Adolf Dassler i jego słynne buty

Rok 1920. Miasteczko jeszcze spało. Łuna świateł przemykającego z wolna samochodu omiatała szereg szyldów szewskich zakładów.

Nic dziwnego, przecież w słynącym z ogromnego wkładu w rozwój tegoż rzemiosła Herzogenaurach już około roku 1860 sprezentowano bogatszym klientom filcowe pantofle, nieco później oddając do użytku nawet skórzane obuwie. Potężniejszy podmuch wiatru rozkołysał na poły otwartą okiennicę, prowokując do silnego uderzenia o futrynę. Przeszywający dźwięk wyrwał ze snu 20-letniego młodzieńca. Kur jeszcze nie piał, przecieranie zaspanych oczu równało się mitrędze?

Reklama

Adolf Dassler znów wygodnie ułożył się w umoszczonym starannie łożu. Sen jednak nie nadchodził. Pierwsza wojna światowa pozostawiła w Niemczech spore spustoszenie. Jeśli nie takie widoczne, namacalne, to następstwa okrutnej pożogi przekłuwały serca i dusze szeregowych obywateli. Gospodarka kuleje, miejsc pracy niczym na lekarstwo.

- Uczyłem się na piekarza, ale zajęcia nie mam. Od dłuższego czasu ceruję, naprawiam buty. W ten sposób do końca życia będę klepał biedę - mamrotał pod nosem Adi, przewracając się z boku na bok, nie mogąc doczekać się zbawiennej błogości odpoczynku. Wtem poderwał się z materaca, z łomotem zeskakując na drewnianą podłogę. Skrzypienie podłoża o tak wczesnej porze wyrwało matkę na krótką chwilę ze snu, lecz przyzwyczajenie do reakcji latorośli nie zepsuło rodzicielce humoru. Brzęk kluczy nieco spłoszył delikwenta o kruczoczarnych kędziorach.

Chwilowy harmider nie spowodował jednak zaniechania - Adolf przemierzył trzy schodki prowadzące do matczynego królestwa, pralni mierzącej całe 20 kwadratowych metrów. Pod oknem na wypucowanym stoliku stały równiutko poukładane pary zdezelowanych butów. - W domu się nie przelewa. Trzeba pomóc ojcu w codziennej harówce - pomyślał chłopak, chwytając dziarsko pierwszego z brzegu "pacjenta". Spojrzał przez zaparowaną szybę w dal. Nagle odwrócił się na pięcie i z pełną pasją cisnął butem o ścianę. - Dość tego! - krzyknął ze złością.

Obuwnicza premiera

Podania, legendy, domysły przeżywają swe najpiękniejsze chwile, gdy rzecz rozbija się o wydarzenia odległe czasowo, kiedy brakuje dokumentów na potwierdzenie swoistego biegu historii. Podobnie dzieje się w kontekście niejakiego Adolfa Dasslera, pewne momenty z jego życia pozostają zamazane, choć to przecież jedna z najważniejszych person przemysłu sportowego! Powyższa opowieść pokrywa się z naszymi wyobrażeniami o tamtym okresie z życia wziętego piłkarza i lekkoatlety, nie fałszując jednocześnie najbardziej ważkich faktów.

W rzeczonym 1920 roku niedoświadczony jeszcze człowiek postanowił zmienić swój żywot. Odkąd pamięć jemu teraźniejszych sięga, Adi uwielbiał przesiadywać godzinami w pralni swej matki, grzebać przy butach, nie tylko usuwając usterki, ale - czasem ku niezadowoleniu ojca i klientów - również dodając wykreowane naprędce ulepszenia. Trudno jednak pomoc w zakładzie szewskim nazwać szczytem marzeń utalentowanego młokosa. Ów dar od Boga ujawnił się w tym samym jeszcze roku, bowiem wówczas powstały pierwsze sportowe buty spod wprawnych dłoni Adolfa Dasslera. Płócienne obuwie biegowe zostało wycenione na dwie marki Rzeszy Niemieckiej i - jak głoszą przychylni - sprzedawało się całkiem nieźle.

Fabryka butów

"Szewski geniusz" należał do grupy ludzi uczciwych, rzetelnych, kolokwialnie określanych mianem porządnych. Prócz wymienionych przymiotów, Adi wyróżniał się umiejętnością artykułowania własnej filozofii działania. Nawet w dzisiejszych, jakże odmiennych czasach często zdarzają się zaniedbania na tym punkcie. "Macher" z Herzogenaurach doskonale jednak wiedział, do czego dąży, w którym kierunku zmierza. Optymalne dopasowanie buta do wymagań danej dyscypliny, ochrona zdrowia, wytrzymałość konkretnych modeli - w ten sposób definiują się trzy główne "dasslerowe przykazania".

Ogromnym atutem autora powyższych przesłanek stał się bezpośredni kontakt do sportowców najwyższego szczebla. Adi sam aktywnie uprawiał sport, zatem podczas wielu startów zawarł ciekawe znajomości lub zaprowadził prowizoryczną bazę kontaktów, zaś dzięki zaangażowanemu dialogowi ciągle odpowiadał na zapotrzebowanie ze szlachetnych aren. "Głównemu ideologowi" doskwierała pewna samotność i w tym kontekście dalekosiężne zamierzenia mogły rychło obrócić się w niwecz. Już w 1923 roku Adolf przekonał swego brata, Rudolfa, by przystąpił do swoistej braterskiej spółki.

Kilka konwersacji wystarczyło w zupełności, by zyskanie partnera stało się nie do zanegowania. Niecałe dwanaście miesięcy później obaj dżentelmeni zarejestrowali firmę Gebrüder Dassler Schuhfabrik.

Pierwsza Olimpiada

Od chwili inauguracji wspólnego przedsięwzięcia nastąpił właściwie naturalny, ale przede wszystkim jasny podział. Adolf zajmował się projektowaniem kolejnych produktów, specjalizacją badawczą, konstrukcyjną, natomiast "kochany Rudolf" zajął się odcinkiem, wedle dzisiejszej nowomowy zwanym szeroko zakrojonym marketingiem. W pierwszym roku "rodzina" odprowadzała podatki na rzecz skarbu Rzeszy za 12 pracowników, biorąc pod uwagę także ludzi związanych familijnymi więzami. Stosunkowo nieliczna załoga potrafiła osiągnąć dzienną normę na poziomie 50 par butów.

Bodaj najistotniejszym aspektem wprowadzenia "zakładu produkcyjnego" na właściwe tory okazało się permanentne parcie naprzód, pokonywanie kolejnych przeszkód i w konsekwencji poszukiwanie alternatywnych form ewolucji "prywatnego biznesu". Jednoznacznie jako znakomity pomysł trzeba ocenić wydzierżawienie fabryki (1927), dzięki czemu wydajność pracy wzrosła o 100 procent, czyli do 100 schodzących z maszyny, lśniących sportowych pantofli. Naonczas zatrudniano już 25 osób, zatem skład osobowy pęczniał relatywnie szybko.

Rosnąca popularność "nożnego odzienia" od Dasslerów przerosła oczekiwania nawet samych zainteresowanych. Pogłoski o znakomitych wyrobach doszły także do zawodników szykujących się na występy podczas Igrzysk Olimpijskich w Amsterdamie (1928). Kilku z nich zdecydowało się na start w dostarczonym sprzęcie i... nie żałowali. Nie żałowali także spokrewnieni mężczyźni, bowiem zarobione środki wystarczyły spokojnie na wykupienie użyczanej do tej pory fabryki. Dość napisać, że w 1930 roku rocznie "kuźnię obuwniczą" opuszczało 10500 kompletów butów biegowych oraz 18500 piłkarskich. Z mozołem zdobywana znakomita reputacja pozwalała zwiększać sprzedaż, z której stosowna pula środków zawsze była inwestowana w rozbudowę infrastruktury lub rozszerzenie kadry pracowniczej.

W połowie lat 30. minionego stulecia bracia "obsługiwali" już 11 dyscyplin, przekazując do użytku 30 różnych modeli. Na chwałę firmy w pocie czoła uwijało się niemalże 100 wykwalifikowanych robotników.

Buty czy łyżwy?

- Wykorzystanie do promocji Jesse Owensa dało braciom status odkrywców marketingu sportowego - opowiada pani historyk, Irene Lederer. Rzeczywiście, paradoksalny sukces czarnoskórego lekkoatlety w czasie nazistowskich-berlińskich IO (1936), sięgającego po cztery złote krążki, dało asumpt do wykorzystania wizerunku znakomitego gladiatora bieżni w procesie propagowania "dzieł Dasslera". W późniejszym okresie Adolf wykorzystywał także oblicza innych znanych osobistości - Muhammada Ali, Max Schmelinga, Seppa Herbergera oraz Franza Beckenbauera, nie wspominając o gwiazdach dzisiejszego futbolu.

Po triumfie i swoistym przełomie roku 1936 wydawało się, iż cały świat stoi otworem. "Rodzina" tuż przed wybuchem następnej, drugiej już światowej wojny oficjalnie świętowała otwarcie wrót drugiej fabryki. Niestety, radość płynącą z wszelkiego progresu nachalnie, wręcz brutalnie zahamowała konfiskata mienia przez wszechwładne wtedy rządy hitlerowskie. "Brunatna wierchuszka" zażyczyła sobie razu pewnego, by wykorzystać hale do produkcji wojskowego oprzyrządowania. Nieznoszące sprzeciwy żądanie spełzło na niczym, ponieważ zastane na terenie maszyny nijak nadawały się do zechcianego celu, toteż firma otrzymała rozkaz wytwarzania obuwia dla żołnierzy. Gdy najgorszy okres dobiegł końca, przestronnymi pomieszczeniami zainteresowali się alianci. Każdy sobie rzepkę skrobie - chciałoby się wyrzec. "Wybawcy" zaplanowali, iż pod okiem Dasslerów rozpocznie się seryjny wyrób łyżew hokejowych.

Rozłam

Prywatnemu przedsiębiorcy bardzo trudno przystosować się do warunków zwierzchnika, systemu komenderowania własnymi poczynaniami, toteż Adolf Dassler już w 1947 roku zapragnął znów zaistnieć na rynku. Zgliszcza okalające budynki, znajdujące się w posiadaniu braterskiego duetu, nie zwiastowały złotej ery. Brak elementarnych materiałów, komponentów spowodował konieczność poszukiwań substytutów. Adi zaprojektował pierwsze powojenne buty z brezentu oraz gumy pochodzącej z amerykańskiego baku paliwa.

W błyskawicznym tempie udało się zwerbować 47 pracowników i "Schuhfabrik" znów nabrała wigoru. Następne tygodnie i miesiące zakończyły jednak przedwojenną idyllę braterskich stosunków. - Plan rozwoju oraz wizje na przyszłość obu Dasslerów były zbyt odmienne, przepaść powiększała się coraz bardziej - donosi kronikarz lokalnego tytułu, "Herzogenauracher Heimatblatt". Może faktycznie uwielbiający dłubaninę i pracę organiczną Adolf nie potrafił znaleźć wspólnego języka z Rudolfem, ale nad miastem unosi się duch pewnej plotki. - Właściwie poszło o kobiety - upiera się przy swoim stanowisku Herbert Haas, parający się taksówkarską profesją człowiek, swego czasu wożący obu braci.

Większość źródeł odnośnie rozłamu milczy, nie siląc się nawet na najmniejszą wzmiankę. Dzięki zastosowaniu sztuki researchingu udało nam się dotrzeć do tej wypowiedzi, choć trudno ręczyć za te słowa głową?

Cud w Bernie

Niezależnie od powodu przygaśnięcia "familijnej miłości", Adolf Dassler nie zasypiał gruszek w popiele. Rok 1948 to data powstania firmy adidas, wywodzącej swą nazwę od pierwszych trzech liter zdrobnienia imienia, a także nazwiska. Już w następnym Adi postanowił zastrzec znak towarowy adidasa - słynne "trzy paski", początkowo służące w żadnym wypadku do rozpoznawania marki, lecz do wzmocnienia konstrukcji buta. Brat Rudolf wcielił w życie zamysł projektu pod kryptonimem Puma, zawierający w statucie stworzenie konkurencyjnej firmy. Paralelne działanie obu producentów napędziło koniunkturę, doprowadziło do branżowego wyścigu.

W początkowej fazie swoistego współzawodnictwa nic jednak nie mogło równać się z dokonaniem adidasa. Sławetny "Cud w Bernie" - niespodziewane zdobycie tytułu mistrzów świata przez Niemców po finałowej wiktorii nad niepokonaną bardzo długo drużyną Węgier - nie byłby możliwy, gdyby nie zastosowanie ówczesnego wynalazku technicznego. Wkręcane kołki jawią się także dziś jako element współdecydujący o sukcesie.

Deszczowa aura niezwykle utrudniła grę, woda opadowa pokryła murawę stadionu Wankdorf kałużami, tworząc maź i powodując nieustanne poślizgi piłkarzy. Legendarny Sepp Herberger, selekcjoner Niemców, miał u swego boku właśnie Adi Dassler, który w przerwie wymienił kołki na dłuższe. Węgrzy nie mogli posiłkować się tym fortelem i nadal "jeździli" po boisku, kiedy Niemcy z łatwością utrzymywali przyczepność. Dziś mówi się nawet, iż dwunastym zawodnikiem był Herberger. Trzynastym - Adolf Dassler.

Ten rywal zza miedzy

Ponad 700 opatentowanych modeli i wzorów butów, eksperymenty z podeszwą ze skóry rekina oraz tą z kangura na wierzchu - adidas pod wodzą znamienitego szefa pędził ku doskonałości. Ochota pilnego chowania przed "wrogą Pumą" tajemnic doprowadziła jednak do niewiarygodnych sytuacji. Po dziś dzień atmosfera uległa nieco rozrzedzeniu, jednakże za życia obu braci gęstniała z dnia na dzień.

Pracownicy korzystali z dobrodziejstw zupełnie innych lokali, nim poczęli rozmowę spoglądali na buty i "przynależność", zaś mezalians w ogóle nie wchodził w rachubę. Kiedy Adolf opuścił ziemski padół (1978), interesy przejął syn - Horst. Rzutki zarządca jeszcze przyspieszył ekspansję ogólnoświatową, mniej interesując się życiem za miedzą. Z drugiej strony, mimo panujących trendów rozwojowych i pewnych standardów etykiety biznesowej, pewne zachowania pozostają niezmienne.

- Jeśli już obserwujemy jakiegoś rywala, to tego przewodzącego rynkowi (Nike - dop. red.), a nie tego, który znajduje się daleko za nami - słowa szefa marki adidas, Ericha Stammingera, w kierunku Pumy niech zaświadczą o przyjaznych kontaktach.

Marcin Gabor - Tylko Piłka

Dowiedz się więcej na temat: fabryka | firmy | buty

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje