Smuda: Dzwonią do mnie prezesi

Franciszek Smuda wciąż nie dogadał się z szefami Zagłębia Lubin, co do nowego kontraktu. Ale to nie on jest pod ścianą. "Mam różne telefony od różnych prezesów" - powiedział "Franz" w "Życiu Warszawy".

Czy to oznacza, że chciałby znowu potrenować Wisłę Kraków? "A kto by nie chciał?" - odpowiedział w swoim stylu.

Reklama

Gdy przychodził do Zagłębia we wrześniu 2005 roku, to drużyna była w rozsypce. "41 ludzi ma zawodowe kontrakty, a do gry nadaje się ze trzynastu. Reszta to takie, jak ja to mówię "trucizny". Zagłębie fatalnie wyglądało taktycznie. Na boisku przypominali gromadę kuropatw i bażantów wypuszczonych na polanę. Każdy lata i biega jak chce. Ręce można było załamać. Ale ja zakasałem rękawy i do roboty. Dziś mamy trzecie miejsce w lidze i finał Pucharu Polski" - powiedział Smuda.

I wszyscy chwalą ten zespół za styl. "No tak. Staram się, by każdy z piłkarzy pokazał, co potrafi, wydobył ze swych możliwości to, co ma najlepszego. Coraz więcej ludzi przychodzi na nasz stadion, co bardzo mnie cieszy, bo wiedzą, że ich drużyna gra efektowną piłkę" - zakończył.

INTERIA.PL/Życie Warszawy
Dowiedz się więcej na temat: Franciszek Smuda

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje