Engel: Wisła się podniesie

- Wisła się podniesie. My musimy to przeżyć - zapewnia trener Wisły Kraków Jerzy Engel, po przegranych eliminacjach Ligi Mistrzów.

Panie, trenerze, nie udało się awansować do Ligi Mistrzów.

Reklama

- Ja od początku mówiłem, że szanse są 50 na 50. W Krakowie zagraliśmy wspaniały mecz, odnieśliśmy wspaniałe zwycięstwo, ale wiedzieliśmy co nas czeka tutaj w Grecji. Zbrakło sześciu minut. Mówi się, że szczęście sprzyja lepszym, a dziś ono było przy Grekach.

Było nieźle w pierwszej połowie. Gdyby Marek Zieńczuk wykorzystał choć jedną z pięciu sytuacji?

- To najbardziej boli. Bo to myśmy stwarzali okazje, to myśmy dochodzili do sytuacji jeden na jeden z bramkarzem. Można było też podać, bo jedna sytuacja była na tyle czysta, że gdyby było podanie, to Paweł Brożek mógłby strzelić tą bramkę. Powiem tak, że wszystko co opracowaliśmy na ten mecz, było opracowane prawidłowo. Natomiast zawiodła skuteczność, czego bardzo żałujemy.

Kibice oglądali dobre widowisko. Zgadza się pan?

- Był to wspaniały mecz dla kibiców, można powiedzieć, że fantastyczny. Obejrzeliśmy mecz z dogrywką. Dla nas jednak był to mecz tragiczny, bo po zejściu Sobolewskiego, zdawaliśmy sobie sprawę, że tylko przypadek może nas uratować. Frankowski przecież tylko statystował na boisku, Dudka również. Wiedzieliśmy, że mamy duże problemy, ale nic już nie mogliśmy zrobić.

Czy taka porażka może odbić się na zespole?

- Przede wszystkim psychicznie, bo jeśli brakuje sześciu minut do awansu, to musi się to odbić na psychice i morale zespołu.

Dlaczego Panathinaikos zagra w Lidze Mistrzów?

- Bo był skuteczniejszy. Myśmy dziś stworzyli kilka dobrych sytuacji, a wpadła tylko jedna, za to przepiękna bramka Sobolewskiego.

Czy to był najbardziej dramatyczny mecz w pana karierze?

- Na pewno tak. To był najdramatyczniejszy mecz w moim życiu. Bardzo chciałem, dotrwać do rzutów karnych, żeby ten zakończyć tą ostatnią szansą. Nie udało się.

Ile zdrowia kosztuje taki mecz?

- Ja nienawidzę takich momentów, kiedy wchodzi się do szatni, a tam tylko łzy i cisza i nic więcej. To tak wiele mówi, przecież to są poważni mężczyźni, a nikt się nie odzywa i każdy trawi tę porażkę jak truciznę.

Klasę mistrza poznaje się po tym, jak podnosi się po takiej porażce.

- Wisła się podniesie. My musimy to przeżyć. Gdybyśmy grali kolejny mecz jutro, to byłoby trudno. Jeszcze będziemy dobrzy!

Kto Pana zawiódł najbardziej? Marek Zieńczuk?

- Ja nie twierdzę, że Marek był dziś słabszym ogniwem. Owszem miał dziś słabszą skuteczność. Natomiast uważam, że Kalu był tym ogniwem, który zawiódł, bo wypadł słabiutko. Druga bramka, jest praktycznie jego autorstwa. Bardzo mnie dzisiaj zawiódł.

Andrzej Łukaszewicz, Ateny.

Dowiedz się więcej na temat: engel | mecz | Wisła

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje