Wiślacy jadą wykorzystać szansę

- Nie ma dla nas nic ważniejszego niż dwumecz z Panathinikosem Ateny. Po pierwszym spotkaniu stworzyliśmy sobie szansę i jedziemy do Aten, żeby ją wykorzystać. - powiedział w Jerzy Engel, trener Wisły Kraków.

Mistrzowie Polski wygrali pierwsze spotkanie III rundy eliminacji Ligi Mistrzów 3:1 i we wtorek mogą sobie zapewnić start w tych elitarnych rozgrywkach.

Reklama

- Spotkanie w Atenach będzie wyglądało zupełnie inaczej niż mecz w Krakowie. Atmosfera na trybunach Stadionu Olimpijskiego powoduje, że piłkarze Panathinaikosu będą grali o ileś procent lepiej niż to miało miejsce w pierwszym meczu - dodał szkoleniowiec "Białej Gwiazdy".

Wisła weszła w ostatnią fazę przygotowań do rewanżu w Atenach. W piątek drużyna wyjechała na ostatnie zgrupowanie do tyskiego hotelu "Piramida". Do Krakowa piłkarze wrócą w niedzielę wieczorem. Rano następnego dnia zespół wylatuje już do stolicy Grecji, gdzie o 20.00 (czasu polskiego) przeprowadzi oficjalny trening.

- Wiemy po co jedziemy do Aten. Jeśli prawidłowo wykonamy te elementy, nad którymi pracujemy, to powinniśmy stamtąd wyjechać z korzystnym rezultatem - stwierdził optymistycznie nastawiony Engel.

Trenerowi Wisły w przygotowaniach nie przeszkodziło, że piątka jego graczy została powołana do kadry na turniej im. Walerego Łobanowskiego. - Dawno tak solidnie nie pracowaliśmy. Przez cały czas ćwiczyliśmy różne warianty, więc nie ma mowy o wypadnięciu z rytmu - powiedział obrońca Arkadiusz Głowacki, który na razie wypadł z kadry i trenował w Krakowie.

- Nie czuję się zmęczony - stwierdził z kolei napastnik Tomasz Frankowski, który zagrał w obu meczach na Ukrainie. - W Atenach chcemy nawiązać do udanych spotkań wyjazdowych w europejskich pucharach, jak w Gelsenkirchen czy Rzymie i osiągnąć korzystny rezultat, czyli wyeliminować Panathinaikos - dodał "Franek".

Do składu Wisły wraca Marcin Baszczyński, który nie mógł wystąpić w pierwszym meczu, gdyż pauzował za kartki. - Mam swoje spostrzeżenia na temat gry rywala. Jeśli chodzi o napastników to uważam, że najgroźniejszy jest Gekkas. Porównuję go z "Frankiem", bo podobnie jak Tomka piłka szuka go w polu karnym. Olisadebe i Papadopoulos także potrafią grać - powiedział obrońca "Białej Gwiazdy".

- W Atenach musimy być gotowi na twardą walkę i spodziewamy się, że sędzia może nas "kręcić", zresztą wszyscy nas o tym przekonują. Dla "Koniczynek", które przed tym sezonem bardzo się wzmocniły, odpadnięcie z Ligi Mistrzów byłoby wielką stratą, także w sensie finansowym - powiedział Engel. - Mam nadzieję, że uciszymy Stadion Olimpijski - dodał Głowacki.

Paweł Pieprzyca, Kraków

Dowiedz się więcej na temat: engel

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje