Peszko: Kibice staną za nami murem

Piłkarze Lecha w czwartkowy wieczór chcą godnie zaprezentować się przed ponad 40-tysięczną publicznością i odnieść pierwsze zwycięstwo w Lidze Europejskiej. Rywalem poznaniaków będzie mistrz Austrii - Red Bull Salzburg.

Pomocnik "Kolejorza" Sławomir Peszko cieszy się na samą myśl występu przed blisko 42-tysięczną widownią i wierzy, że doping fanów poniesie jego zespół do zwycięstwa.

Reklama

"Zdawaliśmy sobie sprawę, że nasz mecz jest też takim otwarciem sportowym stadionu i kibice będą chcieli przyjść. Ceny nie były zbyt wygórowane i bilety rozeszły się jak świeże bułeczki. Gra przed tak liczną publicznością na pewno nie wywoła u nas jakiegoś niepotrzebnego stresu. On mógłby się pojawić, gdybyśmy grali na wyjeździe. Natomiast te 40 tysięcy kibiców będzie stało murem za nami. Respekt przed pełnymi trybunami powinni czuć raczej nasi przeciwnicy" - powiedział Peszko.

Jego zdaniem, po remisie Lecha w Turynie z Juventusem 3-3, to jego zespół teoretycznie jest faworytem spotkania z Red Bull Salzburg. Liczy on też na powtórkę sprzed dwóch lat, kiedy to Kolejorz wyeliminował z Pucharu UEFA inny austriacki zespół - Austrię Wiedeń.

"Salzburg to mistrz Austrii, mocny zespół, poziomem porównywalny do nas. Skoro udało nam się dwa lata temu wyeliminować Austrię Wiedeń, to dlaczego nie mielibyśmy teraz pokonać Salzburga. Ważne, żebyśmy w końcu strzelili bramkę na własnym stadionie, bo w europejskich pucharach w tym sezonie nam się jeszcze nie udało" - podkreślił.

Piłkarze Lecha od soboty przygotowują się do pojedynku z Austriakami, ale nie ukrywają, że przegrany mecz w Warszawie chodzi im po głowie. Peszko nie ukrywa, że stracone punkty w Warszawie mocno zabolały nie tylko jego, ale i całą drużynę.

"Jestem w Lechu dwa i pół roku i jeszcze nigdy tak źle się nie czułem po meczu. I wiem, że chłopacy w szatni czuli się podobnie. Co tu dużo mówić, przegraliśmy wygrany mecz, mieliśmy Legię na widelcu i tylko do siebie możemy mieć pretensje. Choć minęło już kilka dni od meczu, to jednak gdzieś on jeszcze wraca w naszych rozmowach. Boli też to, że dopiero na wiosnę będziemy mogli zrewanżować się Legii za porażkę" - mówił Peszko.

Wtórował mu obrońca Grzegorz Wojtkowiak. "Trzeba po prostu powiedzieć, że mecz z Legią nam po prostu nie wyszedł. Ale też nie traktujemy tego w kategoriach, że mamy coś do udowodnienia. Znamy swoją wartość i w czwartek pokażemy, że potrafimy grać w piłkę" - przyznał piłkarz reprezentacji Polski.

Mecz 2. kolejki LE pomiędzy Lechem Poznań a Red Bull Salzburg rozegrany zostanie w czwartek o godz. 21.05.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: "Mistrz" | Salzburg | mecz | kibice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje