PSG - Bayern 3-0. Ancelotti i spółka w ogniu krytyki

Bayern Monachium, z trenerem Carlem Ancelottim na czele, znalazł się pod ostrzałem niemieckich ekspertów i mediów po porażce 0-3 z Paris Saint-Germain w Lidze Mistrzów.

Niemieckie media są jednomyślne - za porażkę Bayernu odpowiada włoski trener. Piłkarze nie chcieli się wypowiadać, a szef klubu Karl-Heinz Rummenigge zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji.

Reklama

To była najwyższa porażka Bawarczyków w fazie grupowej Champions League od 21 lat. Ale źle w drużynie dzieje się już od pewnego czasu. Dotychczas szkoleniowca broniły jednak władze klubu, ale teraz im też cierpliwość się skończyła.

- Nie możemy przejść obok tej porażki obojętnie. Musimy to dokładnie przeanalizować i wyciągnąć konsekwencje - powiedział Rummenigge w trakcie nocnego bankietu w Paryżu. Nie zdradził jednak, co dokładnie ma na myśli.

Z kolei niemieckie media nie mają wątpliwości - winny jest Ancelotti, a niektóre jak "Focus", czy "Der Westen" napisały wprost, że czas Włocha w Monachium dobiegł końca. "Nie ma chemii, nie ma zrozumienia, nie ma wyników" - skomentowano.

Wiele miejsca poświęca się ustawieniu Bayernu w tym meczu. Trener na ławce rezerwowych posadził m.in. skrzydłowych Holendra Arjena Robbena i Francuza Francka Ribery'ego oraz obrońcę Matsa Hummelsa, a Jerome Boatenga nie było nawet w kadrze na to spotkanie.

"Jak to nie wyjdzie, to zacznie się teatr" - mówił jeszcze przed spotkaniem były bramkarz Bayernu Oliver Kahn. I miał rację. To, że taki "układ" na murawie nie funkcjonuje jak trzeba było widać już w drugiej minucie, kiedy pierwszą bramkę w tym meczu zdobył Dani Alves.

W 31. minucie drugą dołożył Edinson Cavani, a 32 minuty później na 3-0 podwyższył Neymar. "Pieniądze strzelają bramki" - napisała gazeta "Die Sueddeutsche Zeitung". W ten sposób nawiązała do rekordowych transferów jakie poczynili w Paryżu i z sarkazmem skwitowała: "tych parę akcji pokazało, jak dobry jest teraz Bayern".

- Jestem osobą, która bardzo dużo myśli o tym, jak ustawić zespół. Nie żałuję swoich decyzji. Uważam, że na boisku była najmocniejsza i najlepsza jedenastka. Zgadza się, że na ławce siedziało wielu dobrych piłkarzy, ale tak jest w każdym spotkaniu - powiedział potem Ancelotti.

Trochę inaczej widzą to chyba już w klubie. Rummenigge skomentował: "To, co widzieliśmy w środę na murawie, to nie był Bayern Monachium. Teraz musimy skupić się na tym, by jak najszybciej odnaleźć swoją drogę".

Piłkarze nie chcieli ani krytykować, ani bronić szkoleniowca. - To on podejmuje decyzje, a naszym zadaniem jest wyjść i zagrać tak, jak trener to założył - powiedział Thomas Mueller.

Jeszcze ostrożniej wypowiedział się Robben: "Każde wypowiedziane teraz słowo, może okazać się tym jednym słowem za dużo. To, że będziemy teraz krytykować, nic nam nie da", a porażkę nazwał "wstydliwą i bolesną".

Portal goal.com napisał, że sytuacja w Monachium jest bardziej niż poważna. "PSG wcale nie zagrało rewelacyjnie, ale wystarczyło parę sekund, by bezlitośnie wskazać na wszystkie słabe punkty mistrzów Niemiec. Bayern został rozebrany na części pierwsze. Sytuacja jest poważna. Bardzo poważna".

Gazeta "Der Westen" oceniła: "Ancelotti i Bayern? To po prostu do siebie nie pasuje. A dowody na to widzimy już od pewnego czasu". Ale i dalej dziennikarze tego dziennika nie zostawiają suchej nitki na trenerze: "Bramkarz Sven Ulreich nie byłby podstawowym zawodnikiem nawet w drugoligowej drużynie, a alfa-zwierzęta, jakimi są Robert Lewandowski, Robben i Ribery gasną. Talenty się nie rozwijają. Sposób gry takiego zespołu to wstyd".

Dowiedz się więcej na temat: Bayern Monachium | Carlo Ancelotti | Liga Mistrzów

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL