"Królewscy" wymęczyli Greków

Real Madryt na stadionie Santiago Bernabeu był bliski kompromitacji - przegrywał z grającym od 13. min w osłabieniu Olympiakosem. Ale od czego "Królewscy" mają Robinho? Od strzelania bramek w takich sytuacjach!

Już w 2. min na listę strzelców wpisał się gwiazdor "Galacticos" Raul Gonzalez. Wyrównał pięć minut później Luciano Galletti. Gola wypracował mu niezniszczalny przez czas Predrag Djordjević. 35-latek jakimś cudem, będąc w pełnym biegu, z linii końcowej wycofał na 16. metr, gdzie Galetti ładnie przyjął piłkę i wypalił w lewy róg. Robinsonada Ikera Casillasa na nic się zdała.

Reklama

Polak Michał Żewłakow zaczął mecz w rezerwie, a jego konkurent do miejsca na prawej obronie wytrzymał na boisku ledwie 13 minut. Później wyleciał, bo dostał czerwoną kartkę za przewrócenie wychodzącego na czystą pozycję Ruuda van Nistelrooya. I sprawy Greków mocno się skomplikowały.

Na szczęście dla nich między słupkami stoi siwiuteńki, ale jurny Antonio Nikopolidis, który wyjmował takie "kawałki", jak uderzenie Robinho z najbliższej odległości (43. min). Myliłby się ten, kto by sądził, że Olympiakos wywiesił białą flagę w ofensywie.

Djordjević posyłał dokładne podania do Tresora Lua-Lua, który był już sam na sam z Casillasem, ale za daleko wypuścił sobie piłkę i nic z tego nie wyszło. Podobnie było w 64. min.

Za to ledwie po 70 s drugiej połowy Olympiakos objął sensacyjne prowadzenie. Wypracował gola ten niesamowity Djordjević - z wolnego idelanie podał do Julio Cesara, a ten z bliska łatwo zmylił Casillasa.

Na ostatni kwadrans, za Raula Bravo wszedł Żewłakow. Ale i on nie mógł zapobiec greckiej tragedii. Nadzieje "Królewskim" na pokonanie Greków przywrócił Robinho, który w 68. min strzałem głową w krótki róg nie dał szans Nikopolidisowi. Na 7 minut przed końcem uderzeniem czubkiem buta wygraną Realowi dał również Brazylijczyk i po raz drugi mogliśmy zobaczyć jego charakterystycznego cumelka. Po każdym golu Robinho ssie kciuka.

Fortuna Olympiakosowi sprzyjała w 77. min, gdy van Niselrooy przestrzelił z karnego, ale odwracała się do nich, gdy szanse na pokonanie Casillasa marnowali Djordjević, czy Kovacević.

W drugim meczu tej grupy Werder nadspodziewanie łatwo uporał się z Lazio. Pierwszego gola, po podaniu Diego strzelił Boubacar Sanogo. Nie powstrzymali go ani bramkarz Marco Balotta, ani asekurujący go na linii bramkowej Valon Behrami. Niespełna 10 minut po przerwie spokojniejsze prowadzenie gospodarzom zapewnił ładnym strzałem z lewej nogi Hugo Almeida po pięknej akcji prawym korytarzem Clemensa Fritza.

GRUPA C Ligi Mistrzów

Real Madryt - Olympiakos Pireus 4:2 (1:1)

1:0 Raul (2.), 1:1 Galletti (7.), 1:2 Julio Cesar (47.), 2:2 Robinho (68.), 3:2 Robinho (83.), 4:2 Balboa (90. +3).

Widzów: 50 000.

Real: Casillas - Salgado (64. Higuain), Ramos, Metzelder, Marcelo - Sneijder (82. Balboa), Gago, Guti, Robinho - Raul (88. M. Torres), van Nistelrooy.

Olympiakos: Nikopolidis - Vassilisorosidis, Antzas, Cesar, Raul Bravo (75. Żewłakow) - Galletti, Patsatzoglou, Stoltidis, Ledesma (86. Nunez), Djordjević - LuaLua (72. Kovacević).

Werder Brema - Lazio Rzym 2:1 (1:0)

1:0 Sanogo (28.), 2:0 Hugo Almeida (54.), 2:1 Manfredini (82.).

Widzów: 36 587.

Werder: Wiese - Fritz, Mertesacker, Naldo, Pasanen (46. Tosić) - Jensen, Frings, Diego, Borowski (74. Andreasen) - Sanogo (64. Rosenberg), Almeida.

Lazio: Ballotta - Valon Behrami, Guglielmo Stendardo, Zauri, Kolarow - Mudingayi, Meghni (51. Nero), Manfredini, Mutarelli - Pandew (69. Makinwa), Rocchi (82. Tare).

Dowiedz się więcej na temat: Real Madryt | Real | królewscy | robinho

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama