Trener Arki zdruzgotany decyzją PZPN

Wydział Dyscypliny PZPN ukarał w czwartek Arkę Gdynia miesięcznym zawieszeniem w rozgrywkach organizowanych przez polską federację.

Prawnicy WD podkreślają, że to nie jest kara, ale "środek zapobiegawczy" wynikający z regulaminu dyscyplinarnego. W ciągu tego miesiąca prawnicy PZPN spróbują zadecydować już o rzeczywistych sankcjach wobec gdyńskiego klubu. A co jeśli nie zdążą ich podjąć?

Reklama

"W takiej sytuacji nie można wykluczać, że środek zapobiegawczy w postaci zawieszenia będzie przedłużony" - powiedział Michał Tomaczak, szef Wydział Dyscypliny, cytowany przez "Przegląd Sportowy".

Czy jest on pewien, że Arka jest winna? "W świetle materiałów, jakie przekazała nam prokuratura, nie mam, co do tego żadnych wątpliwości" - stwierdził.

Jaka kara spotka gdyński klub za nierozegrane mecze? "Moim prywatnym zdaniem powinien zostać ukarany walkowerami. Takie decyzje będzie jednak podejmował zarząd PZPN, który zbierze się w sobotę" - powiedział Tomaczak.

"Niestety, spełnił się najczarniejszy scenariusz. Jestem zdruzgotany, czuję się, jakbym stracił kogoś bliskiego. Zwłaszcza że chyba udało mi się posklejać drużynę, sprawić, że zaczęła grać lepiej. A tu taki cios" - mówił Wojciech Stawowy, trener Arki, cytowany przez "GW".

"Tak, wiem, że trzy walkowery to degradacja o dwie klasy. Moim zdaniem Wydział Dyscypliny musiał zdawać sobie z tego sprawę. I mam nadzieję, że wiedział, co robi. Ale czy będą odwołania, jak problem rozwiąże Wydział Gier (zbierze się w piątek - przyp. red.), to jeszcze nie jest jasne. Może będziemy jednak mogli rozegrać te mecze..." - dodał.

INTERIA.PL/Przegląd Sportowy
Dowiedz się więcej na temat: kara | środek | prawnicy | Wydział Dyscypliny | PZPN

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje