronić Panu marzyć, bo to wolno każdemu. Prosimy jednak, aby marzył Pan o gorących plażach, szybkich autach, pięknych dziewczynach... Marzenia piłkarskie prosimy zostawić piłkarzom i kibicom.

Arkadiusz Malarz (Amica Wronki)

Bramkarz Amiki przy golach Bartosza Ślusarskiego nie miał nic do powiedzenia, ale trzeci gol strzelony przez Groclin obciąża jego konto. Malarz na linii pola karnego chciał złapać piłkę, ale ta wypadła mu rąk.

Bramkarz "kuchennych" desperacko próbował naprawić swój błąd, ale Adrian Sikora zdołał wyłuskać piłkę i nie pozostało mu nic innego jak skierować ją do pustej bramki. Do feralnej 77. minuty Malarz spisywał się całkiem poprawnie, fatalna interwencja może jednak spowodować, że następny mecz Amiki może rozpocząć na ławce rezerwowych.

Piłkarze Legii Warszawa

Pięć punktów w pięciu meczach - to wiosenna zdobycz Legii Warszawa. Oczekiwania właścicieli i kibiców na pewno były o wiele większe. Wcale nie jest takie pewne, że legioniści zagrają w przyszłym sezonie w europejskich pucharach, bo zajmująca czwarte miejsce w tabeli Amica, ma dwa mecze rozegrane mniej, a tylko cztery punkty straty do podopiecznych Jacka Zielińskiego.

W rozmowach redakcyjnych znaleźliśmy dwie przyczyny słabej postawy Legii. Pierwsza to zbyt luźne i koleżeńskie relacje na linii trener - piłkarze, a druga to brak motywacji. Legia zawsze grała o najwyższe cele, a obecna przewaga Wisły Kraków gwarantująca jej mistrzostwo, być może odebrała chęć gry zawodnikom z Warszawy.

Ten sezon Legia może spisać już na straty, a działacze już powinni w zaciszu gabinetów szukać trenera na kolejne rozgrywki. Tylko niech zatrudnianie szkoleniowca nie dzieje się na łamach gazet, jak to miało miejsce przy rozmowach z Josefem Chovancem i Dariuszem Wdowczykiem.

Vlastimil Vidliczka&Jakub Błaszczykowski (Wisła Kraków)

Okazuje się, że kibice Wisły Kraków słusznie obawiali się luki, która powstała na prawej stronie po sprzedaży do FK Moskwa Damiana Gorawskiego. Za pieniądze z tego transferu działacze krakowskiego klubu wzmocnili drużynę 19-letnim Jakubem Błaszczykowskim i Czechem Vlastimilem Vidliczką. Ale ci dwaj gracze razem nie stanowią nawet połowy wartości, którą dawał Wiśle Gorawski. Zwody Błaszczykowskiego budziły uśmiech politowania na twarzy Grzegorza Matlaka, który bezbłędnie wyłuskiwał piłkę spod nóg młodego wiślaka.

O ile Błaszczykowski może się jeszcze przy Reymonta rozwinąć, to trudno liczyć, żeby wielką karierę w zespole Białej Gwiazdy zrobił Vlastimil Vidliczka. Widocznie nieakceptowany przez kolegów, a przez to odcięty na boisku od podań, pokazał w niedzielę jedynie kilka niezdarnych podań do tyłu. A jego pobyt na boisku polegał głównie na schodzeniu z drogi szarżującego prawym skrzydłem Macieja Żurawskiego.

Cytat kolejki: - Wcześniej, takich przeciwników jak Pogoń, bez problemu rozkładaliśmy na łopatki i nie musieliśmy się stresować jaką decyzję podejmie sędzia. Teraz natomiast już drugi raz z rzędu w kontrowersyjnych okolicznościach kończymy mecz. - Tomasz Frankowski (Wisła Kraków).

Dowiedz się więcej na temat: Legia Warszawa | Wisła | kibice | malarz | mecz | jeleń | gole | bramkarz | mecze | marzenia | gks | napastnik | idea | asy i cieniasy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje