Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

Wisła Kraków wciąż pozostaje jedyną, niepokonaną drużyną w piłkarskiej ekstraklasie. Mistrz Polski z łatwością pokonał Legię Warszawa 2:0 w meczu na szczycie 10. kolejki, a bohaterem meczu obwołano Artura Boruca.

Ta kolejka zdecydowanie należała do bramkarzy. Na naszej liście Asów obok Boruca znalazł się Jacek Banaszyński, a otarli się o nią Krzysztof Pilarz (Pogoń), Robert Mioduszewski (Łęczna), a nawet Dariusz Klytta (GKS).

Reklama

Niestety znów o sobie przypomnieli sędziowie. W kilku meczach ich wątpliwe decyzje doprowadzały do niepotrzebnych spięć na boisku, a jeden z nich o mały włos nie został pobity.

Zapraszamy do lektury naszego tradycyjnego podsumowania kolejki w piłkarskiej ekstraklasie.

ASY

Artur Boruc (Legia Warszawa)

- Byliśmy słabsi od Wisły i tylko szczęściu zawdzięczamy, że nie przegraliśmy większą różnicą goli - przyznał po meczu w Krakowie Artur Boruc. Bramkarz Legii jest niezwykle skromny, bowiem to nie uśmiech fortuny, ale właśnie on zapobiegł klęsce ekipy ze stolicy przy Reymonta.

Boruc imponował pewnością interwencji, skutecznością w grze na przedpolu i udanymi paradami w sytuacjach sam na sam. To jest następca Jurka Dudka - powiedział o golkiperze Legii Tomasz Frankowski, który w piątek przegrał kilka pojedynków jeden na jeden z Borucem.

Jacek Banaszyński (Polonia Warszawa)

"Cichym bohaterem meczu został bramkarz Jacek Banaszyński. W 27. minucie nie dał się pokonać Piotrowi Rockiemu z rzutu karnego (faul Stokowca na Wosiu), a kwadrans przed zakończeniem spotkania obronił kąśliwe uderzenie Mariusz Muszalika"

Powyższy cytat z naszej relacji ze spotkania Polonii z Odrą mówi wszystko. Warto tylko dodać, że "Czarne Koszule", główne dzięki Banaszyńskiemu, wygrały przy Konwiktorskiej 1:0.

Lubos Michel (sędzia ze Słowacji)

Kolejny udany występ w naszej ekstraklasie zanotował międzynarodowy arbiter ze Słowacji. Lubos Michel, który prowadził meczu na szczycie Wisła - Legia, spisywał się w Krakowie wzorowo.

Słowak już kiedyś gościł wśród Asów. Było to po spotkaniu Legia - Wisła w ubiegłym sezonie. Teraz było jeszcze lepiej.

Tomasz Kłos (Wisła Kraków)

Obrońca mistrzów Polski rozegrał w piątek bardzo dobre spotkanie, a jego drużyna pokonała 2:0 Legię Warszawa. Kłos nie dość, że prawie bezbłędnie spisywał się w obronie, to jeszcze otworzył wynik tego meczu.

Już w 2. minucie najwyżej wyskoczył do dośrodkowania Marka Zieńczuka i z paru metrów pokonał Artura Boruca. - Cieszę się, ze strzelenia bramki, ale meczu nie wygrywa jeden zawodnik, a cały zespół. Cieszy również to, że nie straciliśmy gola - powiedział piłkarz zaraz po spotkaniu na czacie w INTERIA.PL.

Ireneusz Jeleń (Wisła Płock)

Napastnik "nafciarzy" prezentuje w tym sezonie nieustabilizowaną formę. Co prawda zdobył w rundzie jesiennej już pięć bramek, ale uczynił to tylko w dwóch meczach. W spotkaniu przeciwko Polonii Warszawa w piątej kolejce ustrzelił hat-tricka, a w sobotę w dziesiątej serii gier dwukrotnie pokonał bramkarza Zagłębia Lubin.

- Za mało jest treningów strzeleckich - żalił się przed tym meczem Jeleń na antenie stacji Canal +. Tym bardziej należą mu się pochwały szczególnie za drugiego gola sobotniego spotkania. W 53. minucie Jeleń otrzymał prostopadłe podanie i przebiegł z piłką blisko 40 metrów nim, na całkowitym luzie przerzucił futbolówkę nad Madariciem.

CIENIASY

Cracovia

Porażka jest wliczona w sport. Można przegrać z każdym, ale trzeba to zrobić po walce. Wtedy nikt nie może mieć do drużyny pretensji. W sobotę tej woli walki zabrakło zespołowi "Pasów". Rewelacyjny beniaminek z Krakowa przyjechał do Katowic na spotkanie z "czerwoną latarnią" ligi, jako zdecydowany faworyt, a przez 90 minut stworzył sobie może ze dwie sytuacje do zdobycia gola. - Zagraliśmy najsłabszy mecz w sezonie. Katowice zasłużyły na wygraną - powiedział Wojciech Stawowy, trener Cracovii. - Nie byliśmy tak zdeterminowani jak rywal - stwierdził Łukasz Skrzyński, obrońca "Pasów".

GKS niczym w sobotę specjalnie nie zachwycił, ale przynajmniej jego piłkarze ambitnie walczyli przez całe spotkanie i widać było, że bardzo chcą odnieść zwycięstwo, czego nie zaobserwowaliśmy u gości.

Piotr Lech (Górnik Zabrze)

Bramkarzowi Górnika Zabrze niewiele brakuje do 300 meczów w polskiej ekstraklasie, a w sobotę dwukrotnie zachował się jak, za przeproszeniem, gówniarz. Najpierw nie wytrzymał nerwowo w 48. minucie, gdy zaczął szarpać arbitra tego spotkania Tomasza Cwalinę, za co zobaczył żółtą kartkę. Co prawda wcześniej sędzia uznał dość kontrowersyjną bramkę Sebastiana Mili dla Groclinu Dyskobolii, ale zachowanie zaprezentowane wtedy przez Lecha bardziej pasuje do panów spod budki z piwem niż piłkarza ekstraklasy.

Natomiast to co bramkarz Górnika zrobił w 65. minucie wymyka się wszelkim klasyfikacjom. Po złapaniu piłki w ręce popędził z nią i wpadł na stojącego Bartosza Ślusarskiego, sugerując, że napastnik Groclinu przeszkadza mu w wyprowadzeniu akcji. Sędziemu Cwalinie nie pozostało nic innego jak wyrzucić Lecha z boiska.

Tomasz Cwalina (sędzia z Gdańska)

Sędzia Cwalina wrócił na ligowe boiska po przymusowej przerwie spowodowanej błędami w meczu Wisła Płock - Polonia Warszawa i teraz znowu będzie miał szansę odpocząć. Arbiter z Gdańska w spotkaniu pomiędzy Groclinem i Górnikiem kilka razy kompletnie się pogubił. Co do sytuacji z golem zdobytym przez Sebastiana Milę w 48. minucie, to trudno jednoznacznie ocenić czy arbiter się pomylił. Pomocnik Groclinu szybko wykonał rzut wolny, podyktowany za faul na nim, czym zupełnie zaskoczył rywali. Uznanie tej bramki nie jest błędem jeżeli Tomasz Cwalina wcześniej nie zaznaczył, że należy wznowić grę na gwizdek. Po meczu piłkarze Górnika mówili, że tak właśnie było, Mila niczego takiego sobie nie przypominał.

Po uznaniu tej bramki nie wytrzymał Piotr Lech, bramkarz Górnika, który słownie (poj... Cię) i fizycznie (szarpanie arbitra) znieważył Cwalinę. Za swoje zachowanie zobaczył tylko żółtą kartkę, a powinna być czerwona. Lech w końcu wyleciał z boiska ( w 65. minucie), kiedy specjalnie wpadł na Bartosza Ślusarskiego, napastnika Groclinu, sugerując, że ten przeszkadza mu w wyprowadzaniu akcji. Czerwona kartka dla bramkarza Lecha całkowicie słuszna, ale za co Ślusarski ujrzał "żółtko"? Doprawdy nie wiemy.

Marcin Krysiński (Odra Wodzisław)

Oj nerwowo było przy Konwiktorskiej. Nie wytrzymali głównie piłkarze Odry i z murawy musieli "wylecieć" Wojciech Grzyb oraz Marcin Krysiński.

Na udział w gronie Cieniasów" zasługuje wybitnie postawa tego drugiego. Gracz Odry w chamski sposób popchnął bowiem - już za linią boczną boiska - Jacka Kosmalskiego. Prowadzący to spotkanie Jarosław Żyro nie miał najmniejszych wątpliwości i wyrzucił Krysińskiego z placy gry.

Atak Amiki Wronki

Nasza eksportowa drużyna wciąż pokazuje, że grać nie potrafi, a awans do fazy grupowej Pucharu UEFA, zawdzięcza jedynie bardzo słabemu przeciwnikowi w 1. rundzie. Wronczanie upokorzeni przez Glasgow Rangers wciąż chyba nie zaleczyli moralnego kaca, bo w Szczecinie ograł ich beniaminek. Pogoń walczyła z Amiką jak równy z równym i trzy punkty zostały na Twardowskiego. W grze Amiki szczególnie zawodzą napastnicy. Nie lubimy patrzeć piłkarzom w metryki, ale wiekowi Kryszałowicz i Dembiński marnują w ciągu 90 minut tyle czystych sytuacji, że można by nimi obdzielić kilku innych napastników. Jeśli "Kryszał" i "Dembina" nie wyregulują celowników, to marzenia o wyjściu z grupy w Pucharze UEFA, trzeba będzie uznać za nierealne.

Cytat kolejki:

Panie Bugaj, jak się pan dalej będzie tak przewracał, to przypier**** panu żółtko - Artur Bugaj zacytował słowa sędziego Roberta Małka w przerwie meczu Pogoń-Amica.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama