Wiara i doping przeniosły góry

Wiara piłkarzy i pasja trybun na Anfield Road, poprowadziły Liverpool FC do półfinału Ligi Mistrzów, uważa Rafael Benitez, menedżer tego klubu.

We wtorkowym rewanżowym spotkaniu "The Reds" pokonali Arsenal Londyn 4:2, zwycięstwo zapewniając sobie w końcówce po trafieniach Stevena Gerrarda i Ryana Babela.

Reklama

Zanim jednak kapitan Liverpool wykorzystał rzut karny podyktowany za faul na Holendrze, to minutę wcześniej do siatki trafił Emmanuel Adebayor, wykańczając indywidualną akcję Thea Walcotta, a wynik 2:2 dawał awans "Kanonierom".

- Byłem mocno zawiedziony, gdy straciliśmy wyrównującego gola - przyznał Benitez. - Jednak potem uradowała mnie reakcja moich zawodników i charakter, jaki pokazali. Poza tym świetnie zachowywali się kibice. Od początku spotkania mocno nas dopingowali. To podbudowuje piłkarzy i oni nigdy się nie poddają - dodał.

Podobnie jak przed tygodniem na Emirates Stadium, tak samo we wtorek kontrowersje wzbudziła sytuacja w polu karnym. Wtedy sędzia nie podyktował rzutu karnego za faul Dirka Kuyta na Aleksandrze Hlebie, teraz arbiter zdecydował się odgwizdać przewinienie Kala Toure na Babelu. - W piłce nożnej trzeba czasami przełknąć gorzką pigułkę. Dla mnie nie było "jedenastki" w meczu na Anfield Road, a należała nam się w ubiegłym tygodniu - stwierdził Arsene Wenger, szkoleniowiec Arsenalu.

AFP/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: rafael benitez | doping | Anfield Road | wiara

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje