Liga Mistrzów oddala się od Zagłębia

Mistrz Polski Zagłębie Lubin w pierwszym meczu II rundy eliminacji do Ligi Mistrzów nie dał rady drugiej drużynie Rumunii, Steaule Bukareszt. Na własnym stadionie przegrał 0:1 (0:0).

Steaua Bukareszt marzenia Polski o swoim zespole w Lidze Mistrzów jeśli nie rozwiała, to zdecydowanie oddaliła. Zrobiła to dosyć łatwo. Napastnicy lubinian Piotr Włodarczyk, Andre Nunes, czy Michał Chałbińscy byli bezradni pod bramką rywala, a stoper przyjezdnych Dorin Goian głową trafił do siatki i zwycięstwo pojechało do Bukaresztu. Wystarczyła chwila dekoncentracji obrońców i doskonałe dośrodkowanie z rzutu rożnego Dicy, by po pacnięciu piłki głową Michal Vaclavik skapitulował.

Reklama

Cóż z tego, że do feralnej 56. minuty ekipa Gheorghe Hagiego nie stworzyła ani jednej stuprocentowej okazji. Stałe fragmenty, którymi Steauę mieli pokonać "miedziowi", okazały się orężem wicemistrza Rumunii.

Cóż z tego, że w środku pola Zagłębie osiągnęło przewagę. Owszem, udawało mu się czasem dłużej utrzymać przy piłce, przejść z nią na teren rywala, ale wszystko kończyło się jeszcze przed polem karnym. Tam Steaua ustawiła nie tylko szczelną, ale przede wszystkim twardą twierdzę. Każdy, kto próbował ją przejść lądował na ziemi albo stawał jak wryty.

Steaua przyjechała do Polski w najsilniejszym składzie. Dotyczy to zarówno piłkarzy, jak i działaczy. Trener Gheorghe Hagi ma do dyspozycji wszystkich najlepszych, łącznie z rewelacyjnym napastnikiem Nicolae Dicą. Wizyty w Polsce nie mógł sobie też odmówić słynny prezes Steauy Gigi Becali. Rumuni zamieszkali w najlepszym hotelu Legnicy i stamtąd dojeżdżali na trening i mecz do odległego o 23 km Lubina.

W najnowszej stolicy polskiej piłki napięcie przedmeczowe dało się wyczuć już na trzy godziny przed pierwszym gwizdkiem sędziego. Prowokacyjne zapytanie o drogę na stadion eleganckiej blondynki na jednej ze stacji benzynowych przy E 65: "Jak dojechać tam, gdzie prowadzą dziś wszystkie drogi" nie wywołało żadnego zakłopotania. Uśmiech i natychmiastowa odpowiedź: - Niech się pan trzyma drogi na Zieloną Górę. Stadion będzie po prawej. Na pewno pan nie przegapi.

W klubie panowało podwyższone ciśnienie. Takiego najazdu mediów nie było w Lubinie od 12 lat, gdy lekcji futbolu udzielił Zagłębiu wielki AC Milan. Dyrektor sportowy Jakub Jarosz był wyraźnie spięty, ale nie tracił wiary w zespół Czesława Michniewicza. Z rezonem wypowiadał się też portugalski skaut "miedziowych" Mario Branco. - Wiem, że dzisiaj patrzy na nas cała Polska. Musicie się do tego przyzwyczaić. Tak będzie przez dłuższy czas - mówił z zawadiackim uśmiechem.

A "Maradona Karpat", czyli Gheorghe Hagi zaskoczył wszystkich, wstawiając do wyjściowego składu eks-koroniarza Pawła Golańskiego, który ledwie trzy tygodnie temu został pozyskany przez Steauę.

"Szybko myśleć, szybko reagować, szybko biegać" - takie hasła w szatni pisał na tablicy trener Michniewicz. - Grać w swoim stylu, przegrywać jak najrzadziej - planował przed starciem z Rumunami w rozmowie z Canal Plus trener Michniewicz. - Musimy się skupić na budowaniu akcji środkiem. Siła Steauy to bardzo aktywni skrzydłowi. Liczę na to, że jeżeli my narobimy zamieszania na środku, to ci skrzydłowi będą musieli wejść do środka, by wspomóc swój zespół w defensywie - układał taktykę na mecz.

W I połowie nie udało się zrealizować tych założeń. Przynajmniej w wypadku prawoskrzydłowego Banela Nicolity, który kiwał swoich rywali i posyłał groźne dośrodkowania. Jak to z 42. minuty, gdy na szczęście dla Michala Vaclavika nie było komu wpakować piłki do siatki. W 52. minucie Nicolita dostał piłkę w "szesnastce", ale kopiąc piłkę postawił na siłę, a nie na precyzję.

Ogólnie jednak ta część meczu przypominała szachy. Nikt nie ryzykował otwartego ataku. Grano głównie długimi podaniami, a w sytuacji najmniejszego zagrożenia wybijano na oślep. Przez to mecz nie należał do wielkich widowisk. Ale tak najczęściej bywa, gdy stawka jest duża.

Żadna ze stron nie osiągnęła wyraźnej przewagi, lecz trzeba przyznać, że to Steaua trochę lepiej operowała piłką. W ekipie mistrzów Polski denerwujący był egoizm Piotra Włodarczyka. Kilka razy mógł podać w pole karne do Michała Golińskiego (30. minuta), zdecydował się na pojedynek z obrońcą, który przegrał. W 27. min "Włodar" zwodem na minął Dorina Goiana. Kibice "miedziowych" mogli tylko żałować, że uderzenie z lewej nogi eks-legionisty było słabe i niecelne.

Już po pół godzinie na trybunach skandowano nazwiska rozgrzewających się Michała Chałbińskiego i Wojciecha Łobodzińskiego.

Ten drugi wszedł od początku II połowy. Łobodziński szarpnął kilka razy, ale obrońcy Steauy nie pozwalali na wiele. W obrębie pola karnego odcięli od podań napastników mistrza Polski. Z piłką udało się tam przedostać dopiero w 70. minucie skrzydłowemu Łobodzińskiemu, który oddał pierwszy celny strzał. Był on jednak tak słaby, że piłka ledwie doturlała się do Cornela Cerney.

O wiele groźniej było za moment pod bramką Vaclavika, gdy Michał Stasiak z Emanuelem Arboledą, miast wybić piłkę, patrzyli się na siebie jak zaczarowani.

W 79. minucie gospodarze stworzyli chyba najgroźniejszą okazję do zdobycia gola w tym meczu. Uderzenie głową Chałbińskiego z 6 metrów sprawiło spore problemy bramkarzowi Steauy, ale gol nie padł.

Jeszcze w samej końcówce Chałbiński stanął przed szansą na doprowadzenie do remisu jednak wynik nie uległ już zmianie.

Michał Białoński, Lubin

II runda eliminacji do Ligi Mistrzów

Zagłębie Lubin - Steaua Bukareszt 0:1 (0:0)

Strzelec bramki: Goian (56. głową z podania Dicy).

Zagłębie: Vaclavik - G. Bartczak Ż, Stasiak, Arboleda, Gomes - Rui Miguel (46. Łobodziński), M. Bartczak, Iwański, Goliński (74. Kolendowicz) - Nunes Ż, Włodarczyk (56. Chałbiński).

Steaua: Cernea - Golański Ż (73. Nesu), Goian, Rada, Marin - Nicolita Ż (77. Valentin), Radoi, Lovin (Ż) Croitoru - Dica, Neaga.

Sędziował Dereli Selcuk z Turcji.

Widzów: 9 tys.

Dowiedz się więcej na temat: mecz | Zagłębie Lubin | Lubin | bukareszt | liga | Liga Mistrzów | Zagłębie | "Mistrz"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje