Władze Legii: "To chuligani, nie kibice"

Kierownictwo Legii ostro zabrało się do walki ze stadionowymi chuliganami. Zdecydowanie wypływa nie tylko z wypowiedzi, ale także z działań podjętych przez warszawski klub.

KP Legia opublikowała zdjęcia z monitoringu w odpowiedzi na wywiad z Piotrem S., jaki ukazał się w "Życiu Warszawy". Twierdzi on, że dostał zakaz stadionowy za nic.

Reklama

- Stwierdził, że siedział w gnieździe i prowadził doping. Kibice sami przynosili mu szaliki. Na zdjęciach widać co innego. To było wymuszenie rozbójnicze. Zresztą niech kibice sami ocenią, czy ukaraliśmy niewinnego - powiedział Jarosław Ostrowski, członek zarządu KP Legia.

Czy jednak klub z Łazienkowskiej miał prawo do nałożenia zakazów stadionowych? - To jest zakaz, który muszą orzekać sądy. My, jako organizator imprezy, możemy jednak odmówić wpuszczenia na stadion osób, które zagrażają bezpieczeństwu - wyjaśnił Ostrowski. - Władze państwowe nie dają sobie rady z tym problemem, więc musimy czasem sami sobie radzić. Cel uświęca środki.

Członek zarządu KP Legia stwierdził, że klub nie będzie negocjował z inicjatorami burd. - Ci, co rzucają race, to chuligani, nie kibice. Nie ma mowy o żadnych negocjacjach z nimi. Jeśli nie my, to kolejny zarząd, a może jeszcze następny zrobi z tym porządek. Właściciele klubu będą konsekwentni - stwierdził. - Nie oznacza to jednak, że zakazy zawsze będą dożywotnie. Nikomu nie odbieramy szansy poprawy.

INTERIA.PL/Życie Warszawy
Dowiedz się więcej na temat: klub | chuligani | Legia Warszawa | kibice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje