Zieńczuk: Mogłem strzelić pięć bramek...

- Ja sam mogłem strzelić tutaj 5 bramek, ale niestety nie udało się. Na pewno zawiedliśmy naszych kibiców i na pewno nic im tego nie wynagrodzi. Taki jest ten sport i trzeba przełknąć kolejną gorzką pigułkę - powiedział po przegranym 1:4 meczu z Panathinaikosem Ateny Marek Zieńczuk.

- Mamy jeszcze kilka celów do zrealizowania w tym sezonie i musimy się szybko pozbierać. Zdaję sobie sprawę, że w jeden dzień nie zapomnimy o tej porażce i pewnie będziemy ją pamiętali do końca sezonu - dodał.

Reklama

Mogłeś odmienić losy tego meczu.

Owszem, gdybym trafił w tych sytuacjach jakie miałem to mogłoby być 5:3 dla Wisły. Jednak zabrakło trochę szczęścia, może trochę umiejętności oraz zimnej krwi i wszystkiego po trochu. Na pewno wracalibyśmy do Krakowa w zupełnie innych nastrojach.

Wielki żal pozostał w sercu?

Bardzo wielki żal. Bardzo to wszyscy przeżywamy tak, jak na pewno setki, a może tysiące kibiców w Polsce. Nie wiem co powiedzieć na otarcie łez. Staliśmy się, próbowaliśmy. Było bardzo blisko. Po strzelonej bramce przez Radka Sobolewskiego, nagle wszystko znów odwróciło się na naszą niekorzyść.

Z tych sytuacji jakie miałeś, jedna naprawdę była świetna, gdy byłeś sam na sam z bramkarzem.

Rzeczywiście, to była bardzo dobra sytuacja. Dostałem podanie od Pawła Brożka i zabrakło zimnej krwi. Może powinienem poszukać innego rozwiązania. Kiedy kolejne strzały nie wpadały przy długim słupku, może powinienem podciąć piłkę i może wtedy by wpadło.

Gdy schodziłeś z boiska, myślałeś że tak źle może się skończyć?

Nie schodziłem z boiska z jakimiś obawami. Mieliśmy przecież dobry wynik 0:0. Byłem wściekły na siebie, że nie wykorzystałem tych sytuacji, bo pewnie inaczej ten mecz by się ułożył. Gdy padały kolejne bramki dla Panathinaikosu, byłem wkurzony, że nie mogę pomóc kolegom.

Wciąż tracicie dużo bramek po stałych fragmentach gry. Dlaczego?

Rzeczywiście dużo tracimy bramek po stałych fragmentach gry. Naprawdę nie wiem z czego to się bierze, bo i trener nas uczula i media mówiły nam o tym. Przecież trenowaliśmy takie sytuacje i naprawdę dobrze nam to wychodziło na zajęciach, ale trening to nie jest to samo co mecz o dużą stawkę.

Co dalej? Czy jest sens grać w klubie, przed którym bramy Ligi Mistrzów są zatrzaśnięte chyba na zawsze?

Grać na pewno trzeba, bo przecież są inne cele do zrealizowania w tym sezonie. Może są to cele mniej zaszczytne, ale będziemy przecież grali jeszcze w Pucharze UEFA. Tam jeszcze możemy się pokazać. Może daleko awansujemy i zatrzemy to złe wrażenie z tego meczu w Atenach.

Nie boicie się, że właściciel Wisły, Bogusław Cupiał stracił cierpliwość i wycofa się z tego biznesu?

Bardzo byśmy tego nie chcieli. Szkoda, że nie wygraliśmy tego meczu i nie przeszliśmy dalej, bo były to dodatkowy bodziec dla naszego właściciela. Teraz wszystko w jego rękach.

Andrzej Łukaszewicz, Ateny

Dowiedz się więcej na temat: Marek Zieńczuk | Ateny

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama