"Kanonierzy" nie wykorzystali atutu

To była prawdziwa kanonada na Emirate Stadium. Bramkarz Liverpoolu Pepe Reina skapitulował jednak tylko raz. Wynik 1:1 w starciu 1/4 finału Ligi Mistrzów Arsenalu z "The Reds" przed rewanżem stawia w lepszej sytuacji ekipę Rafy Beniteza.

A mogło być zupełnie inaczej. Młoda ekipa "Kanonierów" atakowała bez wytchnienia, była lepsza. Stara piłkarska prawda głosi jednak, że "liczy się to, co wpada do sieci". Zdobycze golowe lodnyńczyków byłyby pewnie większe, gdyby holenderski arbiter Peter Vink nie oszczędził rodaka - Dirka Kuyta, który w polu karnym sfaulował Hleba.

Reklama

Walka była pasjonująca. W ciągu pięciu minut I połowy działo się w tym meczu więcej, niż w całym spotkaniu AS Roma - Manchester. Arsenal wściekle atakował, Pepe Reina zwijał się jak w ukropie, ale za trzecim poważniejszym natarciem "Kanonierów" musiał skapitulować. Po krótko rozegranym rzucie rożnym i dośrodkowaniu z prawej strony Cesca Fabregasa walkę powietrzną wygrał Emanuel Adebayor i nie dał żadnych szans bramkarzowi "The Reds". Wcześniej Reinie pomogło szczęście: po prostopadłym podaniu Flaminiego Fabregas w trudnej pozycji przestrzelił.

Strata gola wywołała wypieki na twarzy Rafaela Beniteza i wściekłość u Stevena Gerrarda. Pomocnik reprezentacji Anglii niemal natychmiast przeprowadził wspaniałą akcję, po której Dirk Kuyt musiał trafić do pustej bramki. Gerrard mijał jak trzecioligowców Toure i Gallasa i to w polu karnym! Gdy przedziurawił obronę, wyłożył piłkę do nadlatującego w sukurs Holendra. To była swoista zemsta Gerrarda za porażkę w meczu towarzyskim z Francją, której barw bronił Gallas.

Po przerwie z większą desperacją atakował Arsenal. W 65. min w polu karnym Adebayor wyłożył piłkę Eboue, którego jednak zablokowali obrońcy. Za moment sędzia miał obowiązek podyktować "jedenastkę" po tym jak Kuyt chwycił za rękę wychodzącego na czystą pozycję Hleba (w efekcie go powalił), lecz gwizdek Holendra Pietera Vinka milczał.

Pięć minut później pod bramkę "The Reds" zapuścił się Bendtner i gdyby nie to, padłby gol dla londyńczyków! Fabregas skierował piłkę obok Reiny, ale odbiła się ona od nóg plątającego się przy linii bramkowej Duńczyka, przez co zamiast bramki był spalony!

Do rozstrzygnięcia rywalizacji jeszcze daleko, ale paczka Arsena Wengera we wtorek w Liverpoolu będzie musiała strzelić choć jednego gola i nie stracić żadnego, jeśli myśli o awansie do wielkiej czwórki Ligi Mistrzów.

Arsenal Londyn - FC Liverpool 1:1 (1:1)

Bramki: 1:0 Adebayor (23. głową), 1:1 Kuyt (26. z podania Gerrarda)

Arsenal: Almunia - Toure, Gallas, Senderos, Clichy - Eboue (67. Bendtner), Fabregas, Flamini, Van Persie (46. Walcott), Hleb - Adebayor.

Liverpool: Reina - Carragher, Hyypia, Szkrtel, Fabio Aurelio - Kuyt, Mascherano, Alonso (77. Leiva), Gerrard, Babel (57. Benayoun) - Torres (86. Voronin).

Dowiedz się więcej na temat: Pepe | bramki | adebayor

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje