Zbigniew Boniek o konieczności ratowania piłki klubowej

- Na dłuższą metę absolutnie nie może być tak, że czeska liga wyprzedza naszą w rankingu UEFA aż o 11 pozycji, choć to my jeździmy do Czech po piłkarzy, a nie oni do nas - w ten sposób prezes PZPN-u Zbigniew Boniek apelował do zarządu i klubów Ekstraklasy, aby odeszli od reformy ESA 37 i postawili na podniesienie poziomu.

Boniek - na długo przed tym, jak został wybrany do Komitetu Wykonawczego UEFA - zwołał na stadionie PGE Narodowym naradę nad stanem polskiej piłki. Zaprosił do udziału w niej zarząd Ekstraklasy SA i przedstawicieli klubów najwyższej klasy rozgrywkowej. W spotkaniu wzięło udział prezydium zarządu PZPN-u.

Reklama

Boniek przemawiał do ludzi piłki z pasją. Mówił z głowy, a nie czytał. Swoją argumentację popierał infografikami. 

Oto treść jego wystąpienia. 

- Jedynym wyznacznikiem poziomu piłki jest krzywa rankingowa. Dzięki występom reprezentacji awansowaliśmy na 11 miejsce na świecie, choć mamy świadomość, że gdybyśmy się zmierzyli z drużyną z 25. miejsca, to na 10 meczów w sześciu moglibyśmy przegrać. Natomiast tendencja wzrostowa jest widoczna. Po czterech latach pracy jesteśmy na historycznym miejscu.

- Beneficjentami Centralnej Ligi Juniorów i innych pomysłów, jakie wprowadziliśmy, nie będziemy my, tylko nasi następcy. Zobaczymy, czy nasz ranking łatwo będzie im poprawić, a wiadomo przecież, że im wyższy ranking, tym lepsze pieniądze dla danej federacji.

- Jeśli chodzi o piłkę klubową, jesteśmy zaniepokojeni. W momencie, gdy przychodziliśmy, była na miejscu 18. w Europie, dzisiaj jest na 22. pozycji. Czyli można powiedzieć, że tendencji wzrostowej nie ma żadnej, tylko jest tendencja stabilizacji, a nawet jest o kilka miejsc gorzej. Na pewno wyglądamy lepiej wizerunkowo, mamy dobrze przygotowane rozgrywki pod względem marketingowym, natomiast sportowo nie wygląda to za dobrze.

- Jest taki jeden papierek lakmusowy. We wszystkich poważnych federacjach, tam gdzie jest poważna piłka, budżet związku jest o 200-300 procent niższy niż ligi zawodowej. U nas jest na odwrót. My jako PZPN zarabiamy więcej niż zarabia spółka Ekstraklasa SA.

- I to nie jest jej wina. Jej wpływy nie mogą być wyższe z prostej przyczyny - ona sportowo nie jest za mocna. Nie chcę ludzi z Ekstraklasy SA krytykować. Po prostu, jeżeli nie ma wyższej jakości piłkarskiej, to nie ma bogatszych sponsorów, nie ma solidnych wpływów z praw telewizyjnych. To się tylko tak wydaje, że jeżeli coś jest dobrze zapakowane, to ktoś się da na to nabrać. Nie! Polska liga jest znakomicie opakowana, ma wspaniałe, efektowne stadiony. 

- Jeżeli spojrzymy na fakt, że jesteśmy na 22. miejscu, a liga czeska na 11. w Europie, to musimy sobie zadać pytanie: "Czy to, co robimy jest dobre, czy idziemy w dobrym kierunku, skoro jeździmy do Czech, bierzemy ich piłkarzy, a i tak jesteśmy słabsi jako liga?".

- Gdzieś popełniamy spory błąd.

- Cztery lata temu PZPN wsparł inicjatywę spółki Ekstraklasa SA, jeśli chodzi o zmianę systemu rozgrywek na tę z 37 kolejkami i podziałem punktów. Natomiast po upływie tego okresu doszliśmy do wniosku, że jako organ, który opiekuje się całą polską piłką, któremu najbardziej zależy na jej rozwoju, powinniśmy się wspólnie zastanowić, czy jest dalej sens brnąć w to, co do tej pory robimy. Czy to przynosi jakieś efekty?

- Jakie było założenie, przy wprowadzeniu ESA 37? Chodziło o to, żeby podnieść emocje, po ciężkich doświadczeniach z korupcją, chcieliśmy zlikwidować bezpieczny środek. Wydaje mi się, że dzisiaj jesteśmy po drugiej stronie rzeki. Pod względem emocji osiągnęliśmy pewien efekt, ale owe emocje przerodziły się w niepewność, strach, brak jakiejkolwiek organizacji i planowania na dłuższy okres. Liczy się tylko najbliższy mecz, przegranie jednego może zdecydować o tym, że spadnę z ligi. Ja się pytam: "Czy to jest sposób na to, żeby poprawiać swoje wartości sportowe?" Nie, na pewno nie!

- Wydaje mi się, że nie powinniśmy się wstydzić rozmawiania o piłce, wbrew temu, że możemy myśleć każdy w inny sposób. Nie powinniśmy żyć sztucznymi problemami.

- Niedawno, w martwym sezonie, zrobiło się głośno o limicie obcokrajowców spoza UE. Pojawiły się głosy, że PZPN czegoś nie pozwala, że ten limit ogranicza postęp w klubach. Oczywiście poruszano ten problem przede wszystkim dzień po tym, jak jedna z drużyn (Legia - przyp. red.) podpisała kontrakt z trzecim obcokrajowcem spoza UE, który aż do dziś nie rozegrał ani minuty. Było to fałszowanie obrazu polskiej piłki. Zrobiliśmy analizę wykorzystania w Ekstraklasie obcokrajowców spoza UE. Licząc ze zmianami, mogłoby ich wystąpić nawet 64 w kolejce. Tymczasem w 27. kolejce było na boisku tylko 27 zawodników spoza UE, w 26. i 25. po 20.

- Nie wiem, czy trener Legii (Jacek Magiera siedział w trzecim rzędzie - przyp. red.) wie w ogóle, że ma czterech obcokrajowców spoza UE, bo trzech nie zagrało ani pół minuty, a podejrzewam, że stanowią oni jakieś obciążenie dla klubowej kasy.

- Jeżeli limit obcokrajowców byłby wykorzystywany, to my jako PZPN wyszlibyśmy naprzeciw klubom Ekstraklasy i zmienilibyśmy ten przepis. Ale jak widać, nie stanowi to żadnego problemu.

- Musicie uzmysłowić sobie, że najlepsi piłkarze spoza Unii do Polski nie będą przyjeżdżali, gdyż idą do lig silniejszych, bogatszych.

- W naszym kraju powinniśmy się skoncentrować na sprowadzaniu kilku bardzo dobrych graczy, a poza tym na stawianiu na swoich. Nie ma innej drogi.

- Niedawno słyszałem, że spółka Ekstraklasa SA zrobiła sondaż w klubach Ekstraklasy i wyszło z niego: "dobrze by było, aby limit zwiększono do trzech".

- Wydaje mi się, że bierze się to z szumu i bałaganu. Dane, które przedstawiłem dowodzą, że nie ma sensu tego ruszać.

- Papierkiem lakmusowym naszej piłki klubowej są występy w europejskich pucharach. Czy stary, czy obecny system rozgrywek pomógł polskim drużynom? Ja bym powiedział, że nie. Oczywiście, poza awansem do Ligi Mistrzów Legii Warszawa, który w części była dziełem przypadku, bo w eliminacjach trafiła na drużyny, z którymi nie dało się nie wygrać, było słabo. Legia po zmianie trenera zrobiła fantastyczny wynik, awansowała z grupy i w Lidze Europejskiej walczyła jak równy z równym z Ajaksem Amsterdam.

- Trudno dostrzec jakiekolwiek korzyści sportowe z reformy ESA 37.

- Patrząc na to, co się dzieje, PZPN mówi tak: "Ekstraklasa za dwa lata będzie sprzedawała prawa telewizyjne. Jeżeli chce się je dobrze sprzedać, to nikogo nie uda się nabrać na dobrą oprawę, ciekawe pakiety itd. Trzeba po prostu podnosić poziom sportowy. Na dzisiaj mamy duże wątpliwości, czy poziom sportowy ma jakikolwiek sens, czy się podniósł."

- Cały czas się w Polsce boimy, że jeżeli odejdziemy od reformy, to nie będzie rywalizacji, zrobi się bezpieczny środek tabeli. 

- W Premier League najlepsza drużyna ma 52 punkty przewagi nad najsłabszą, W Hiszpanii 57 pkt przewagi. W naszej Ekstraklasie tej przewagi jest tylko 26 pkt, po podziale 13, czyli wszyscy są zagrożeni. Nie wiadomo o co chodzi. Rodzi się pytanie, czy my równamy w górę, czy równamy w dół? - Z tego widać, że raczej równamy w dół. Czy ktoś słyszał, żeby w Budneslidze, gdzie ostatni jest Darmstad, a pierwszy Bayern ktoś narzekał, że liga jest słaba, bo jest duży bezpieczny środek? Nie! Bo liga to także codzienność. Wydaje mi się, że przez najbliższe kilka lat Legia, Lech, Lechia, Wisła, Jagiellonia, może Pogoń Szczecin, będą grały o tytuł mistrza Polski. Po trzech latach możemy się zastanowić, czy jest sens dzielić punkty. Po trzech latach mamy wątpliwości, czy idzie to w dobrą stronę. ESA 37 sprowadza się do dania drużynie bezpośrednio za tobą szansy przegonienia cię, bo po 30 kolejkach zabierasz 50 procent punktów wszystkim i się zmniejsza dystans. Czy to jest słuszne według Was? Czy to może spowodować wzrost poziomu?

- Pamiętam wypowiedzi naszych trenerów, którzy nie byli specjalnie zaniepokojeni tym, widząc, jakie są trudności z ligą ESA 37, że odpadają z europejskich pucharów. Ale dopóki będziemy odpadali w fazach wstępnych eliminacji europejskich pucharów, to nie będziemy się liczyli, nikt nie będzie nas poważnie traktował!

- Kolejny aspekt - jesteśmy ligą jedną z najbardziej rozwleczonych w Europie. Zaczynamy kolejkę w piątek o godz. 18, a kończymy w poniedziałek o 18. Nie chcę polemizować z moimi kolegami z Ekstraklasy SA, bo wyciągną statystyki, że w poniedziałek jest najlepsza oglądalność itd. Dlaczego jednak stadiony w poniedziałek mają słabą frekwencję i dlaczego nigdy Legia ani Lech nie grają tego dnia?

- Liga angielska, która ma najdroższe prawa telewizyjne na świecie, w sobotę o godz. 16 rozgrywa pięć-sześć meczów. Dlaczego nie chcemy pójść w tym kierunku? My musimy ligę budować, wzmacniać przez następne sto lat!

- Czego my się boimy? Sprzedaży praw telewizyjnych? Jeżeli poziom sportowy będzie taki, jak do tej pory, to każdy, kto się będzie tym zajmował, zawsze będzie miał problem zbyć je za dobrą cenę.

- Dlaczego my nie odnosimy sukcesów w europejskich pucharach? Bo nasze najlepsze kluby mają problemy z klubami słabszymi. Przegrały po sześć meczów, co w poważniejszych ligach jest prawie niemożliwe!

- Wszyscy się boją ligi osiemnastozespołowej, bo "mamy za słabe zespoły". A ja się pytam: który z zespołów, który wszedł do Ekstraklasy w ostatnich trzech latach z niej spadł? Żaden!      

Na PGE Narodowym notował Michał Białoński


Dowiedz się więcej na temat: Ekstraklasa SA | Zbigniew Boniek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama