Bitwa o Anglię bez goli

Pojedynek FC Liverpoolu z Chelsea Londyn określano jako "Bitwę o Anglię". Dla "The Blues" była to także okazja do rewanżu za półfinał ubiegłorocznej edycji Ligi Mistrzów. W meczu 2. kolejki grupy G na Anfield Road nie brakowało walki i gorących spięć podbramkowych, ale zabrakło tego co jest solą futbolu czyli goli.

Już przed spotkaniem trwała wojna psychologiczna prowadzona przez trenera Chelsea charyzmatycznego Jose Mourinho. Portugalski szkoleniowiec stwierdził, że Liverpool nie był najlepszym zespołem w Europie w poprzednim sezonie mimo triumfu w Champions League. Mourinho mówił także, że środowego spotkania nie traktuje w kategoriach rewanżu za ubiegłoroczny półfinał (Na Stamford Bridge mecz zakończył się bezbramkowym remisem, a w rewanżu na Anfield Road Liverpool wygrał 1:0 i awansował do finału - przyp. red.).

Reklama

Oba zespoły są głównymi faworytami do awansu do następnej rundy z grupy G. W 1. kolejce Liverpooli Chelsea wygrały swoje mecze. "The Reds" pokonali Betis Sevilla (2:1), a mistrz Anglii wygrał z Anderlechtem Bruksela (1:0).

Słowa Mourinho wyraźnie podrażniły podopiecznych Rafaela Beniteza, którzy od początku spotkania posiadali inicjatywę. Mourinho znany jest z tego, że potrafi doskonale ustawić zespół pod względem taktycznym. Zawodnicy Chelsea zagęścili środek pola i starali się już w tej strefie boiska zatrzymywać ataki "The Reds".

Kiedy już udało się przedrzeć gospodarzom pod bramkę strzeżoną przez Petra Cecha brakowało precyzji w wykończeniu akcji lub z interwencją zdążali obrońcy Chelsea. Piłkarze Liverpoolu dążyli za wszelką cenę do zdobycia gola, ale goście nie popełnili błędu. Kolejny pojedynek tych drużyn już w najbliższą niedzielę w Premiership.

W drugim spotkaniu tej grupy Anderlecht Bruksela przegrał przed własną publicznością z Betisem Sevilla 0:1. Gola na wagę zwycięstwa strzelił w 69. minucie niezastąpiony Ricardo Oliveira.

Nie brakowało emocji i goli w w Gelsenkirchen, gdzie FC Schalke zremisowało z Milanem 2:2. Kibice na Veltins Arena już w 21. sekundzie spotkania musieli przełknąć gorzką pigułkę, gdy Clarence Seedorf silnym uderzeniem z dystansu zaskoczył źle interweniującego Franka Rosta.

"Rossoneri" nie cieszyli się jednak długo z prowadzenia, bowiem w 3. minucie dośrodkowanie Lincolna zamienił na gola strzałem głową Soren Larsen. Podopieczni Ralfa Rangnicka byli stroną przeważającą, ale do kolejnych goli jeszcze przed przerwą zabrakło im jednak szczęścia, zwłaszcza kiedy na bramkę Didy dwukrotnie strzelał Kevin Kuranyi.

Niespełna kwadrans po przerwie do siatki gospodarzy celnie trafił natomiast Andrij Szewczenko (znów niepewna interwencja Rosta) i zespół z Gelsenkirchen po raz drugi musiał odrabiać straty. Sztuka ta udała się w 68. minucie, gdy kapitalnym uderzeniem z 30 metrów popisał się wprowadzony na murawę minutę wcześniej Hamit Altintop.

W drugim meczu grupy E zespół Fenerbahce Stambuł wygrał na własnym stadionie z PSV Eindhoven 3:0. Dwie pierwsze bramki dla mistrzów Turcji zdobył Brazylijczyk Alex, a półfinalistę ubiegłej edycji LM pogrążył w doliczonym czasie pozyskany z Juventusu Ghanijczyk Appiah.

Spore problemy z odniesieniem pierwszego zwycięstwa w obecnych rozgrywkach miał Real Madryt. Na Santiago Bernabeu konfrontacja z Olympiakosem rozpoczęła się zgodnie z planem i uroczyście, bowiem w 9. minucie - po precyzyjnym zagraniu Davida Beckhma - swojego 50. gola w historii występów w LM strzelił Raul. Kapitan "Królewskich" pobił w ten sposób poprzedni rekord należący do legendy Realu - Alfredo Di Stefano.

Zamiast jednak kolejnych goli dla swoich pupili, trzy minuty po przerwie fani "blancos" zobaczyli wyrównujące trafienie Kafesa. Niemoc "Galacticos" przełamał dopiero cztery minuty przed końcem spotkania Roberto Soldado. Trener Wanderley Luxemburgo wprowadził wychowanka Realu w miejsce bezproduktywnego Baptisty i 20-letni napastnik odwdzięczył się najlepiej jak mógł, zapewniając "Królewskim" cenne trzy punkty.

W tabeli grupy F z kompletem punktów i bez straconej bramki prowadzi Olympique Lyon. Mistrzowie Francji w środę wygrali w Trodheim z Rosenborgiem 1:0. Zwycięskiego gola podpopieczni Gerarda Houlliera zdobyli tuż prze przerwą, kiedy po dośrodkowaniu Brazylijczyka Cacapy piłkę do siatki gospodarzy skierował jego rodak Cris.

Do największej niespodzianki w 2. kolejce Ligi Mistrzów doszło w Porto, gdzie "Smoki" przegrały z Artmedią Bratysława 2:3 w meczu grupy H. Pierwsza połowa toczyła się po myśli piłkarzy i kibiców Porto. W 32. minucie Lucho Gonzalez dał prowadzenie gospodarzom. Kiedy w 39. minucie wynik podwyższył Diego chyba nikt nie przypuszczał, że piłkarze z Bratysławy będą w stanie nawiązać walkę. Tuz przed końcem pierwszej połowy zawodnicy Porto zadowoleni z pewnego prowadzenia popełnili błąd, który wykorzystał Peter Petras.

Kontaktowy gol podziałał mobilizująco na zespół Artmedii. Słowacy uwierzyli, że mogą powalczyć w Porto o korzystny rezultat. W 54. minucie zapachniało niespodzianką. Jan Kozak doprowadził do wyrównania. Oszołomieni takim obrotem sprawy gospodarze popełnili kolejny błąd w 74. minucie. Sytuacje wykorzystał Balazs Borbely. Piłkarze Porto rzucili się do odrabiania strat, ale czynili to chaotycznie i mimo ich wysiłków wynik nie uległ zmianie. Sensacja stała się faktem!

Drugie zwycięstwo odniósł w grupie H Inter Mediolan. Gracze Roberto Manciniego wygrali na San Siro z Glasgow Rangers 1:0. Jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył David Pizarro w 49. minucie. Inter z kompletem punktów prowadzi w tabeli grupy H.

Zobacz galerię zdjęć ze środowych spotkań Ligi Mistrzów

Dowiedz się więcej na temat: półfinał | Anfield Road | pojedynek | Jose Mourinho | bitwa | Porto

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje