Widzew: Smuda optymistą

Mimo niskiej pozycji w tabeli trener Widzewa - Franciszek Smuda - jest optymistą: - Jestem zadowolony z gry, ale punktów mamy za mało. Wydaje mi się, że z meczu na mecz prezentujemy się coraz lepiej.

Na naszą grę miło jest patrzeć, nawet mi się podoba. Mam nadzieję, że będzie jeszcze lepiej -mówi Smuda - Szkoda, że nie mogłem przepracować z tą drużyną okresu przygotowawczego, bo to daje trenerowi najwięcej. Nawet kiedy rozgrywamy dobre spotkanie, tak jak z Wisłą czy Amiką, to o końcowych wynikach decydują błędy indywidualne. Tak było we wtorkowym meczu - dodaje. Smuda wciąż szuka optymalnego ustawienia i odpowiednich zawodników do niego. Próbuje także ustawiać zawodników na innych pozycjach. Powiódł się eksperyment z ustawieniem na lewej obronie Monteiro, trochę mniej z cofnięciem Bataty: - Na pewno zagrał dużo słabiej niż w poprzednich meczach, ale nie można odmówić mu ambicji. Za to bardzo dobry debiut miał Hermes. Szkoda, że zabrakło mu sił, bo znakomicie prowadził grę - tłumaczy szkoleniowiec.

Reklama

Po meczu z Amiką Wronki strzelec bramki - Robert Dymkowski - nie miał czasu na odpoczynek. Trener Smuda zdecydował, że dzień później piłkarz będzie musiał zagrać w meczu drugiej drużyny: - Jestem bardzo zaskoczony. Nigdy nie występowałem w rezerwach! Ale zalecenia trenera są najważniejsze - powiedział piłkarz. Dymkowski to jeden z zawodników, których postawę we wtorkowym meczu trzeba uznać za bardzo pozytywną. Piłkarz dał dobrą zmianę, zdobył gola i miał szansę na drugiego: - Zabrakło szczęścia. Nie chcę się usprawiedliwiać, lecz sytuacja nie była zbyt łatwa. No i chyba musnął piłkę Grzegorz Szamotulski, dlatego trafiła w poprzeczkę. A mnie naciskał dawny kolega z Pogoni Szczecin, Paweł Skrzypek. Po meczu śmialiśmy się, że gdyby mocniej mnie pchnął, mógłby spowodować karnego - wyjaśnia napastnik. Piłkarz jest natomiast nieco zaniepokojony, że jego zespół drugi raz z rzędu traci prowadzenie w samej końcówce: - Albo brakuje sił, albo koncentracji do ostatniego gwizdka. Jeśli rywale strzelają nam gola w doliczonym czasie gry, to znaczy, że niektórzy koledzy myślami są już w szatni - uważa. Największe wrażenie na Dymkowskim zrobili łódzcy kibice: - Niesamowite wrażenie robią kibice. Byłem przyzwyczajony do pełnych trybun w Szczecinie, ale tutaj nawet gdy drużynie nie idzie, dopingują. To naprawdę bardzo pomaga - stwierdził.

Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda | Widzew

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje