Smudę serce nie boli

- Serce mnie boli, kiedy Widzew przegrywa - mówi Franciszek Smuda. Po piątkowym spotkaniu pomiędzy łodzianami i prowadzonym przez "Franza" Lechem Poznań, nie ma powodów do zmartwienia, gdyż gospodarze wygrali 3:2.

Emocji w meczu otwierającym 11. kolejkę Orange Ekstraklasy nie brakowało, ale nie ma się co dziwić przecież grał "Kolejorz", w tym sezonie specjalista od horrorów. I tak samo było w piątek. Lechici przegrywali do przerwy 0:2, w drugiej połowie doprowadzili do wyrównania i mieli okazje, aby podwyższyć wynik, ale to Widzew zdobył zwycięskiego gola.

Reklama

Smuda największe sukcesy w trenerskiej karierze osiągnął z Widzewem. Dwa razy zdobył z tym klubem mistrzostwo Polski, prowadził ten zespół w Lidze Mistrzów. W Łodzi się o tym pamięta. Rok temu "Franz" został mianowany "Królem kibiców Widzewa".

W piątek już po dwóch minutach jego ukochana drużyna sprawiła mu psikusa. Z rzutu wolnego dośrodkował Jakub Wawrzyniak, a Bartłomiej Konieczny w powietrznym pojedynku okazał się lepszy od Bartosza Bosackiego, posyłając piłkę do siatki po uderzeniu głową.

Wynik podwyższył w 22. minucie Stefano Napoleoni precyzyjnym strzałem z pola karnego. W pierwszej połowie łodzianie mogli zdobyć jeszcze kilka bramek, ale i tak podopieczni Michała Probierza schodzili na przerwę w dobrych humorach.

Nie wiemy, co się działo w szatni Lecha, ale po zmianie stron sytuacja się zmieniła. To goście atakowali i dwa razy skutecznie. Do siatki rywali trafili Henry Quinteros i Piotr Reiss. Decydujący cios zadali jednak łodzianie, a konkretnie zrobił to Krzysztof Sokalski. Tym samym passa czterech meczów bez porażki Lecha w Orange Ekstraklasie została przerwana.

Zobacz opis meczu

Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda | Widzew | Orange | serce

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje