"W tej chwili odmówiłbym nawet Realowi Madryt"

- Jak zawsze z samego rana przyszedłem do klubu. Potem przyjechał prezes, poprosił mnie do siebie i podziękował za współpracę - tak wyglądał ostatni dzień pracy Bogusława Kaczmarka w Górniku Łęczna o którym opowiedział "Super Expressowi".

- W tym zawodzie trzeba być przygotowanym na wszystko, to inna sprawa... Zwycięża cały dom dziecka, po porażce jedyną sierotą jest trener - skomentował w swoim stylu "Bobo" Kaczmarek.

Reklama

- Górnik Łęczna to profesjonalny klub. Wciąż zresztą jestem jego pracownikiem. Kontrakt mam ważny przez osiem miesięcy. Cały czas będę kibicował chłopakom. Zostawiłem tam ciekawą pakę - stwierdził szkoleniowiec, który nie jest rozczarowany ale...

- Raczej niespełniony. Przez te 16 miesięcy udało mi się w Łęcznej zrobić dużo dobrego, nie ma się czego wstydzić, zespół nie grał kichy. Ale nie jestem przybity, cierpiętnika nie lubię z siebie robić - tłumaczył Kaczmarek. 55-letni trener ma zamiar odpocząć przez jakiś czas od piłki nożnej.

- W tej chwili odmówiłbym nawet Realowi Madryt. Wiosną też się raczej nie pojawię na ławce. Ja nie muszę pracować za wszelką cenę. Latem nie skusiłem się nawet na propozycję Wisły Kraków. Wisła szuka teraz trenera, ale nie sądzę, żebym był na liście, choć internauci już piszą "Bobo, wal do Wisły". Miło, że nie piszą "wal go dechą" - podkreślił Kaczmarek. W prasie pojawiły się spekulacje, że Kaczmarek jest szykowany do objęcia Arki Gdynia.

- Powiedziałem, że na stare lata tam wrócę. Ale do starych lat jeszcze mi trochę brakuje - zakończył.

INTERIA.PL/Super Express
Dowiedz się więcej na temat: Łęczna | Kaczmarek | Madryt

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje